muzyczna swoboda wyrażania siebie

Trzeci Festiwal Muzyki Crossover dobiegł końca. Jego ideą od początku jest prezentowanie różnorodnych stylów, które łączy jedno: swoboda wyrażania siebie poprzez muzykę. Również w tym roku dobór artystów okazał się nieoczywistym, lecz jakże ciekawym zestawieniem, którego całość składa się na bardzo jasny punkt w kulturowym życiu Bielska-Białej.

Przyznam się bez bicia – w ciągu kilku dni poprzedzających pierwszy, czwartkowy, koncert miałam całkiem niezły ubaw z faktu, iż się na niego wybieram. Puzony. Już samo to słowo brzmi kuriozalnie, a dodając do tego jeszcze niedawny wysyp memów z Golcami oraz moje, delikatnie mówiąc, wymijające się z podobnym rodzajem muzyki, gusta – sceptycyzm mieszał się w mym podejściu z ciekawością.

Występ Bielskiego Kwartetu Puzonowego szczęśliwie zweryfikował wszelkie obawy na plus. Nie porwało mnie co prawda i odniosłam wrażenie, że stanowiło to tak na dobrą sprawę jedynie rozgrzewkę dla festiwalu, jednakże słuchało się tego przyjemnie. Czterech panów w krawatach wygrywało nie tylko nieznane mi zupełnie puzonowe kanony. Sięgnęli w swym repertuarze po motywy przewodnie takich produkcji jak “Harry Potter”, “Władca Pierścieni”, “Piraci z Karaibów”, “James Bond”, czy “Jak wytresować smoka”. Dla mnie, filmowego świra, była to nie lada gratka i w pełni doceniam kunszt puzonowych aranżacji. Dodatkowym plusem koncertu był też fakt, iż artyści zdecydowali się jedynie na krótkie fragmenty utworów, dzięki czemu całość nie nużyła i pozwalała zachować całości dynamiczną formę.

***

Piątkowe wydarzenie momentalnie przykułomoją uwagę lokalizacją. Zamek Książąt Sułkowskich – czyż można sobie wymarzyć bardziej ikoniczne miejsce na koncert w Bielsku? Otóż to. Występ duetu La Vida Loca miał miejsce w atrium budowli i był znakomitym przykładem interakcji, jaką artyści mogą mieć z publicznością. Dwóch muzyków związanych stylistyką z terenami Ameryki Południowej, prezentowało za pomocą fletu poprzecznego oraz fortepianu repertuar, który okraszony komentarzem tworzył fantastyczną opowieść z odległych ziem.

Chwilami czułam się trochę jak w programie Cejrowskiego – pośród granych utworów dało się słyszeć bowiem dźwięki wprost nawiązujące do rdzennej muzyki Nowego Kontynentu, przywodzące na myśl powiewy wiatru. Świetnym aspektem performansu duetu był również fakt, iż czuć było od nich właśnie tę niezwykłą swobodę  relacji dwóch kumpli, którzy połączyli siły, by grać muzykę sprawiającą im radochę. Właśnie to oraz kontakt z publiką angażowaną przez artystów wokalnie, złożyły się na koncert świeży i bijący pozytywną energią, która rozchodziła się wśród obdarzonej wyśmienitą akustyką przestrzeni atrium Zamku Sułkowskich.

***

Festiwalowy piątek zamknął kwartet HAARPAGANS oraz MC The Blu Mantic. Muzyka, którą usłyszeliśmy promieniowała wolnością i pozytywną energią – nowoczesne brzmienia zostały połączone z improwizacją o jazzowym zabarwieniu, tworząc atmosferę wysyłającą dotychczas siedzących przy stolikach ludzi pod scenę i na każdy skrawek podłogi nadający się do tańca. Niestety, tego miejsca było niewiele, choć przyznam, że przed koncertem nie spodziewałbym się od publiczności tak entuzjastycznego przyjęcia hip-hopowego zespołu. Jest w tym zasługa nie tylko muzyki (której nie mogę przestać słuchać po kilka razy w ciągu dnia od czasu koncertu), ale również niezwykłego talentu scenicznego Blu Mantica, potrafiącego utrzymywać świetny kontakt z publicznością dzięki skrajnie swobodnemu podejściu do grania koncertów. Słowem – HAARPAGANS i Blu Mantic wywrócili Metrum do góry nogami, na czas swojego koncertu zamieniając go w zupełnie inne miejsce. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawią się w pobliżu.

***

Sobotni występ w Bielskim Centrum Kultury okazał się dla mnie najbardziej wyjątkowym wydarzeniem tego festiwalu. Zespół radio.string.quartet całkowicie mnie zaskoczył. Bez wcześniejszego researchu spodziewałam się bowiem kwartetu skrzypcowego grającego jakieś radiowe dżingle, tymczasem TO BYŁA PETARDA. Żałowałam każdej myśli odciągającej mnie od przyjścia na ten występ i błogosławiłam medialne wejściówki, dzięki którym się na nim znalazłam. Skrzypce owszem były, ale oprócz nich na scenie pojawiła się także wiolonczela, które wspólnie w rękach muzyków i przy pomocy dość licznej elektroniki, stworzyły czarującą atmosferę, niczym nie z tego świata. Sporadyczny wokal wspomagający instrumenty jedynie wzmagał ten efekt. Pasja i energia, z jaką grała ta czwórka, była niesamowita i widoczna gołym okiem (włosie ze smyczków im się rwało!). Był to chyba najkrótszy koncert całego festiwalu, jednakże w tej zaledwie godzinie udało się zawrzeć tak wiele emocji, iż owacja na stojąco była całkowicie uzasadniona.

***

Ostatnim koncertem, jaki mogliśmy usłyszeć podczas festiwalu, był występ naszego lokalnego zespołu Psio Crew, łączącego muzykę góralską z elektronicznymi rytmami i brzmieniami. Tym razem w Jazz Clubie Metrum przeniesiono stoły, tworząc dużo przestrzeni dla potencjalnych tańczących. Przestrzeń ta szybko po rozpoczęciu koncertu zaczęła wypełniać się po brzegi. Ponownie artyści wyrwali publiczność z krzeseł, tym razem jednak muzyką trochę inną. Usłyszeliśmy wiele znanych utworów góralskich zagranych w wyjątkowy i zaskakujący sposób, choć pojawiły się również kompozycje własne, pokazujące, że muzyka góralska bynajmniej nie jest przerobionym materiałem. Za każdym razem, gdy w przestrzeń muzyczną wpadały elektroniczne brzmienia, byłem tak samo zdziwiony tym, jak gładko można połączyć tak pozornie kontrastujące ze sobą dźwięki. Muzycy również potrafili nawiązać między sobą świetną interakcję, dzięki czemu widać było, że grana przez nich muzyka sprawia im przyjemność i gdyby mogli, to byliby w stanie zagrać kolejny bis.

***

Martwi trochę to, iż wśród publiczności nasza reprezentacja raczej zaniżała średnią wieku. Być może wynika to z faktu, że młodzi ludzie nie czują, iż ten festiwal skierowany jest także do nich – aby mogli rozszerzyć muzyczne horyzonty, poznać nieco bardziej niszowych artystów i móc doświadczyć tak samo różnorodnych emocji, jak zapewne każdy uczestnik tego wyjątkowego wydarzenia. Jedno jest pewne – po ciepłym przyjęciu trzeciej edycji Festiwalu Muzyki Crossover, możemy spodziewać się jego powrotu w przyszłym roku.

Zdjęcia: Adrian Pytlik
Korekta: redakcjaBB