Wszyscy jesteśmy Augustusami

Hermana Hessego kojarzymy głównie z jego najbardziej znanej książki „Wilk stepowy”. Jednak niewiele z nas zna „Augustusa” – opowiadanie, którego adaptację w reżyserii Jacka Popławskiego możemy zobaczyć na scenie bielskiego Teatru Banialuka. 

Przedstawiona historia jest dla widza na pierwszy rzut oka i ucha dość banalna. Na początku poznajemy matkę głównego bohatera – młodą wdowę, która boi się wychowywać dziecko samotnie. W trosce o jego przyszłość kobieta wypowiada życzenie, które w założeniu ma pomóc jej synowisynowi.  Z biegiem wydarzeń obserwujemy jak wpływa to na jego życie. Całość ma charakter bajki narracyjnej, morał jest widocznie zarysowany.

Spektakl nie jest jednak jednowymiarowy, jak mogło się z początku wydawać. Przedstawienie stanowi bowiem metaforę życia każdego z nas. Zamknięci w schematach i pułapkach umysłów, odgrywamy narzucane nam role, bezrefleksyjnie pędząc przez życie. Zapominamy o sensie życia, tkwimy w strefie komfortu, stajemy się egoistami. To z takim typem egzystencji zderzamy się, poznając historię Augustusa. Spektakl porusza problemy wolności wyboru, predestynacji, walki człowieka, dzięki czemu dla każdego może znaczyć coś innego, prowadzić do odmiennych wniosków. Wywołuje dzięki niejednoznaczne uczucia, widz zmuszony jest do refleksji, nawet jeśli wnioski nie są dla niego napełniające nadzieją. Po spektaklu trzeba zadać sobie jedno ważne pytanie – czy jestem więźniem samego siebie?

Należy się również pochylić się nad warstwą muzyczną i scenograficzną przedstawienia. Stylizowana na klimat więzienny oprawa plastyczna przyprawia o dreszcze i budzi niepokój. Starannie skomponowane utwory są przekaźnikiem, który wzmacnia u odbiorcy odczuwane emocje, perfekcyjnie rezonują z treścią spektaklu.

“Augustus” to spektakl, który poleciłabym widzowi dorosłemu, ale przede wszystkim nastoletniemu. Młodość to ten czas w życiu, kiedy podejmujemy najważniejsze decyzje, poznajemy siebie oraz otaczający nas świat. Myślę, że przedstawienie zadaje takie pytania, z którymi konfrontacja może być szczególnie owocna dla widza.

Znając Teatr Banialuka bardziej od strony dziecięcych przedstawień oraz styl pisania Hessego byłam bardzo ciekawa tego zestawienia. Spektakl nie zawiódł moich oczekiwań – był baśniowy, ale i mroczny, prosty w przekazie, ale oddziaływał z widzem na wielu płaszczyznach, miał morał, lecz pozostawił z wieloma pytaniami. Oby odpowiedzi na nie pozwoliły widzowi uciec, z trzymających go cugach źle pomyślanych życzeń.

Korekta: Kamila Katsu Chrobak
Zdjęcia: Agata Patora

Recenzje
Martyna Drobczyk