200 kilometrów i ani metra dalej

Leci do Egiptu kolejny raz z rzędu. All inclusive oczywiście, jakby sąsiedzi pytali, pięć gwiazdek i cztery baseny. Zostaje tam na dwa tygodnie, ale tylko trzy razy opuszcza kurort. Robi to, bo trzeba kupić pamiątki dla rodziny. Może na likier z Czech się załapie w nagrodę? Na tych, którzy byli dalej pluje, to „burżuazja i złodzieje”. W końcu takie mamy państwo, że „uczciwy nie zarobi”.

Jest przeciętny
Ma na imię zapewne Jan, a na nazwisko Kowalski. Zresztą to nieważne, jest statystyczny. A statystyczny znaczy po prostu konformistyczny. Bo jego pokój zdobią zdjęcia z Tajlandii, Chin i USA, a szafka wypełniona jest mapami Kanady i Bóg wie jeden jakich jeszcze ciekawych miejsc. Problem jest tylko w tym, że on nigdy do tych miejsc nie pojedzie.

To stan umysłu
Bo nawet, gdyby miał okazję, to nie skorzysta. Bo hotel nie jest 5-gwiazdkowy, a lot nie jest w pierwszej klasie. Zamiast oszczędzać na podróż wynajętym samochodem po Zachodnim Wybrzeżu, woli wykupić dwutygodniową wycieczkę do Tunezji za cenę zbliżoną do dwumiesięcznej podróży autostopem po Ameryce Południowej. Na sąsiadkę, która właśnie wróciła z Kanady pluje, bo pewnie pieniądze ukradła. Gdy tłumaczy mu, że nie spała w hotelach, ale w domach ludzi i nie poruszała się po Kanadzie własnym samochodem, a autostopem, to śmieje się z niej, że jest idiotką i nie ceni sobie własnego życia, po czym wraca gapić się na zdjęcie Vancouver.

Bariera (nie)finansowa
Bo w rzeczy samej do podróżowania nie trzeba wiele, także w kwestii finansowej. Historie o objechaniu całej Europy za 1,5 tys. zł można uznawać za naciągane, póki faktycznie nie spakowało się plecaka górskiego i nie ruszyło się na najbliższą uczęszczaną drogę, próbując złapać „stopa”. A potem kolejnego i kolejnego, aż do skutku, czyli do chwili dotarcia do celu albo do tymczasowego wyczerpania się ambicji podróżniczych. Te zaś ludziom, którzy raz spróbowali takiego podróżowania, nie skończą się nigdy, bo „skoro mogłem dojechać za darmo do Madrytu, to czemu nie mogę do Moskwy, albo i jeszcze dalej?”.

07.-200-kilometrów---Maciek-Zuziak---zdjęcia-Ania-Beruś-1

Biura i cenniki
Nawet jeśli nie należymy do tych, którzy gotowi są wsiąść do byle jakiego samochodu i obrać sobie za cel byle jakie miasto na zasadzie „co ma być to będzie”, to i tak daleki jestem od stwierdzenia, że skazani jesteśmy na przepłacanie w biurach podróży. Rezerwując wcześniej i we własnym zakresie lot, hotel czy też dodatkowe środki transportu, jesteśmy w stanie ograniczyć wydatki nawet o 80 proc. Ta informacja kłuje jednak w oczy, kiedy poszperamy trochę w Internecie i zorientujemy się, że ponad 90 proc. podróżujących Polaków korzysta z biur, które – mam takie wrażenie – dają dużo mniejsze szanse na powrót do domu niż autostop gdzieś na rubieżach państwa Putina. Chyba że ktoś lubi samolot wyczarterowany przez państwo, próbujące ratować klientów kolejnego bankrutującego biura podróży.

07.-200-kilometrów---Maciek-Zuziak---zdjęcia-Ania-Beruś-3

Różnica kulturowa
Problem jest jeszcze jeden. Kiedy podróżujemy „na dziko”, musimy skosztować chociaż trochę kultury lokalnej społeczności. Kiedy jednak zaszywamy się w 5-gwiazdkowym resorcie i nie wychylamy z niego nosa po coś więcej niż pamiątki, to odgradzamy się żelazną barierą od wszystkiego, co buduje miejsce, w którym jesteśmy. Jeśli to czytasz i wydaje Ci się to wielkim minusem, to znaczy, że jeszcze z Tobą wszystko w porządku. Musisz bowiem wiedzieć, że dla większości sezonowych turystów to właśnie jest najgorszy gryz do przełknięcia – świadomość konieczności przebywania z tymi brudnymi, zacofanymi, złodziejskimi, dziwacznymi obcokrajowcami! A fuj!

Zdjęcia: Ania Beruś
Korekta: Ewa Kuchta