Z życia wzięte… Park

Niemalże każdy uczeń Kopernika skazany jest na to, by choć raz w życiu przejść przez pobliski park, bodajże imienia Juliusza Słowackiego – miejsce niesamowite, nietuzinkowe i niepowtarzalne. To miejsce spotkań najróżniejszych grup kulturowych i wiekowych. Nie obejdzie się bez kobiet z dziećmi, część ławek zajęta będzie przez zakochanych, inne przez znajomych, jeszcze inne przez gołębie, a raczej przez to, co po sobie zostawiają.

Reszta ławek jednakowoż obsadzona będzie przez starsze panie – pełne erudycji kompendia wiedzy w przestrzeni kilku desek i rur tworzących siedzenie. Rozmowy ich, po części tajemnicze, składają się z elementu silenzio i elementu forte.

Pierwszy jest wyrażeniem danej myśli, przeważnie w formie szeptu teatralnego lub ściszonego głosu, często w postaci przypowiastki czy historii z życia wziętej, przeplatanej ciągłym „co ty nie powiesz” czy „no dajcież spokój” ze strony słuchaczek, zakończonej – w zależności od zamiaru – spodziewaną lub niespodziewaną puentą, mającą na celu wyrażenie dezaprobaty.

Drugi element zaś, o wiele krótszy, ale i za to o wiele głośniejszy, zawiera w sobie zaledwie trzy wyrazy – „tak właśnie jest” – lecz wymawiane wielokrotnie nadają poprzedzającej je historii mistycznego i pedagogicznego wymiaru, a siła jego odbioru rośnie wprost proporcjonalnie do liczby słuchających i deklamujących powyższe hasło. „Tak właśnie jest!” – twierdzi jedna. „Tak właśnie jest!” – zawtóruje kolejna. „Tak właśnie jest!” – odpowie nieco chaotycznie trzecia, jednak słowa jej nie utracą przez to potęgi tego wyrażenia.

01.-Filip-Peringer---Z-życia-wzięte-Zdjęcia-Kaja-Bednarska-2

Zetknięcie z monotematycznymi uwagami starszych pań na temat świata w postaci trzech wyrazów tworzących zdanie jest nieuniknione ze względu na brak możliwości ominięcia ich podczas przeprawy przez park. Taki los również spotkał mnie.

Idąc przez zieloną wyrwę w szarości miasta, nierozważnie nie zwróciłem uwagi na kilka grup starszych pań zajmujących kolejno trzy ławki wzdłuż chodnika. Atak nastąpił nagle i niespodziewanie. Kiedy byłem już bliski ominięcia pierwszej ławki, usłyszałem rzucone z prawej strony krótkie, lecz głośne „takwłaśniejest” z ust siwej, pomarszczonej babuni. Zdezorientowany, nie zdążyłem uniknąć kolejnego trafienia. „Takwłaśniejest” dobiegło tym razem z lewej strony, z ust kobiety o włosach czerwonych jak krew, niczym mizerykordia do rany zadanej przez kobietę numer jeden. Panie z trzeciej ławki, na moje szczęście, nie dodały już nic od siebie, wiedziałem jednak, że „takwłaśniejest” krążyło po ich myślach niczym sęp, litościwie jednak nie wylądowało na mojej martwej świadomości chwilowej.

Mimo obaw, jakie mnie naszły – wszak żadna z dam nie znała ani mnie, ani problemów trawiących moją głowę – nie zamierzałem im zaprzeczać. Nie myliły się bowiem, wszakże „tak właśnie było”.

Zdjęcia: Kaja Bednarska
Korekta: Ewa Kuchta