Dzieło, które przemawia

Podchodzę do tego dzieła i dotykam go, jednak nie słychać żadnego dźwięku. Za chwilę obok mnie staje koleżanka, zatapia palce w miękkim futrze, po czym z rozczarowaniem w głosie stwierdza: „Chyba się zepsuło”. Szkoda. A pamiętam, że jeszcze niedawno warczało. Wygląda na to, że Polska warcząca się wyczerpała. Nareszcie można jej dotknąć bez obawy, że ugryzie.

Obraz Marcina Jarycha zaintrygował mnie już wcześniej, gdy ujrzałam go przed wystawą. Stał samotnie, oparty o ścianę w Willi Sixta. Wtedy też nie warczał – prawdopodobnie mechanizm nie był jeszcze uruchomiony. Gdy zobaczyłam go drugi raz, już działał. Jeden z członków jury przyłożył do niego mikrofon i wszyscy zgromadzeni na spotkaniu usłyszeli ciche, aczkolwiek zdecydowane burczenie. Wtedy bardziej przypominało mi to mruczenie kota, gdy głaszcze się go po miękkim futrze. Miękkim, czarnym futerku. Obraz sam prosi się o to, by wyciągnąć do niego dłoń, musnąć.

W końcu dostałam swoją szansę na to, by „pomacać” dzieło, które kusiło mnie już od samego początku. Jedną z jego zalet jest właśnie fakt, że można go dotknąć – a przynajmniej dotychczas nie wyrzucono mnie za to z BWA, sądzę więc, iż jest to dozwolone. Od zawsze lubię namacalnie poznawać różne rzeczy, palcami śledzić ścieżki, po których biegł pędzel, odkrywać zastygłe krople farby na płótnie, jednak gdy tylko sięgam w stronę jakiegoś dzieła, od razu w moją stronę biegnie ochrona i chce wyprowadzić mnie z galerii, mimo iż kupiłam przecież bilet. Polska warcząca jako pierwsza dała mi możliwość poznania dzieła poprzez dotyk. Podeszłam więc do niej razem z koleżanką, której oznajmiłam wcześniej, że obraz ten wydaje dźwięki. Zbliżyłam się, po czym zupełnie przerażona odskoczyłam w bok, gdy obraz na mnie zawarczał. Wszyscy wokół się roześmiali i odeszli, oglądając inne dzieła. Ja tymczasem dalej patrzyłam na futrzaną mapę Polski, zastanawiając się, co właściwie artysta miał na myśli, tworząc swoje dzieło.

Tego zapewne nie dowiem się nigdy, chyba że dane mi będzie spotkać pana Marcina Jarycha i zapytać go wprost. Na razie jednak pozostaje to w strefie marzeń, więc muszę zinterpretować tę wizję na swój sposób.

Co można napisać o obrazie, który nie przedstawia nic oprócz czarnego płótna, na którym naklejona jest mapa Polski wycięta z futra? Nie zawiera on zbyt wielu artystycznych walorów. To właśnie owa mapa ma być tutaj najważniejsza. Mapa naszej Ojczyzny, która kusi swą miękkością, delikatnością i ciepłem, a następnie warczy na tego, kto się do niej zbliży. Warczy, ponieważ chroni siebie, swoje granice i nie pozwala tknąć się nikomu obcemu. Jednak jeśli ktoś się nie boi, może zignorować ten złowieszczy dźwięk i nie uciec. Może zbliżyć się i pozostać. Ona w końcu przestanie warczeć. W końcu nas zaakceptuje.

Obraz jest cały czarny – czarny jak żałoba. Czarny jak smutek. Tym bardziej powinien odpychać. Czarne, warczące zwierzę. A przecież każde zwierzę można oswoić, jak pisał Antoine de Saint-Exupery w Małym Księciu. Ono na początku się boi i broni. Chce ugryźć, gdy wyciąga się do niego dłoń. Nie powinno się jej cofać, bo wtedy ono, czując strach przeciwnika, może się na nas rzucić. Trzeba być wytrwałym. Wtedy dopiero można zyskać zaufanie.

Istotnym elementem całego obrazu jest jego tytuł. Odnosi się on do „Polski walczącej”, znaku nierozerwalnie złączonego z naszym patriotyzmem, walką o kraj, podziemną armią. Tutaj została zamieniona tylko jedna litera – „r” zastąpiło „l”. Jak wpłynęło to na całe znaczenie tytułu? Nadal nie mam wątpliwości, że Polska „walczy”. Teraz jednak walczy poprzez „warczenie”. Warczenie jest jej obroną, znakiem, iż może zaatakować, że lepiej się do niej nie zbliżać.

Teraz Polska warcząca już nie warczy. Najprostszym wyjaśnieniem jest to, iż coś się popsuło w mechanizmie. Ja jednak myślę, że robi to dlatego, bo ja tu jestem. A mnie już zna, wie, że się jej nie boję, zyskałam jej zaufanie. Może po prostu ją oswoiłam?

Powyższa recenzja zajęła III miejsce w konkursie na recenzję prac prezentowanych podczas wystawy finałowej 43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017 w Galerii Bielskiej BWA.

Zdjęcie: Dzieło Marcina Jarycha „Polska warcząca” – materiały Galerii Bielskiej BWA
Korekta: redakcjaBB