Niepełnosprawny, niepełnoprawny, dyskryminowany?

Jedziesz autobusem, przechodzisz przez przejście dla pieszych, siedzisz w kinie, tańczysz w klubie, pływasz na basenie i nagle zauważasz burzę kręconych włosów, brązowe oczy i szczery uśmiech. W Twojej głowie może pojawić się myśl: „Fajna dziewczyna!“, ale jednocześnie widzisz coś jeszcze – wózek inwalidzki. I co teraz? Pojawia się zdziwienie, litość, obojętność czy może zainteresowanie? A może odwracasz wzrok? Jaka jest Twoja reakcja, drogi Czytelniku?

Jestem Marta

Już na początku zadałam dużo ważnych pytań, na które warto odpowiedzieć. Po co? Aby w pełni zrozumieć moją historię i dostrzec to, co może do tej pory nie było jasne. Nie jestem dziennikarką, pisarką ani też poetką. Odczuwam potrzebę dzielenia się moją wizją świata, raczej oryginalną oraz zapewne inną. W tym momencie może pojawić się kolejne pytanie: dlaczego tak sądzę? Już pędzę z wyjaśnieniem. Jestem osobą niepełnosprawną, od dziecka poruszam się na wózku inwalidzkim, to ja jestem tą dziewczyną z burzą kręconych włosów, którą możesz zauważyć na ulicy i w miejscach, w których nawet nie spodziewałbyś się zobaczyć osoby niepełnosprawnej. Jeśli natkniesz się na wózek w jakimś zatłoczonym klubie, to mogę to być ja. Jeśli zobaczysz niepełnosprawną dziewczynę w szpilkach i z ustami pomalowanymi na czerwono, to także mogę być ja. Często też robię za tragarza, więc jeśli zobaczysz wózek, a na nim jakieś pakunki i człowieka, to również mogę to być ja.

Po prostu żyję

Według pełnosprawnych przełamuję stereotypy, jestem niesamowita, bo korzystam z życia i… żyję? A no właśnie. Po prostu żyję. Zmagam się z wieloma problemami, nie tylko zdrowotnymi, ale przede wszystkim z takimi, które niepotrzebnie stwarzają ludzie wokół mnie, bardzo często wynikającymi z braku myślenia, a także z braku zwykłej empatii w kontakcie ze mną. Jestem osobą, która ma duży dystans do siebie i swojej choroby, nie trzeba się mnie bać. Owszem, jestem inna, gdyż poruszam się na wózku, ale to tylko – jak lubię to nazywać – problemy techniczne. Wózek to moje nogi i buty, a to przecież nie definiuje mnie jako człowieka i kobiety. Buty też noszę, żeby nie było, że chodzę boso. Taaak – napisałam że chodzę, bo nie zwracam uwagi na to, czy ta czynność jest wykonywana na nogach, czy nie, poza tym zabrzmiałoby to dziwnie, gdybym napisała, że jeżdżę w butach…

Wracając do tematu, uparcie staram się zwalczać stereotypy i otwierać oczy ludziom mówiąc: „Jestem wózkowcem, lecz jestem takim samym człowiekiem jak Ty”. Żadna niepełnosprawność nie odbiera człowieczeństwa i nie czyni gorszym od innych. Potrafię docenić to, co mam, potrafię być szczęśliwa. Tego wszystkiego nauczyła mnie niepełnosprawność. To taka ironia, bo choroba zabrała mi wiele, przede wszystkim sprawność, ale również wiele mi dała. Domyślam się, że trudno w to uwierzyć, ale tak jest.

Pisząc bloga zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co dzieje się wokół mnie. W pewnym momencie zorientowałam się, jak cholernie dużo posiadam. Nie mam tutaj na myśli dóbr materialnych, ale przede wszystkim dobra duchowe. Dobrze jest mieć pieniądze, ale nawet za największe pieniądze nie kupimy prawdziwych przyjaciół i przede wszystkim zdrowia. Jasne, kupimy ładne ciuchy, markowe buty, ale jak będziemy sami, to nawet nikt nas nie pochwali, że ładnie wyglądamy. Ja mam cudowną rodzinę, przyjaciół, spełniam się w tym, co robię, studiuję to, co lubię, nie odczuwam ograniczeń, staram się znaleźć takie rozwiązania, by móc jeździć na nartach, tańczyć itd. Wychodzę z założenia, że trzeba tylko chcieć, dążyć do celu i być upartym. Pięknie to wszystko brzmi, ale nie zawsze jest kolorowo. Dlaczego? Bo istnieją stereotypy.

Możecie mnie pytać, co mi jest

Stereotypy wobec niepełnosprawnych są bardzo ciekawe i często mnie śmieszą. Co tam mamy? Niepełnosprawny siedzi w domu i nic nie robi, bo jest chory. Nie można się patrzeć na niepełnosprawnego, nawet jeżeli jest atrakcyjny/atrakcyjna, gdyż może sobie pomyśleć, że ktoś się gapi na niego ze względu na wózek czy chorobę. I jeszcze mój ulubiony stereotyp – niepełnosprawni nie mogą być w związkach, bo są… niepełnosprawni, nie tworzą rodzin, nie są rodzicami. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale sami sobie najlepiej zdajemy sprawę z tego, czego się obawiamy w kontaktach z niepełnosprawnymi. Bardzo często tłumaczę ludziom, że można mnie pytać, co mi jest, że można mnie przytulić na przywitanie, że moja przyjaciółka mnie szturcha, kiedy jej dokuczam, to jest całkiem normalne, bo nie jestem nietykalna.

I w końcu po tym długim wstępie udało mi się przejść do sedna – czy niepełnosprawność jakiejś osoby uprawnia innych do dyskryminowania jej? Najpierw może wyjaśnię, czym dla mnie jest to pojęcie. Jest zwykłym niemyśleniem, brakiem otwartości i empatii. Według mnie to jedna z najgorszych kompilacji cech człowieka. Każdy zna przysłowie „nie ocenia się książki po okładce”. Czy naprawdę możemy krytykować kogoś, oczerniać, czy też unikać tylko ze względu na to, że jest czarny, jest homoseksualistą, Żydem, hipsterem?

Świat nie składa się z takich samych ludzi, kopii i na tym polega jego piękno. Ctrl+c, ctrl+v używa się tylko na komputerze, a nie w prawdziwym życiu! Każdy człowiek jest inny i nikt mu tego nie może zabronić. Ja jestem osobą niepełnosprawną i się tego nie wstydzę. Mam pełne prawo do korzystania z życia, wszystkich możliwości jakie ono daje i w żadnym wypadku nie jestem gorsza. Zabrzmi to mało skromnie, ale często to ja jestem górą, bo mimo wszystkich problemów, wyciskam swoje życie jak cytrynę, nie siedzę z założonym rękoma i nie narzekam, doceniam to co mi dano i uważam, że to jedna z najważniejszych umiejętności w życiu.

Wyplenić dyskryminację

Dyskryminacja to ciemnota i ograniczenie umysłu, brak umiejętności szerszego spojrzenia na świat oraz ludzi. To jest moja definicja, być może niezgodna z tym, co mówi jakiś mądry słownik, ale stworzona przez moje własne doświadczenia i przeżycia, dlatego wydaje mi się cenniejsza. Swoją postawą wobec życia oraz ludzi, szerokim uśmiechem i serdecznością chciałabym dyskryminację wyplenić. To trudne zadanie, bo nie jestem w stanie dotrzeć do wszystkich. Ten artykuł jest moją kolejną próbą, nazwę ją tak ładnie – próbą oświecenia i zwrócenia uwagi na coś, czego pewnie na co dzień się nie zauważa. Nie zauważa się, że osoba na wózku nie może zająć wyznaczonego miejsca w autobusie, bo stoi tam ktoś z walizką, ktoś inny parkuje samochód na miejscu dla niepełnosprawnych bez upoważnienia, a w jakimś urzędzie nie ma podjazdu ani windy, bo urzędnikom nie przyszło do głowy, że niepełnosprawny może chcieć coś załatwić, albo krawężnik jest za wysoki.

Jestem świadkiem takich sytuacji prawie codziennie. Jedna z moich koleżanek podsumowała to idealnie: „Nie zauważasz tego, że nie ma podjazdu, nie widzisz dziur w chodniku, ani nie wkurzają cię schody, dopóki nie wyjdziesz gdzieś z osobą niepełnosprawną. Marta, jeden dzień z Tobą i przejrzałam na oczy. Widzę to, czego nie widziałam wcześniej”.

Więcej luzu!

Jestem osobą, która stroni od narzekania i stara się zwalczać negatywny wizerunek niepełnosprawnych opierający się głównie na stereotypach. Staram się również zwalczać ciemnotę. Bądźmy otwarci, bo nie warto ograniczać się tylko do tego, co jest nam dobrze znane, nie warto też unikać, odtrącać i obawiać się ludzi, którzy w jakiś sposób są inni, bo nigdy nie wiadomo, ile taka osoba może nas nauczyć (jak na przykład JA!).

Nie po to żyjemy, żeby trzymać się utartych ram. Akceptujmy i tolerujmy cechy, które nas od siebie różnią. Więcej luzu, jakby to powiedział jeden z polskich skoczków: „Luz w d… ekhem“. Nie dyskryminujmy, ponieważ tym tak naprawdę nie szkodzimy innymi, ale głównie sobie. Każdemu człowiekowi, który odczuwa niepewność wobec takich osób jak ja, życzę poznania osoby niepełnosprawnej, ponieważ dopiero wtedy tak naprawdę otwierają się oczy. A jeśli przeczytasz ten artykuł i mnie spotkasz, to będzie mi bardzo miło, gdy do mnie podejdziesz, bo wtedy będzie jasne, że mój przekaz został zrozumiany, a Ty będziesz kolejną „oświeconą” przeze mnie osobą.

Nazywam się Marta Zając, jestem niepełnosprawna, bynajmniej nie niepełnoprawna i mówię „nie” dyskryminacji.

A oprócz tego, zapraszam Cię na mojego bloga: Wonder Woman on Wheels

Korekta: Judyta Niedośpiał