Bielsko ma EKOstyl

Raz do roku, w Bielsku, odbywają się Targi EKOstyl — czyli spotkanie osób promujących zdrową żywność, styl życia i EKOrodziny. Jak zawsze impreza odbywała w się Hali pod Dębowcem od 16 do 18 listopada.

W tym roku pierwszy raz wybrałam się na Targi ja. Przyznam szczerze, raczej nie jestem osobą, która stara się być EKO, zdarzyło mi się jedynie niegdyś kupować ekobatoniki po 15 zł, bo myślałam, że razem z portfelem schudnę i ja. Toteż na Targi wybrałam się dość sceptycznie nastawiona, nie wiedząc, czy w ogóle coś mnie zainteresuje i poza tym — czy będzie mnie na cokolwiek stać.

No i poszłam, weszłam i zostałam.

Tak na dłużej. Hala, która wydawała się niewielka (stwierdził dużo mniejszy krasnal) została przerobiona na mini miasteczko. Takie miasteczko gdzie jest przedszkole, skatepark, sale konferencyjne, jakaś restauracja i mnóstwo sklepów rozmieszczonych na różnych alejkach. Stoisk było 250 i uwierzcie mi, że na każdym można było odnaleźć przynajmniej jeden wyjątkowy produkt, którego potrzebujesz w swojej kosmetyczce, lodówce, domu lub szafie, chociaż dotychczas nawet nie wiedziałeś, że go potrzebujesz.

Wystawiające się firmy reprezentują w większości właściciele lub twórcy danego produktu. W efekcie mamy pewność, że mamy do czynienia z osobami, dla których dana usługa lub produkt jest pasją, efektem życiowego dorobku i twórczej pracy. Wyjątkowo miłe było dla mnie spotkanie z Romanem Stachyrą, Mistrzem pszczelarstwa, który podczas targów prezentował miody z własnej pasieki. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby, która miałaby tak wiele do powiedzenia na temat jednego słoiczka miodu!

Oprócz produktów zachwycałam się aranżacją stoisk.

Te z zabawkami zwracały na siebie uwagę ilością różu, koronek i kusiły do rzucenia się w objęcia ręcznie robionych pluszaków. Z kolei te ze słodyczami po prostu nęciły do dołączenia do Klubu Kwadransowych Grubasów. Rewelacyjnie ekologicznym pomysłem są stare jeansy przerabiane na torebki przez Hanka Działa i odzież z naturalnego lnu, która jest ekstremalnie wygodna.

Osobiście, przyszłam głównie po kosmetyki. W tej kwestii obsługa stoisk była bardzo profesjonalna i przede wszystkim wykwalifikowana. Tutaj byłam pod wrażeniem marki BioFemme. Właściciel, Tomasz Plasiowski-Masłowski, to mężczyzna, który o składzie kosmetyków i odpowiedniej pielęgnacji cery wie więcej niż niejedna kobieta. Zachwycona spotkaniem z tak miłą osobą i z nowymi zasobami wiedzy postanowiłam odwiedzić jeszcze jedno stoisko z kosmetykami handmade — Majru. Marka ta prowadzona jest przez małżeństwo — Ewę i Janusza Trzcińskich. Nie mogli znaleźć na rynku kosmetyków naturalnych, które byłyby odpowiednie dla skóry z różnego typu problemami, więc sami zaczęli je tworzyć. Rezultatem są kolorowe mydła w opakowaniach z pięknymi grafikami — cieszą i skórę i oko!

Wisienką na torcie okazały się stoiska z produktami zagranicznymi…

…lub takimi, które po prostu bardzo ciężko zdobyć w naszym regionie. Zajrzałam do portugalskiego stoiska A Mosa i z sentymentu (z racji korzeni mojej rodziny) do naszych wschodnich sąsiadów — Smaków Azerbejdżanu. Niby Azerbejdżan, jednak produkty typowo armeńskie — mnóstwo przetworów z granatu i bakłażanu, chałwy i dywanowych obrusów.

Mogłoby się wydawać, że takie wydarzenia są skierowane głównie do klientów biznesowych, jednak, jak się okazuje, można tu zrobić świetne zakupy i o dziwo nie za miliony monet. Targi są świetną okazją do poznania wielu świetnych ludzi, pozyskania dużej dawki wiedzy, ale też rzeczywiście, do nawiązania relacji biznesowych i zorientowania się co w branży piszczy.

Zdjęcia: Patrysja Muradyan
Korekta i edycja: Dorota Łaski