M jak magot

Wyglądają jak pluszaki, ale potrafią być złośliwe, jak to... małpy. Skaczą na głowy, bywa, że kradną aparaty fotograficzne, czapki, portfele i całe torebki. Za ich przyczyną niejeden już paszport wylądował w wodzie. Mimo wszystko jednak najczęściej ich łupem padają wszelkiego rodzaju przekąski. Spotkałam je na Gibraltarze.

Gibraltar nie jest najpiękniejszym miejscem na Ziemi, ale ma w sobie to „coś”. Na próżno szukać jakiegokolwiek drogowskazu po stronie hiszpańskiej. Parkujemy samochód w La Linea de la Concepción i zmierzamy w kierunku skały, która góruje nad okolicą, domyślając się jedynie, że to Gibraltar.

m3

Po przekroczeniu granicy i obfotografowaniu charakterystycznej czerwonej budki telefonicznej dajemy się porwać miłemu przewodnikowi. Oficjalnym językiem jest angielski, wielu przewodników zna hiszpański, arabski lub mówi w IIanito, czyli osobliwej mieszance angielskiego i hiszpańskiego. Nasz przewodnik Tonny ma doskonały humor i ciągle żartuje. Przejeżdżając przez pas startowy, straszy nas, że niechybnie zahaczy o nas samolot. Lotnisko na Gibraltarze uważane jest za niebezpieczne właśnie przez krótki pas startowy. Gdy już wie, skąd jesteśmy, opowiada nam o katastrofie, w której zginął generał Sikorski. Ma na ten temat tak śmiałą opinię, że zaraz go pytamy, czy jest Brytyjczykiem. Niemal zatrzymuje samochód, odwraca się do nas i mówi: „Nie”. „Och, wiec jesteś Hiszpanem?”. On na to, że też nie. „Jestem Gibraltarczykiem” odpowiada z szerokim uśmiechem.

podwójne-zdjęcie-Zosia

Po komicznym instruktażu, jak radzić sobie z dzikimi małpami wjeżdżamy na strome zbocza miasta. Sławne „Barbary Apes” są tu atrakcją numer jeden. Wysiadamy na pierwszym przystanku. Żadnej małpy, póki co. Na wpół oswojone czatują na kanapki turystów oraz damskie torebki, tak twierdzi Tonny, ale zgodnie stwierdzamy, że trochę przesadza. Pierwszy taras widokowy. Z tego miejsca przy doskonałej pogodzie widać Afrykę i góry Atlas. Musimy jednak to sobie wyobrazić, pogoda jest przecudna, ale widoczność kiepska. Kilka zdjęć i jedziemy dalej.

m5

W jednym ze sklepików jakaś nieostrożna mama kupuje właśnie loda swojej córeczce. Odpakowuje go i podaje. W tym czasie sprytna małpa obserwuje je z dachu i tylko czeka na okazję. Wszystko rozgrywa się w kilka sekund. Małpa kradnie loda i ucieka. Dziecko leży na ziemi i szlocha wniebogłosy, a magot w tym czasie kończy rozprawiać się ze zdobyczą. Dwa duże gryzy i gotowe. „Małpy przestały bać się ludzi i traktują nas jako dostarczycieli pożywienia” ­komentuje Tonny i dodaje, że kiedyś zwierzęta doigrają się i zostaną zesłane do Afryki.

Rzeczywiście, magoty na Gibraltarze nie głodują! Dostają świeżą wodę, warzywa i owoce. Ale co tam! Chipsy, papierosy i ukradzione kanapki z plecaków smakują lepiej! Karmienie małp podlega karze grzywny w wysokości 500 funtów, ale jest to powszechnie ignorowane. To właśnie bliskie kontakty małp z ludźmi spowodowały zmianę ich stylu życia i coraz silniejsze uzależnienie od człowieka.

m6

Wchodzimy do jaskini z piękną salą koncertową z doskonałą akustyką. Zwisające z sufitu stalaktyty wyglądają jak olbrzymie organy. Odrobina chłodu, jaką daje to miejsce jest nam niezwykle potrzebna, bo na zewnątrz jest ze 30 C. Małpy tu nie widzimy żadnej, widocznie nie przepadają za Mozartem.

Dalsza wędrówka w górę. Tonny ani na chwilę nie milknie. Opowiada tym razem o tym, że wodę pitną sprowadza się z Maroka lub z Holandii, o zamknięciu granic przez Franco, o tym, że ich mikroskopijny Gibraltar ma aż 7 dzielnic, kilka kościołów katolickich i anglikańskich, dwie synagogi, hinduską świątynię, meczet, 16 szkół, własną reprezentację w piłce nożnej. I to wszystko na powierzchni zaledwie ponad sześciu kilometrów kwadratowych. Docieramy na szczyt. Widoki są niezapomniane i magiczne. Z góry widać cały Gibraltar. I tu znowu wszędobylskie małpy uprzykrzają turystom życie. Nic na to nie da się poradzić. Jest przesąd, że obecność Brytyjczyków na półwyspie ma trwać dopóty, dopóki żyją na nim magoty. Gdy w czasie drugiej wojny światowej populacja małp zmalała do zaledwie siedmiu, sam sir Winston Churchill nakazał, by ich liczbę natychmiast uzupełniono małpami z Algierii. Tonny postanawia sprawić mi przyjemność. Rozgląda się i woła kogoś po imieniu. Po chwili przynosi mi magota. Wszystkie gibraltarskie małpy mają swoje imiona. Moja małpa to Sammy.

m4

Zwiedzanie Gibraltaru nie jest kompletne, jeśli nie zobaczy się stutonowej armaty. Działo pochodzi z 1870 roku. Do jego obsługi było potrzebnych aż 35 mężczyzn. Nie ma żartów! Tonny obiecuje pokazać nam coś jeszcze. Na koniec przygody z Gibraltarem odwiedzamy pomnik generała Władysława Sikorskiego, który zginął 4 lipca 1943 roku. Jego samolot lecący do Londynu z lotniska na Gibraltarze rozbił się zaraz po starcie, spadając do morza. Okoliczności, w jakich doszło do tej katastrofy pozostają do dziś niewyjaśnione, są jedną z zagadek czasów II wojny światowej. Tonny jak zwykle miał swoją teorię…

Z cyklu „Zośka w podróży” polecam także: 
Malta subiektywnie
Spacer po wiedeńsku
Wspomnienia z wakacji, czyli kilka dni z pamiętnika harcerki

Korekta: Ewa Kuchta
Zdjęcia: Zosia Pietrzykowska