Recenzja sztuki “W górę”

Każdy ma swój szczyt do zdobycia. Niektóre są fizyczne, a niektóre metafizyczne. Bohaterowie najnowszej sztuki Teatru Polskiego w Bielsku-Białej muszą zdobyć oba.

Na spektakl wybrałam się w sobotni wieczór, nie wiedząc do końca co tym razem spotka mnie w teatrze ani czego spodziewać się po enigmatycznym tytule “ W górę”. To w końcu była pierwsza sztuka bielskiego Teatru Polskiego po przerwie, którą wymusiła na wszystkich ośrodkach kulturalnych i nie tylko pandemiczna wiosna. Cudownie było wrócić po trzymiesięcznej przerwie do teatru. Ten spektakl był inny niż wszystkie do tej pory. By zachować ostrożność siedzieliśmy w maseczkach i w odstępach od siebie . Na wstępie dyrektor teatru, a zarazem reżyser sztuki, opowiadał o tym w jaki sposób aktorzy spotykali się potajemnie w swoich domach i razem ćwiczyli role, sam scenariusz zresztą był mocno inspirowany obecną sytuacją.

Ten spektakl był inny niż wszystkie do tej pory.

Jeden ze wszystkich, wszyscy za jednego
Trójka przyjaciół, Sam, Daniel i Tony, dotknięci stratą swojego czwartego druha, wyruszają na wędrówkę po górach, którą Garrett samotnie odbywał każdego roku o tej samej porze. Ta paczka najlepszych kumpli znała się od małego i choć życie każdego potoczyło się inaczej, zawsze trzymali się razem, mimo tragedii, która ich dotknęła. Poznajemy ich na początku wędrówki na szczyt i już podczas pierwszego przepakowania plecaków można było dostrzec jak wyraziste i charakterne są to postacie. Sam jest niefrasobliwym kobieciarzem, który za kilka dni ma się żenić, Daniel jest pedantycznym homoseksualistą, który lepiej zna pannę młodą niż jej własny narzeczony, a Tony to Tony, rzuca żartami i zawsze ma w zanadrzu przekąskę, sprawiając wrażenie, że u niego wszystko jest okej. Sztuka przedstawia dwa dni z ich wyprawy po górach, w trakcie której poznają siebie nawzajem, ale i samych siebie na nowo, a ich relacja przechodzi na inny wymiar niż dotychczas.

Wszyscy nosimy maski
Nie spodziewałam się na pewno tego, w jaki sposób rozwinie się akcja i do czego doprowadzą dyskusje bohaterów. Mimo sporej garści humorystycznych wstawek i żartów rzucanych niby od niechcenia przez bohaterów, wiele z ich rozmów prowadziło do bardzo poważnych refleksji. Sam, Daniel i Tony – choć różni od siebie pod niemal wszystkimi względami, zmagali się z tymi samymi trudnościami, czyli samotnością i brakiem zrozumienia ze strony najbliższych.

Sam nie był pewny czy dobrą decyzją jest ślub i bycie w związku na wyłączność. Kochał swoją partnerkę, ale nie chciał jej skrzywdzić. Wiedział, że ślubu nie da się już odkręcić, a on nie był pewien czy nadaje się do statecznego życia. Daniel wciąż nie mógł się pozbierać po rozstaniu ze swoim długoletnim partnerem. Był romantykiem, który nie do końca radził sobie we współczesnym świecie, aż w końcu jego potrzeby zamieniły go w zgorzkniałego człowieka. Bał się samotności, ale jednocześnie nie pozwalał nikomu się do siebie zbliżyć. Tony, choć wydawał się bardzo otwarty i wesoły, tak naprawdę był najbardziej zamkniętą i skrytą osobą z całej trójki. Zmagał się z alkoholizmem, prawdopodobnie też z depresją i nie chciał mówić o swoich problemach. W trakcie wędrówki zdali sobie sprawę z tego, że każdy z nich się pogubił. Dzięki temu publiczność łatwo mogła się z nimi utożsamić – wszyscy w końcu zmagamy się z podobnymi problemami i tak jak bohaterzy, ukrywamy je przed innymi. Wyprawa w górę miała upamiętnić Garretta, a każdy z nich dźwigał ze sobą metaforyczny (ale nie tylko) kamień, który ciążył im na sercu i który mieli pozostawić na szczycie. Nie szukając niczego, odnajdują po drodze samych siebie, zmagając się z własnymi wadami i słabościami. 

Sam, Daniel i Tony – choć różni od siebie pod niemal wszystkimi względami, zmagali się z tymi samymi trudnościami, czyli samotnością i niezrozumieniem ze strony najbliższych.

Na uznanie zasługuje także oprawa wizualna spektaklu. Hipnotyzujące światło i niesamowita, idealnie dopasowana muzyka z powodzeniem budowały klimat. Minimalistyczna, prawie niezmienna scenografia pozwalała skupić się na tym co najważniejsze – na postaciach.

Nie szukając niczego, odnajdują po drodze samych siebie, zmagając się z własnymi wadami i słabościami.

W górę!
Mnie osobiście wzruszył przełomowy moment spektaklu, w którym bohaterowie zdali sobie sprawę z powagi swoich problemów. Myślę, że takie momenty zdarzają się każdemu z nas i uświadomienie sobie o problemie bywa dla nas równie bolesne, co dla postaci na deskach teatru. Byłam jednak trochę rozczarowana otwartym zakończeniem i tym, jak niewiele zmienili się tak naprawdę główni bohaterowie, mimo wydarzeń w trakcie wspinaczki i na szczycie. Wydawała mi się wycieczką, która miała potencjał zmienić ich życie, dlatego czuję niedosyt, widząc, że choć postacie zdały sobie sprawę ze swoich problemów, nie widać było żadnych konsekwencji i postanowienia poprawy w ich zachowaniu. Czeka ich jednak jeszcze wiele wędrówek w życiu i tak jak nie łatwo było im wejść na szczyt, nie łatwo będzie im się zmienić. Może za rok, kiedy spotkają się na szczycie, będą szczęśliwszymi ludźmi.

Edycja i korekta: Kamila Katsu Chrobak
Zdjęcia: Dorota Koperska

Recenzje
Julia Biesik