Kiedy gubimy własny kompas

Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie wystawiła 24 lutego prapremierę współczesnego dramatu Petra Zelenki „Job Interviews”. Sztuka została przetłumaczona przez reżyserkę, scenarzystkę i tłumaczkę Krystynę Krauze, która odpowiada za przekład większości wcześniejszych dramatów tego autora.

Pracy reżysersko-scenograficznej nad „Job Interviews” podjął się tandem artystyczny i prywatnie małżeństwo Katarzyna Deszcz i Andrzej Sadowski. Od lat współpracują ze Sceną Polską Teatru Cieszyńskiego, na której Deszcz wyreżyserowała już sześć przedstawień, ostatnie w 2014 roku, kiedy to sięgnęła po klasykę – „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej. Aktualnie reżyserka zdecydowała się zrealizować w Czeskim Cieszynie pozycję współczesną, ale nie było to jej pierwsze spotkanie na scenie z Zelenką, bowiem w 2012 reżyserowała „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” w Teatrze im. Sewruka w Elblągu.

Zelenka osadził akcję „Job Interviews” w agencji castingowej, w której nie ma znaczenia, czy aktor ma talent czy nie, liczy się jedynie, czy uda się go sprzedać. Interesem kieruje dynamiczna Nina po czterdziestce (Małgorzata Pikus). Jeszcze nikt nie wpadł na to, by wymienić ją na bardziej przebojowy, a przede wszystkim niepomarszczony, jędrniejszy i gładszy lepszy model. Jednak do czasu. Koledzy z centrali w Londynie Paul (Grzegorz Widera) i Beata (Joanna Litwin) już kombinują, jak „wygryźć” koleżankę ze stanowiska pracy. Pewnego dnia wszystko nagle się zawala…

Historię Niny do momentu upadku Deszcz zdecydowała się zainscenizować dynamicznie – sceny przewijają się jak w kalejdoskopie, wręcz celowo nakładając się na siebie. Sadowski przeciągnął w poprzek sceny trzy białe połacie materiału, które wyznaczają odrębne miejsca akcji: przestrzeń agencji, biuro Niny, dom jej ojca. Aktorka zmienia wyznaczone pasy, przeskakuje między scenami, jej bohaterka goni życie do utraty tchu, ciągle z telefonem przy uchu, który dzwoni w dzień i w nocy.

Druga część przedstawienia jest o wiele bardziej statyczna. Nina znajduje się w przestrzeni przywodzącej na myśl szpital psychiatryczny lub salę terapeutyczną. Podczas zajęć pod okiem terapeuty (Mariusz Osmelak) pacjenci odgrywają z główną bohaterką psychodramy – scenki, z których dowiadujemy się ciągu dalszego jej historii. Reżyserka porzuca tu wcześniejszy realizm na rzecz niedookreślenia, wręcz do pewnego stopnia gmatwa, zamazuje tę teatralną historię. W tym momencie cierpliwość i uwaga widzów zostają wystawione na próbę, bo zastosowany chwyt utrudnia odbiór spektaklu. Czy przełamanie wcześniejszego realizmu było dobrym i zasadnym krokiem? Moim zdaniem tak, bo widzowie gubiąc się w tej opowieści lub zastanawiając się, czy dobrze zrozumieli to, co właśnie zobaczyli czy usłyszeli, mogą po trosze poczuć się jak Nina, której grunt osuwa się pod nogami.

Spektakl „Job Interviews” pod względem aktorskim należał do Małgorzaty Pikus. Przed premierą Katarzyna Deszcz w wywiadzie na blogu „Teatr to my” zaznaczała, że jest to rola stworzona dla niej i rzeczywiście trudno znaleźć mi w zespole Sceny Polskiej aktorkę, która mogłaby to zagrać lepiej. W postaciach, jakie stworzyli nie tylko Pikus, ale i Osmelak (rola ojca), Walentowicz (w roli męża) czy Kaleta (jako asystent), widziałam prawdziwych ludzi. Natomiast problem jest z niektórymi aktorami, którzy grali role drugo- i trzecioplanowe z niemożliwą wręcz do zniesienia manierą i z nienaturalnie ustawionymi głosami. Tymczasem dramat Zelenki w tłumaczeniu Krauze ociera się miejscami o naturalizm językowy, wiele w nim siarczystych przekleństw czy mowy potocznej. Wydaje mi się, że niektórzy aktorzy nie zdołali lub nie znaleźli czasu na dopracowanie swoich postaci, co ostatecznie spowodowało, że byli nieprzekonujący. Między innymi z tego  powodu Małgorzata Pikus w niektórych scenach musiała sama pociągnąć to przedstawienie.

Aktualność napisanej kilka lat temu sztuki „Job Interviews” odnajduję w przekazie, że ilekroć porzucamy pewne fundamenty w życiu jak rodzina, przyjaźń, szczerość, miłość, zaufanie na rzecz gonitwy za pracą, pieniądzem i sławą czeka nas żałosny koniec. Po co nam pieniądze, kiedy jesteśmy chorzy i samotni? To pytanie na pewno nie jest odkrywcze, ale wciąż bardzo aktualne. Właściwie w momencie, gdy coraz więcej z nas gubi kompas moralny, ten przekaz staje się z dnia na dzień coraz mocniej na czasie.

Więcej info na oficjalnym blogu Těšínského Divadla.

Zdjęcia: Blog „Teatr to my”

Teksty
Teatr to my