#idzieidzie – wywiad z piłkarzami TS Podbeskidzie

Na pytanie o dwie najbardziej charakterystyczne postacie TS Podbeskidzia prawie wszyscy rozmówcy odpowiadają zgodnie: Sokół i Kołek. Kim są i czym zasłużyli sobie na taką miłość kibiców?

Marek Sokołowski
Jest rodowitym bielszczaninem. Od trzech lat z dumą pełni funkcję kapitana TSP. Największe życiowe sukcesy: dwa Puchary Polski, dwa wicemistrzostwa i jedno trzecie miejsce w lidze, dwa Puchary Ligi i jeden Superpuchar zdobył z zespołem Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski. Jednak pojedyncze cele zrealizowane z drużyną z Bielska-Białej cieszą go równie mocno. Niekwestionowany przywódca drużyny i dusza towarzystwa.

Dariusz Kołodziej
Pochodzi ze stolicy Małopolski. Swoje pierwsze doświadczenie zdobywał w Hutniku Kraków. W Bielsku-Białej zagościł po raz pierwszy w 2005 r. Od tego czasu, z wyjątkiem jednego sezonu rozegranego w barwach Górnika Zabrze, jest z zespołem na dobre i złe. Podczas nieobecności Marka Sokołowskiego bardzo dobrze wywiązuje się z obowiązków kapitana drużyny. Jest człowiekiem posiadającym niebanalne poczucie humoru i zapał do wszelkich akcji charytatywnych.

WP1

Klaudia Kózka i Piotr Wielgus: Kiedy zdecydowaliście się na związanie swojej kariery zawodowej z piłką?

Dariusz Kołodziej: Myślę, że tak naprawdę niewielu z nas wyznacza sobie jakiś deadline i mówi: „Jak do tego momentu nie osiągnę tego i tego, to nie gram”. Po prostu – albo wiesz, co chcesz robić, jesteś zdecydowany i dążysz do wyznaczonego celu, albo sobie odpuszczasz i powoli umiera to śmiercią naturalną, jak u większości kolegów, z którymi grałem w zespołach juniorskich.

Ważne jest to, żeby mieć na początku swojego trenera, który potrafi zmotywować, nauczyć piłki nożnej? Czy Wy mieliście kogoś takiego na początku swojej kariery?

Marek Sokołowski: Szczerze mówiąc, za moich czasów przygotowania merytoryczne strasznie kulały. Na treningach praktycznie graliśmy tylko w piłkę. Dopiero później, w tej dorosłej piłce, trafiłem na bardzo dobrych szkoleniowców, od których rzeczywiście można się było czegoś nauczyć.

D. K.: Tym większy szacunek dla niego, nie? Tyle osiągnął, nie mając ułatwionej drogi. Powiem szczerze, że wszyscy szkoleniowcy w tych grupach młodzieżowych, przez które przeszedłem w Hutniku, odbili na mnie jakieś piętno, za co jestem im wdzięczny. Każdy trener ma coś takiego, co można od niego zabrać i potraktować jako dobrą monetę, dlatego ciężko mi wyróżnić tylko jednego. Myślę, że jednak taką największą cegiełkę do mojej kariery dołożył trener Szcześniewski z Hutnika Kraków. On nie miał problemów z tym, żeby zostawać ze mną na indywidualne treningi przed czy po zajęciach. Jeśli wracałem wcześniej ze szkoły, a on był na stadionie, to mówił: „Dawaj Kołek, przebieraj się i idziemy!”. Nie ukrywam, że poświęcał mi dużo czasu.

Czy pojawiają się u Was takie momenty, kiedy się budzicie i mówicie: „Dzisiaj mi się nie chce”? Co Was motywuje?

M. S.: Piłka nożna jest tym, czym zajmujemy się od małego. Kochamy to. Nie ma tak, że się nie chce, że przychodzi znużenie. „A znowu to samo, znowu gdzieś trzeba jechać” – nie, nie, nie. Czasem pojawia się zmęczenie, bo to jest rzeczywiście ciężka praca, ale jesteśmy przyzwyczajeni – w końcu pragnęliśmy tego przez całe życie.

Jak świętujecie wygrany mecz? Całą drużyną czy raczej indywidualnie?

M. S.: Kiedy zejdziemy po wygranym meczu do szatni, to jest tam parę śpiewów, ale na tym się praktycznie kończy.

D. K.: Tak naprawdę to nie ma takiego podziału „czy wygramy, czy przegramy”. Raczej wygląda to tak, że umawiamy się przed meczem na kolację w gronie chłopaków lub z całymi rodzinami. Nie mówimy: „Jak wygramy, to idziemy, jak przegramy, to nie idziemy”. Oczywiście atmosfera po wygranym spotkaniu jest inna niż po porażce.

M. S.: My mamy inny cel niż wygranie jednego meczu. Potrzeba wielu zwycięstw, żeby go zrealizować. Wiadomo, cieszymy się po wygranym spotkaniu, ale nie ma jakiejś zabawy, euforii i tym podobnych. Jeśli osiągniemy cel, którym na przykład w tamtym roku było utrzymanie, to potem – wiadomo – jest huczna impreza.

W tym roku pierwsza ósemka? (wywiad przeprowadzony był w lutym 2015 roku – przyp.red.)

M. S.: Tak, to takie minimum, które chcemy zrobić. Potem zostaje siedem kolejek i zobaczymy, jak to się potoczy.

D. K.: Runda dodatkowa jest tak skonstruowana, że po podziale punktów można wygrać jedno czy dwa spotkania i zupełnie odmienić sytuację w tabeli. Najlepszy przykład mamy z tamtego sezonu, kiedy byliśmy praktycznie przez większość czasu na samym końcu, później nastąpił podział punktów, wygraliśmy dwa pierwsze spotkania i nagle wylądowaliśmy w połowie stawki. Tutaj może się zdarzyć wszystko.

Marku, dowiedzieliśmy się, że jednym z Twoich marzeń jest wyprowadzenie drużyny z opaską kapitana na ramieniu na „nowy” stadion.

M. S.: Dokładnie. Już kiedyś tak mówiłem, że fajnie byłoby wyprowadzić drużynę na przebudowany, wypełniony publicznością Stadion Miejski, do tego na mecz Ekstraklasy. Teraz jest otwarta dopiero połowa trybun, więc cel jeszcze nie został zrealizowany. Przewodzenie drużynie to naprawdę bardzo fajne uczucie. Polecam innym. (śmiech)

Jaki jest Wasz wymarzony przeciwnik na otwarcie stadionu? Mówi się, że to będzie Wolfsburg. Co wy o tym sądzicie? Może Real Madryt?

D. K.: Ojej… (śmiech) Myślę, że fajniej by było, jeśli zagralibyśmy mecz ligowy i zaliczylibyśmy zwycięstwo. To by było lepsze, niż gdyby miał przyjechać Wolfsburg i zagralibyśmy sparing.

M. S.: Ale jeśli ma już ktoś przyjechać, to lepiej niech to będzie lepsza drużyna. (śmiech) Na przykład Bayern.

Na portalu transfermarkt.pl znajdują się m.in. wyceny zawodników. Jak myślicie, na ile wycenili Was eksperci?

M. S.: Stawiam na 100 tysięcy Euro.

D. K.: Niech będzie 100 tysięcy Euro, ale na pewno zawyżają. (śmiech)

Według portalu jest to 150 tysięcy Euro w obu Waszych przypadkach.

D. K.: Ostatnio w „Skarbie Kibica” też były takie wyceny i jeden zawodnik w szatni, nie powiem który, był mocno podekscytowany tymi kwotami. Powiedziałem mu wtedy: „Człowieku, tak naprawdę jesteś tyle warty, za ile cię kupią albo sprzedadzą. To wyznacza twoją wartość”. Jakiś dziennikarz może napisać, że jestem warty 100 milionów, jednak nikt za mnie tyle nie da.

Co znaczy opaska kapitana dla Marka Sokołowskiego? Kto był największym idolem Darka Kołodzieja? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi w naszym magazynie!

  
Rozmawiali: Klaudia Kózka i Piotr Wielgus / redakcjaBB
Korekta: Judyta Niedośpiał