Bunt jako waluta

Mówią, "taki wiek, to minie", inni dodają, "dajcie się młodym wyszumieć". Czy jednak te szumy w życiorysie mogą być uznane tylko za etap? Znaczenie buntu w okresie wkraczania w dorosłe życie oraz to, jakie tak naprawdę bunt powoduje zmiany w naszym życiu, skłaniają do rozważenia jego wartości na płaszczyźnie wykraczającej jedynie poza zwykłe "widzimisię".

Zamiast portfela młodość
Odstępstwo od reguły. Sprzeciw zasadom. Podważenie autorytetu. Znalezienie ujścia dla nieprzymuszonej indywidualności. Definicji może być wiele, mianownik jeden – bunt. Jego punkt zapalny, podobnie jak za czasów Spartakusa czy działań sufrażystek, stanowi najczęściej poczucie uciśnienia i chęć wyzwolenia. Przekładając to na realia dzisiejszej młodzieży – szkoła, rodzice, środowisko – te trzy czynniki najczęściej skłaniają do sięgnięcia po tę formę środka płatności… tak! Podobnie jak w świecie rządzonym przez metalowe krążki i papierowe wizerunki martwych władców, świat rebelii również posiada system transakcji. Zawsze coś za coś, z korzyścią dla strony inicjującej. Czasem wręcz przeciwnie. Pewnym rezultatem zawsze jest jednak zmiana.

„Buntuję się, więc jestem”
Bunt częściej kojarzy się z nieposłuszeństwem niż poszukiwaniem. Dorośli ustanawiający reguły, widząc ich łamanie, rzadko kiedy dociekają motywów – częściej skupiają się na represjach i
wymierzaniu kary. To również niejako prowokuje – buntując się, młody człowiek przyjmuje bowiem postawę łączącą cechy defensywy i ofensywy – pragnie bronić swej indywidualności, co najczęściej równa się konfliktowi ze stroną o przeciwnych poglądach. Najprościej mówiąc – gdy nastolatek urywa się na koncert, mimo zakazu rodziców, w większości przypadków po powrocie nie czeka na niego komitet powitalny z zapytaniem, jak tam się pogo udało, lecz egzekwowanie skutków nieposłuszeństwa. Stąd też często bierze się strach przed buntem – szacowanie rachunku, jaki przyjdzie zapłacić za nowe doświadczenia, nie zawsze wychodzi na plus. Niektórzy wolą odłożyć bunt młodzieńczy „na zaś”, nierzadko niestety wraz z upływem czasu, ulega on denominacji i na zawsze traci swą pierwotną wartość.

Cienka granica konformizmu
Kolorowe włosy, piercing, niestosowanie się do szkolnego dress code’u czy wcześniej wspomniane, nieposłuszeństwo wobec rodziców, należą do tych lżejszych odmian młodzieńczego buntu. Natomiast już eksperymentowanie z alkoholem oraz innymi używkami, stanowi plagę, która każe zastanowić się, czy wciąż można uznać to za bunt, czy też rodzaj inicjacji – zdobycie nowych doświadczeń, w drodze do dorosłości. Bunt zakłada bowiem przeciwstawienie się konformizmowi, czyli uleganiu zasadom panującym w danej grupie; po używki młodzi sięgają zaś zwykle pod wpływem lub naciskiem otoczenia. Jednakże – zrywanie zakazanego owocu zwykło się utożsamiać z buntem, mamy zatem do czynienia z paradoksem, którego cena przewyższa wartość. Odsetki tych decyzji mogą ścigać człowieka latami, dlatego najpierw lepiej rozważyć, jakie działania nie sprowadzą na głowę największego z komorników – żalu.

Zdjęcie: Marcel Czyżewski
Edycja i korekta: redakcjaBB