Zima może być bez śniegu, ale nie bez SnowFestu

Zima udowodniła, że może trwać bez zadowalającej ilości śniegu, ale nie bez SnowFest Festivalu, który organizowany jest już od siedmiu lat przez Igora Fleiszera i Spółkę.

Impreza zadomowiła się w Szczyrku, a nawet można powiedzieć, że klubowa muzyka w połączeniu z freestylowymi zawodami na skoczni narciarskiej Skalite, przeszły już do zimowej historii tego miasta oraz stworzyły wiele wspomnień. 28-29.03.2020 r. odbyła się kolejna edycja wydarzenia, które gromadzi uczestników z całej Polski, a nawet zza granicy. Co kryje się za tym zimowym szaleństwem, które przyciąga publiczność kochającą ujemne temperatury tak samo jak tych, którzy wolą letnie festiwale?

W pierwszy dzień na wybudowanym pod skocznią Skalite setup’ie składającym się z przeszkód jibbowych takich jak raile oraz schody, zachwycali swoimi umiejętnościami snowboardziści. Zawody miały formę luźnego jammu. Zebrały sporą grupę widzów, którzy zostali wprowadzeni w tajniki powietrznych ewolucji przez komentatora Maćka Kiwaka. Kolejnego dnia skocznię przejęli narciarze, a freestylowa atmosfera udzieliła się wszystkim kibicom. Można było zobaczyć triki na najwyższym poziomie. Oglądanie riderów w akcji uczy kreatywności, a nawet wzbogaca o nowe perspektywy, na przykład obserwując backflipa. Freestyle w zimowym wydaniu na snowboardzie i nartach, to nieodzowny element SnowFest’u, a zawodnicy nazywani są tutaj artystami sportu.

Snowboardzistka Ola Koskiniotis o zawodach:

Wcześniej nie miałam okazji być na SnowFeście. W tym roku, po raz pierwszy, dziewczyny dostały zaproszenie do udziału w Jamie. Snowboardowe środowisko jest dość małe i niewiele dziewczyn jeździ na rurach. Jamowy setup został przygotowanym przez Vodę Sodovą. Chłopaki bardzo się postarali. Warunki mieliśmy trudne bo było twardo, ale bardzo się cieszymy, że w międzyczasie zaczął padać śnieg, który powitał nas rano po przyjeździe do Szczyrku. Lubię tu wracać na freeride czy do snowparku na Białym Krzyżu.

SnowFest to również muzyka. Nie mogłoby być inaczej, gdy organizatorem jest DJ znany z duetu Last Robots. Idealnie ułożony line-up składający się z polskich oraz zagranicznych artystów tworzy wyjątkowy klimat. Każda z trzech scen oddawała inną energię za pomocą gatunków takich jak: house, electro, drum&bass czy hip-hop. W piątek nie zabrakło klasyka, czyli Sokoła, podczas którego koncertu na głównej scenie dosłownie był ogień. Drugiego dnia miał miejsce SnowFestowy rytuał, czyli występ ŁĄKI ŁAN.

Uczestnik festiwalu, Michał Cieśliński:

Przyjechałem razem z ekipą z Warszawy, Kielc i Zamościa. Białe szaleństwo to nasza dyscyplina. Ubolewam, że to dopiero moja pierwsza edycja imprezy, ale wszystko jest do nadrobienia. SnowFest to znakomita okazja, żeby pojeździć na desce. Czekam z niecierpliwością na SIGMĘ, a najlepiej było na Sokole. To artysta pewny siebie i potrafi poprowadzić publiczność za sobą. Tak na koniec to zapowiada się, że zostaje w Szczyrku.

Niektórzy, opuszczając snowfestowe bramy o 5 rano, narzekali, że znowu muszą czekać rok na event. Festiwalowicze zostali dopieszczeni muzycznie tak samo, jak i sportowo. Otrzymali również sporo fantów od sponsorów takich jak Tauron, Eti czy Burn. Ciekawe czym zaskoczą nas organizatorzy podczas kolejnych edycji?

Zdjęcia: Maciej Gałuszka
Edycja i redakcja: Małgorzata Bednarczyk