Fast fashion

O nieetycznych firmach odzieżowych wykorzystujących pracowników i niedbających o środowisko. Dla nas i przez nas. Pora stać się świadomym konsumentem!

Wszyscy jesteśmy ofiarami
Kto z nas ani razu nie kupił czegoś w sieciówce, niech pierwszy przestanie czytać ten artykuł. Sieciówki kuszą. Warto czekać na wyprzedaże. Kiedy następna? Na początku lata. Kupisz sobie nowe szorty jeansowe, miej coś z życia. Zeszłoroczne wciąż są dobre, ale możesz mieć nowe. Reklamy zaszczepiły w tobie chęć posiadania? Nieprawda, przecież jesteś na to odporna. No i kupiłaś tylko kolejne szorty… Od 2002 r. konsumpcja ubrań wzrosła o 60%. Mimo to wciąż twierdzimy, że nie mamy się w co ubrać.

Fashion! Turn to the left. Fashion! Turn to the right – śpiewa David Bowie. Nigdy się nie zatrzymaliśmy. Ciągle generujemy nowe trendy. Od jednego do drugiego – przeciwnego. Chcemy nowości. Rutyna? Dobrze, ale przynajmniej nie w ubraniach. Kiedyś dzwony, miętowe rurki, motyw galaxy, zimowe parki, bomberki, Van Gogh na skarpetkach. A co lubimy dzisiaj? Sprawdź w sieciówkach.

Płacimy dużo za tani produkt
Na nasze życzenie spadły ceny ubrań, ale przez to i koszty produkcji. Wielkie koncerny chcą wyprodukować odzież szybko i tanio. Nie zapewniają dobrych materiałów. Wybierają tańsze zamienniki, nie licząc się ani z twoim zdrowiem, ani z dobrem planety. Do ziem rolnych, z których uzyskują potrzebne materiały, podchodzą jak do fabryk. Nie opłaca im się zatrudniać pracowników do wyrywania chwastów, bo to zabiera za dużo czasu. Korzystniej jest opryskiwać pestycydami bawełnę, z której później zrobią koszulkę. Notabene, w niektórych krajach produkcja 1 kilograma bawełny wymaga 30 tys. litrów wody (do produkcji 1 pary jeansów zużywa się ok. 80 tys. litrów wody). Ubrania są niekiedy tak tanie, że nie szkoda nam ich wyrzucić albo przynajmniej w nich nie chodzić. Rocznie samo USA wytwarza 11 mln odpadów tekstyliów. Większość z nich nie jest biodegradowalna. Sukienka, którą kupiłaś i włożyłaś tylko raz, zostanie z nami 200 lat.

Wielkie koncerny szukają miejsc do tańszej produkcji. Nawiązują współpracę z krajami trzeciego świata. Między azjatyckimi szwalniami jest ogromna konkurencja. Obniżają cenę swoich usług tylko po to, by firma z Zachodu zatrzymała się przy nich. Ich pracownicy zwykle zarabiają mniej, niż wynosi średnia krajowa (ok. 2 dolary dziennie). Pracownice nie dostają urlopów macierzyńskich. Nie mają ubezpieczeń zdrowotnych, a jakiekolwiek ich protesty są tłumione przez służby. W 2013 r. zawalił się budynek Rana Plaza w Bangladeszu. Wśród pracowników szwalni zanotowano ponad 1100 ofiar śmiertelnych. Pracownicy zgłaszali, że ściany budynku są popękane, jednak ich szefowie ignorowali sygnały o zagrożeniu, nie chcieli ani na moment zatrzymać produkcji. Wielkie firmy powędrowałyby do konkurencji, która uszyje szybciej. Tamtejsi mieszkańcy muszą mieć za co żyć, dlatego decydują się na tak niegodne warunki pracy.

Można kontrargumentować, że nikt nikogo do niczego nie zmusza i przecież dzięki temu rozwija się gospodarka takich krajów. Racja, to mogłoby być plusem, gdyby nie łamano przy tym praw człowieka. Na zło przymyka się oko w imię tworzenia miejsc pracy dla ludzi bez wyjścia. Według statystyk, 50% ceny ubrania to marża dla sprzedawcy, 25% dla marki (jeżeli marka i sprzedawca to jedna firma, wówczas zyskują 75% z ceny produktu, który kupujesz). W ostatnich 25% mieści się cała produkcja: materiały, transport materiału, transport gotowego produktu, kierownictwo, pośrednicy i wreszcie pracownik (na pracownika poświęcono aż 1% kosztu produktu).

Czujemy się lepiej, nosimy gorzej
W nowoczesnych, ekskluzywnych sklepach ubrania wyglądają zadziwiająco dobrze. W takich warunkach ciężko jest uświadomić sobie wstrząsającą prawdę o ich pochodzeniu oraz skutkach produkcji. Tajemnicę zdradzają metki. Możemy domyślić się (po miejscu produkcji i materiale), czy produkt jest z nurtu fast fashion, czy też nie. Jednak pamiętajmy o tym, że nie każdy produkt uszyty w Azji będzie nieetyczny. Dobrą pomocą jest aplikacja Good On You. Sprawdza ona, czy dana firma działa etycznie, czy szkodzi środowisku itp. Informację są aktualizowane na bieżąco. Myślisz, że twoja ulubiona sieciówka jest „czysta”, bo wprowadziła kolekcję eko? Też kupiłam ekokurtkę. Potem, w skali aplikacji Good On You, okazało się, że sklep ma ocenę 2/5. Zwykły greenwashing (ekościema, czyli fałszywe nazywanie swojego produktu ekologicznym dla przyciągnięcia kolejnych klientów).

Warto również zainteresować się lumpeksami, gdzie produkty fast fashion także znajdą swój wieszak, jest to jednak zakup z drugiej ręki. Nie jest szkodliwy, ponieważ zysk z takiego produktu nie ląduje na koncie wielkiej marki, nie kupujemy produktu bezpośrednio od nich. Można też w ogóle przestać kupować. Prędko nie zużyjesz ubrań, które masz w szafie. Istnieją również sklepy slow fashion, takie jak Blisko, Peakapre, Oh!Zuza. Slow fashion to przede wszystkim świadomy konsumpcjonizm, wystrzeganie się jednorazowych przyjemności garderobianych, dbałość o jakościowe i przyjazne środowisku materiały. Krótko mówiąc – jakość, nie ilość. Ciekawy manifest wyraziła polska marka Vvidoki, która w Black Friday podniosła ceny swoich produktów o 55%. Zwróciła w ten sposób uwagę na absurd zakupów tego dnia, na to, czy rzeczywiście są opłacalne i jaki skutek ma szał wyprzedaży. Polecam wam bardzo dobry dokument na temat szybkiej mody: The True Cost. Swego czasu był na Netfliksie, ale słuch po nim zaginął. Zadziwiające, jak ciężko jest znaleźć tak ważny film w sieci…

Warto zastanowić się nad towarem, który nabywamy. Nasze wybory karmią konsumpcyjnego potwora, który szuka coraz to nowszych sposobów na zatrzymanie swojego żywiciela. To my jesteśmy targetem. Jeżeli przestaniemy chcieć, zaczniemy się nie zgadzać, to może coś się zmieni.
Fast fashion to drugi najbardziej zanieczyszczający przemysł. Kupując takie produkty, wspieramy działania nieekologiczne, nie szanujemy własnego zdrowia i przymykamy oko na łamanie praw człowieka. Firmy sieciowe nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje postępowanie. Ich motywacją są tylko pieniądze. Wielkie zyski dla garstki ludzi. 15 złotych za koszulkę? Ale za jaką cenę….

Artykuł ukazał się w: https://redakcjabb.pl/magazyn/11-wiosna-lato-2020

Korekta: Agnieszka Pietrzak
Zdjęcia: Alicja Litner