Spotkanie nad brzegiem mórz

Idę korytarzem galerii. Mijam kolejne obrazy, nagle moja uwaga skupia się na obrazie zupełnie odbiegającym od innych. Charakteryzuje go oszczędność w środkach wyrazu.

Obraz przywodzi mi na myśl niektóre dzieła Ernesta Zawady, którego malarstwo związane jest z nurtem minimalizmu w sztuce, a nawet utożsamiane z abstrakcją. Obraz, który przed sobą widzę, wydaje się prosty, nic nie mówiący, ograniczony swoim minimalizmem. Wychodzę jednak z pierwszego chłodnego wrażenia i zaczynam się dokładniej przyglądać. Biała faktura farby równo pokrywa płótno. Nie jest to jednak surowa biel. Jej delikatny ciepły odcień przywodzi mi na myśl złote odcienie gorącego popołudnia, których blask sprawia, że otaczający mnie świat zanurzony jest w ciepły ton letniego słońca.

Mój wzrok przesuwa się wzdłuż pionowej osi obrazu. Dostrzegam delikatne falowanie płótna. Nierówności stają się coraz większe. Przyglądam się falowaniom, zaczynam odczuwać coraz większe złudzenie ruchu… Do głowy przychodzi mi absurdalna myśl. Wydaje mi się, że obraz poruszany jest przez niezauważalny powiew wiatru. Jego delikatna struktura ulega najmniejszej sile. Mam ochotę dotknąć obrazu, sprawdzić, czy płótno podda się również naciskowi mojej ręki. Nic się jednak nie dzieje. Moja dłoń napotyka na swojej drodze jedynie sztywną, chropowatą strukturę materiału. Na mojej twarzy rysuje się zdziwienie. Dlaczego moja ręka nie zatopiła się w delikatnej bieli obrazu?

Dzieło zakończone jest w bardzo rytmiczny sposób. Specjalnie zmodyfikowana rama układa płótno w równe fale. Ich kształt przywodzi na myśl przedstawienie morza? Oceanu? Dolna część obrazu może się kojarzyć z dawnym wyobrażeniem końca świata, który otoczony jest przez bezkres oceanów wpadających w nieskończoną otchłań.

Zamykam oczy, moje myśli odpływają daleko poza rzeczywistość. Przenoszę się w świat pełny letnich promieni słońca, czuję na policzkach powiew wiatru, słyszę szum oceanu. Nagle budzę się z otumanienia i widzę przed sobą obraz Emilii Kiny. Za oknem sypie śnieg, a ja jestem w Galerii Bielskiej BWA. Stoję w miejscu jeszcze przez kilka chwil, wpatrując się w obraz. Nie wiem co ze sobą zrobić… Staram się powrócić do odczuwanych przed chwilą uczuć, zatopić się w nich. Zostaję jednak tutaj. Nadal nie potrafię przejść obok tego obrazu obojętnie, jego milczenie mówi mi najwięcej.

Powyższa recenzja zajęła II miejsce w konkursie na recenzję prac prezentowanych podczas wystawy finałowej 43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017 w Galerii Bielskiej BWA.

Zdjęcie: Dzieło Emilii Kiny bez tytułu – materiały Galerii Bielskiej BWA
Korekta: redakcjaBB

Recenzje
Marta Czepczor