Łóżko 2.0 vel nowa, piękna ja

W przeciągu 7 lat wszystkie komórki w ciele człowieka ulegają regeneracji i wymianie, dzięki czemu za szczęśliwe 7 lat będę całkowicie nową sobą.

Po internetach krąży obrazek z taką informacją. W niektórych wariantach jest nawet romantycznie podrasowany, bo sugeruje, że za 7 lat osoba, która cię skrzywdziła lub z którą rozeszły ci się drogi, będzie tak naprawdę obca dla twojego ciała. Nie będzie trzeba nawet się z nią witać, bo staniesz się całkowicie nową, piękną wersją siebie – nawet nie zauważysz kiedy.

Któregoś dnia obudzisz się w łóżku i docenisz, jakie jest wspaniałe. Za tobą wyprowadzka z domu rodzinnego, mieszkasz prawie na swoim, bo pewnie we wciąż wynajmowanym kącie. W przebłysku refleksji uświadomisz sobie, że 7 lat temu o tej porze spałeś w łóżku w pokoju z nadal dziecięcą tapetą, w czystej pościeli, którą ktoś, prawdopodobnie mama, w swojej bezwarunkowej miłości wymienił, gdy nikt nie patrzył. Teraz pościel może nie pachnie jak wiosenny powiew świeżości, reklamowany przez producenta płynu do płukania, a ze ściany nie ocenia zgraja postaci z kreskówki. Są za to brudne skarpetki w kącie, mrowie skserowanych na uczelni podręczników kurzy się na półce, a zdjęcia z wyjść, o których zapomnieć nie chcesz, choć ówczesne upojenie alkoholowe wcale nie pomogło na pamięć, wiszą na ścianach i twarz sama się do nich cieszy.

To wszystko twoje, razem z najwygodniejszym łóżkiem, o jakim można marzyć. Twoim łóżkiem. Te parę lat wcześniej inne miejsce kojarzyło się z bezpieczeństwem, ale to było wtedy, a teraz to teraz.

Jesteś nową, piękną wersją siebie.

Za następne 7 lat, stojąc w kuchni, uświadomisz sobie kolejną zmianę. Mieszkanie może w końcu nie będzie wynajmowane, łóżko będzie inne, pewnie nawet jeszcze lepsze. W kuchni będzie stał młynek do kawy – najbardziej reprezentatywny sprzęt domowy tego pokolenia, wychowanego w biegu, już nie na drogiej kawie z sieciówek, serwujących słodkie koktajle o zabarwieniu kawowym, a na lokalnych, małych kawiarnio-palarniach, gdzie liczy się głównie równie droga czarna kawa bez mleka. Pokolenia żyjącego (i nie ma w tym nic złego) częściowo w internecie i mediach społecznościowych, artystów i influencerów, psów korporacji (w tym też nie ma nic złego, bo pieniądze i wszystkie bonusy są naprawdę przekonujące) czy kreatywnych ziomków zakładających start-upy, mając za biuro stolik w tej małej, lokalnej, ale i ulubionej kawiarnio-palarni oraz laptopa z dobrym łączem. I tak stojąc w tej kuchni, uświadomisz sobie swoje bogactwo. Własny młynek do kawy. Nie żaden robot, plujący cieczą z kapsułek, ale prawdziwy młynek do prawdziwej kawy, prawdopodobnie kupionej w jedynej słusznej kawiarnio-palarni. Pijąc samodzielnie zaparzoną kawę, pomyślisz o nowej, pięknej wersji siebie.

Za kolejne 7 lat zdasz sobie sprawę ze swoich nowych preferencji. Już nie będziesz chodzić do barów, gdzie dla studentów piwo jest za piątkę, a cała sala to jedna wielka palarnia. Zamiast tego będzie można cię spotkać w drogich knajpach, gdzie zamawiając drinka, nie wiesz, ile zapłacisz, i wcale cię to interesuje – znów, nie ma w tym nic złego, bo od czegoś była ta cholerna podwyżka i nie po to chodzisz na crossfito-zumbę z VR-em na czole, żeby pić tanie piwo i hodować piwny mięsień. Bo jesteś nową, piękną wersją siebie.

[zabawny śródtytuł powstanie za 7 lat]

Zanim jednak te wszystkie kolejne siódemki nastąpią, wygooglujesz sobie tę internetową prawdę, która okaże się bujdą. Niektóre tkanki w ciele człowieka nigdy się nie regenerują, niektóre robią to codziennie, ale nie ma magicznego cyklu 7 lat.

Nie ma też magicznej nowej wersji ciebie – jesteś sumą tego, co ci się przydarzyło.

Blizną na kolanie, poparzeniem na przedramieniu od rozgrzanego oleju, a przede wszystkim beretem zrytym od złego towarzystwa i wspomnieniami wszystkich zasłyszanych słów, uchwyconych widoków, niereformowalnych myśli. Wynikiem każdej codziennej zmiany, każdej szalonej przygody czy rozmowy przeprowadzonej nad zastanawiającym się nad akceptacją karty kredytowej terminalem.

Zmiana następuje z każdym ruchem i nie potrzeba 7 lat, żeby zaszła, choć czasami czas jest potrzebny, żeby ją zauważyć.

Zdać sobie w pewnym momencie sprawę, że nie jest się już dzieckiem, które nie wie, jak się wyrazić, i miota się między tym, kim jest, co pokazuje innym i kim chce być. Że śpi się w innym łóżku niż kiedyś, że do innego miejsca wraca się jak do siebie. Że na pewnych ulicach, robiąc coś po raz pierwszy i coś innego po raz setny, myśląc na nowo o starych sprawach i zajmując stanowisko w kolejnej rozmowie, codziennie stajemy się nowymi, pięknymi wersjami siebie. Czasami niewyspanymi, zmęczonymi, złymi, skacowanymi, ale też szczęśliwymi, spełnionymi, zadowolonymi z tego, co jest. Mityczne 7 lat można zamknąć w każdej, najmniejszej nawet chwili.

Artykuł pojawił się w #08 magazynie redakcjaBB.

Korekta: Agnieszka Pietrzak
Ilustracja: Marcin Niedziałek