Więcej niż Bałtyk?

Po drugiej stronie Bałtyku niebo jest bardziej błękitne, powietrze czystsze, a woda przejrzystsza. Wysocy, niebieskoocy blondyni przechadzają się po Ikei czytając powieści Camilli Läckberg, a ulicami spacerują łosie. Czy aby na pewno?

O Szwecji i jej mieszkańcach mówi się dużo. Kultura Skandynawii, choć często nie zwracamy na to uwagi, jest coraz bardziej obecna w naszym codziennym życiu, poczynając od stylu mieszkań, poprzez literaturę, a kończąc na lisku z plecaków Fjällräven. Jednocześnie w naszych głowach funkcjonują dziesiątki różnych wyobrażeń na temat Szwedów. Stereotyp uchodzi zazwyczaj za coś negatywnego i krzywdzącego, jednak w tym przypadku zawsze podświadomie miałam nadzieję, że wszystkie magiczne opowieści o nie tak dalekiej Północy okażą się być prawdziwe.

Syndrom Bullerbyn

Warto jednak zwrócić uwagę, że istnieją dwa skrajne wizerunki Szwecji. Z jednej strony często mówi się o tym, że Szwedzi są chłodni, skryci i cały rok pogrążeni w stanie podobnym do depresji.  Z drugiej strony, z opowieści o ich kraju zazwyczaj bije ciepło. Jest to na pewno w dużym stopniu zasługa pocztówek przedstawiających małe, rybackie chatki w tradycyjnym kolorze faluröd lub opowieści Astrid Lindgren, która życie w Szwecji przedstawiła jako sielankę. Jaki jest więc złoty (a w tym przypadku raczej błękitny) środek?

Sama w Szwecji miałam okazję spędzić dokładnie dwanaście godzin. Może się wydawać, że zdecydowanie zbyt mało, by zdążyć cokolwiek zwiedzić, zobaczyć czy poczuć. Nie jest to na pewno wystarczająca ilość czasu, żeby zatopić się w tamtejszym klimacie i kulturze, ale całkiem optymalna, by obejść dookoła całe miasteczko, popływać darmowym promem kursującym zamiast autobusu między kilkoma wysepkami, a na koniec usiąść na ławce przy rynku i z boku przyglądnąć się życiu niewielkiej, szwedzkiej społeczności.

Jasne włosy, blada cera i chroniczny „poker face

Jaki jest więc typowy Eriksson? Natalia Kołaczek w swojej książce pisze: „Zapomnijcie o tym, że Szwedzi to tylko błękitnoocy blondyni. To było dawno temu i nieprawda. Częściej niż po jasnym kolorze włosów można dziś mieszkańców Szwecji zidentyfikować po jasnych trampkach firmy Converse, noszonych przez wszystkich, niezależnie od płci, wieku, statusu, okazji czy pory roku”.

Paradoksalnie jednak po tych kilku godzinach zaskoczył mnie właśnie fakt, jak bardzo „prawdziwa Szwecja” przypomina tą, której obraz stworzyliśmy sobie we własnej wyobraźni. Nie brakuje czystych jezior ani nienaturalnie niebieskiego nieba, a Szwedzi naprawdę są małomówni. Być może Karlskrona po prostu okazała się być papierowym miastem stworzonym specjalnie dla turystów pełnych nadziei, że Bullerbyn nie jest tylko miłym wspomnieniem z dzieciństwa?

Tekst zainspirowany książką Natalii Kołaczek „I cóż, że o Szwecji”

Co to jest „syndrom Bullerbyn”? Jak dogadać się z małomównym Szwedem? Czego potrzebuje do szczęścia przeciętny mieszkaniec kraju, w którym, jak mawiają złośliwcy, lato trwa jeden dzień? Czy to prawda, że król Karol XVI Gustaw w trosce o środowisko naturalne zakaże swoim krajanom używania wanien? Jak w praktyce wygląda słynne szwedzkie równouprawnienie?

Autorka odpowiada na te pytania, oprowadzając czytelnika po galerii utopijnych portretów jednego z najszczęśliwszych narodów Europy, w otoczeniu stereotypowych łatek i etykiet przypisywanych Szwedom, jak również pośród krytycznych przedstawień w krzywym zwierciadle. Wszystko po to, żeby lepiej poznać Szwecję i jej mieszkańców. Czy jednak dzieli nas coś więcej niż Bałtyk? 

Zdjęcie: Czwarta strona
Edycja i korekta: Bartłomiej Malec