Konkursem życia się nie wygra

Droga artysty prowadzi w różne miejsca. Czasami trzeba wdrapywać się na szczyt, innym razem zjeżdżać jak najszybciej. Trzeba dostosowywać się do innych i stawiać na samego siebie. Trzeba wciąż iść w stronę spełnienia. Jak wyglądała droga Anny Mysłajek do miejsca, w którym znajduje się teraz?

Szymon Miążek: Zajmujesz się muzyką już od wielu lat. Jak zaczęła się Twoja droga muzyczna?

Anna Mysłajek: Muzyką zajmuję się już od 15 lat. Teraz, w październiku będę obchodziła 15-lecie swojej działalności artystycznej. Wszystko zaczęło się kiedy miałam 14 lat, wtedy po raz pierwszy wystąpiłam publicznie z zespołem składającym się z kolegów ze szkoły. Z okazji 70-lecia szkoły zagraliśmy covery różnych artystów- Metallicę, Nirvane, Radiohead. Były to po prostu klasyki, które tak naprawdę wszyscy znają. Spodobało mi się nie tylko występowanie, ale samo bycie w tej społeczności, w zespole. Było to dla mnie coś nowego. Tworzenie utworów od podstaw, to jak to wszystko wygląda kiedy się dzieje. Dodatkowo rozwijanie umiejętności nawiązywania kontaktu z innymi. Odnalazłam się w tym na tyle mocno, że po prostu zostałam i od tamtej pory nie mogę bez tego żyć.

Działa wiele programów telewizyjnych, w których biorą udział różni artyści. Co o nich sądzisz? Brałaś kiedyś w nich udział?

Dlatego pewnie pytasz, bo wiesz że brałam. Tak. Może zacznę od tego, że braliśmy udział jeszcze z zespołem Buenos Agres w Must Be The Music i to była super przygoda. Uważam, że jest to świetny sprawdzian. Przede wszystkim umiejętność poradzenia sobie ze stresem. Nie ukrywajmy, że tam po prostu puls wyskakuje do dwustu. Kiedy stajesz przed jury, przed swoim idolem, w moim przypadku była to Kora, to wiadomo że nie chcesz dać plamy. Uważam, że był to świetny test swoich umiejętności i możliwości. Pod tym względem polecam. W przypadku późniejszych sytuacji, które wywiązały się po tym programie, to one były krótkotrwałe. Jeśli ktoś się Tobą nie zainteresuje to po prostu giniesz, znikasz.

Natomiast zapytałeś co sądzę o takich programach. Powiem Ci, że myślę że każdy powinien spróbować, ale jak ja to też mówię: “Konkursem życia się nie wygra”. Jeżeli jesteś na tyle zdeterminowany, że chcesz to robić i nie przejmujesz się za bardzo krytyką i uwagami innych, to jesteś do tego przygotowany. Wydaję mi się, że telewizja może pomóc w pewnych sytuacjach, ale nie można się tylko do niej ograniczać. Uważam zarazem, że może ona wiele zepsuć, wiesz?

Mi osobiście takie programy kojarzą się z masówką. Jest tam wielu artystów i jeszcze więcej się ich przewija. Dla mnie tam jest ciągła rotacja. Nie Ty, to ktoś inny.

Znaczy to jest przedziwne, znam taki przykład. Nasz zaprzyjaźniony zespół Besides w 6 edycji Must Be The Music nie przeszedł nawet precastingu, zaś w 8 edycji wygrał.

Także ciężko to ocenić…

To jest loteria. Idziesz na precasting i wszystko zależy od tego kto siedzi w komisji. Niestety to wszystko jest wyreżyserowane. Reżyser, scenografowie, graficy, oni wszyscy dyktują warunki. Jest to tak manipulowane, żeby…

Żeby się kręciło.

Że od pewnego momentu czujesz klepanie po plecach. Oni potrafią to dopasować tak żeby ludzie na Ciebie głosowali. Bo to jest jedyna rzecz, której nie mogą przekręcić, ale potrafią ją zmanipulować.

Albo jest się ulubieńcem, albo się nim nie jest…

Znaczy są schematy. Chyba w każdym talent show je się widzi. Musi być ktoś, kto jest niepełnoletni, na przykład śpiewająca nastolatka, która ma wspaniały talent. Musi być jakiś zespół rockowy, jakaś dojrzała i piękna kobieta i niekoniecznie posiadająca repertuar.

Tak, tak.

O tyle jeszcze Must Be The Music był ciekawą opcją, bo tam uczestnicy prezentowali swój materiał, autorskie numery. Teraz nie ma już takiego programu. Też nie chcę się do końca wypowiadać co teraz jest puszczane w telewizji, bo od lat jej nie oglądam.

Rozumiem. Czyli tak zakończyła się Twoja przygoda z telewizją? Myślałaś nad powrotem do niej?

Powiedziałam, że nie będę już w ogóle w żadnym programie brać udziału. Spróbowałam raz, zebrałam doświadczenie i tyle. Dla nas korzystnie się skończyło pod tym względem, że nie było kompromitacji . Były te cztery na “tak”. Trochę wprowadziliśmy tam kontrowersji. Oto też chodziło, cieszę się z tego, ale też dziękuję.

Twój, Wasz najnowszy projekt artystyczny nazywa się Anna Mysłajek z zespołem. Powiedz mi jak się czuje reszta zespołu w projekcie, który w nazwie ma Twoje imię i nazwisko?

Czekaj, zawołam (śmiech). Powiem z mojej strony. To było tak, że ja założyłam zespół razem z Andrzejem Obuchowskim z Buenos Agres. Ja szukałam tych muzyków. Wiadomo, że zanim skład dokładnie się uformował, to przechodziliśmy różne perypetie. Już na początku wyszłam z inicjatywą, że nie chcę być już pod szyldem żadnego zespołu, tylko ja jako ja. Ułatwiło mi to też pracę, pisanie tekstów, wymyślanie melodii, wiele rzeczy. Jak oni się z tym czują. Nie mają zastrzeżeń. To są dojrzali, fajni goście, którzy są bardzo ograni i biorą udział też w innych projektach. Dla nich i dla mnie najważniejsze jest to, że my uwielbiamy ze sobą grać. Nie ma dla nas znaczenia czy to gra Sebastian Adamczewski z zespołem, czy ktoś inny. Najważniejsza jest muzyka i atmosfera. Nie dali też poczuć, że to ja jestem najważniejsza. Wszyscy biorą udział w tworzeniu tych numerów i tworzymy zespół razem. Po prostu zespół nazywa się Anna Mysłajek z zespołem.

Jesteś jedyną kobietą w zespole. Jak się z tym czujesz? Jak to jest pracować tylko z mężczyznami?

Ja czuję się bardzo dobrze w towarzystwie mężczyzn. To chyba wynika z czasów dzieciństwa, bo wychowywałam się z samymi chłopczyskami. Tak wyszło. To chyba naturalne. Nie wiem. Po prostu znajduję z nimi kontakt.

Słyszałem, że większość z Was mieszka poza Bielskiem, a mimo to próby odbywacie właśnie tutaj. To prawda?

Tak.

Dlaczego akurat w Bielsku?

Dlatego, że już od wielu lat mamy tu wynajmowaną salę. Wspólnie z Andrzejem wyremontowaliśmy ją na własny koszt. A chłopcy i tak są w rozjazdach, więc nie przeszkadza nam to w ogóle.

A jak się czujecie na Bielskiej scenie muzycznej?

Myślę, że dobrze się czujemy. My się wszędzie dobrze czujemy. Jest do zagrania koncert, muszę się skupić, poświęcić temu sto procent mojej uwagi i koniec. Nie myślę o tym gdzie gram i jak wychodzę na scenę, to dzieje się już sztuka.

Czyli takie flow. Dobrze. W ubiegłym roku wygraliście Podbeskidzki Przegląd Muzyczny, a nagrodę pieniężną przeznaczyliście na płytę. Jak przebiegała praca nad płytą?

-Sebastian – gitarzysta, pracuje w studio w Żywcu u znanego nagłośnieniowca i realizatora dźwięku. Dlatego też mamy taki stały kącik. Sebastian doskonale wie o co chodzi w naszej muzyce. Jest też bardzo cenionym realizatorem, więc się na tym zna. Praca z nim to jest sama przyjemność i przebiegało to bez żadnych spięć. Mieliśmy na to przeznaczony czas, podchodziliśmy do tego ze spokojną głową i tak nagrywa się najlepiej. Wszystko się układa, kiedy nie ma tego ograniczenia czasowego, że trzeba kończyć, bo pieniądze się naliczają. Nie spieszyliśmy się z tą płytą i wydaje mi się, że to zaprocentowało.

Wydaliście ją 10 sierpnia w swoim tytule nosi ona sformułowanie “Pamięć Psa”. Skąd pomysł na taką nazwę?

Jest to moja tak jakby pierwsza solowa płyta, pod moim szyldem, nazwiskiem. Chciałam w niej zaznaczyć to co przeszłam wcześniej. Powiedzieć odważnie jak to było kiedyś i zapowiedź tego, co będzie teraz. Tytuł związany jest z tekstem utworu “Jak pies”, w nim jest porównanie podmiotu lirycznego, czyli mnie do psa.

Ciekawe. Planujecie trasę koncertową w związku z płytą?

Na pewno skupiamy się teraz na promocji, na rozsyłaniu tego po różnych portalach internetowych. Dzisiaj gramy u Was, później gramy w Rudeboy’u z zespołem podczas Festiwalu ku czci ks. Kaczkowskiego, ja 06.10 śpiewam sama na imprezie zamkniętej w Andrychowie, zaś 27.10 jedziemy do Warszawy i supportujemy Strachy Na Lachy.

Jakie macie plany na przyszłość?

Planujemy jak najwięcej grać. Uważam, że granie koncertów jest najważniejsze. Wiadomo, że pracujemy też na próbach. Zabierzemy się za nowe numery, bo pomysłów mamy dużo. W międzyczasie będziemy grać i promować wydawnictwo “Pamięć Psa” i z biegiem czasu, czas pokaże.

Czujesz się spełnioną artystką? Tak w tym momencie, dzisiaj, teraz?

Zawsze sobie tak myślę, zabrzmi to mrocznie, ale gdyby przyszła pora umierać, to nie miałabym sobie nic do zarzucenia. Uważam, że zrobiłam wszystko co mogłam. Oczywiście mam ambicje, cele i muszę jeszcze wiele dróg przejść żeby się rozwijać. Jednak w tym momencie mogę powiedzieć, że pod kątem muzycznym jestem spełniona.

Mam jeszcze jedno ostatnie pytanie. Jaki jest Twój ulubiony utwór z ostatniej płyty i czy zagrasz go dzisiaj?

Spodziewałam się takiego pytania. Nie mogę powiedzieć, bo nie potrafię na to odpowiedzieć. Każdy jest mój, każdy jest szczery i każdy jest napisany pod wpływem różnych moich przeżyć. Każdy jest ważny. Jest też tak, że na koncertach zakładam, że któryś z nich będzie się świetnie grać. A później wychodzi, że ludzie łapią zupełnie coś innego albo że Tobie lepiej śpiewa się inny numer. Wtedy nagle okazuje się, że Twój numer sztandarowy gdzieś blednie..

Czyli nie da się wybrać pomiędzy nimi.

Nie, nie da się.

To znaczy że wszystkie są dobre.

To zależy od nastroju. Ja mam do tego podejście nie obiektywne. Nie mam do tego

dystansu. Ja to wykonuję, ja to czuję i ja to przeżywam.

I każdy jest dla Ciebie ważny.

Oczywiście. Daję z siebie wszystko. A jak to ludzie odbierają, to zostawiam im. Zresztą robię to dla ludzi, więc to Wy możecie wybrać i powiedzieć który numer Wam się podobał.

 

Zdjęcia: Bartek Pasierbek
Edycja i korekta: redakcjaBB