O co chodzi tym kobietom?

Rozmowa na temat praw kobiet zajmuje obecnie znaczną część debaty publicznej. Nic dziwnego, bo bezpośrednio dotyczy połowy z nas, a pośrednio każdego obywatela! 

Myślisz, że dobiega już końca, bo spór toczy się tylko w obrębie jednego tematu? A może chodzi o coś więcej? Dowiedz się, co sądzą na temat dysproporcji płciowej cztery wyjątkowe kobiety, które aktywnie uczestniczą w rozpędzonej machinie działań na rzecz równości płci w naszym mieście.

Cześć dziewczyny! Możecie zdradzić czym zajmujecie się na co dzień? 

M: Ja pracuję w jednej z bielskich firm, zajmuję się prawem pracy, ale jest to tylko część mojej aktywności, ponieważ działam w bielskich organizacjach związkowych, jako społeczny inspektor pracy oraz asystent społeczny posła. Wykorzystuję doświadczenie zawodowe na co dzień, społecznie. 

J: Ja jestem fizjoterapeutką, terapeutką neuroruchową, NDT-Bobath i PNF, psycholożką oraz coacherką. Dodatkowo prowadzę zajęcia jogi fizjoterapeutycznej, bardzo lubię pracować z kobietami, więc prowadzę też zajęcia rozwojowe, gdzie łączymy duszę z ciałem.

K: Ja mam z mężem prywatną firmę, a ponieważ ani to, ani prowadzenie domu nie daje mi pełnego poczucia samorealizacji, to jestem działaczką społeczną. 

A: Ja jestem w zasadzie pełnoetatową mamą, żoną, radykalną feministką, tłumaczką i przez wiele lat nauczycielką akademicką, ale nie pracuję już w zawodzie.

Jak to się dzieje, że osoby funkcjonujące w tak różnych grupach zawodowych, rozumieją się bez słów i jednoczą siły, stając się osobami, które COŚ wiedzą na temat protestów? 

A: Chyba nic nie dzieje się po prostu z dnia na dzień. W naszym przypadku to trwa od przynajmniej 2016 roku, czyli wtedy, gdy zaczęły się pierwsze podejrzane ruchy koło tzw. kompromisu aborcyjnego. Zaczęłyśmy działać jako przedstawicielki Czarnego Protestu w Bielsku-Białej. Przede wszystkim chodzi o taką zwyczajną wrażliwość społeczną. 

K: Nie ma zgody na taką rzeczywistość, bo na to nie da się spokojnie patrzeć. Ja mam poczucie, że chyba bym pękła w środku, gdybym w tym nie uczestniczyła. Chociaż tutaj nie odgrywam roli tej, która wie tak dobrze coś o protestach jak pozostałe działaczki (śmiech), ale wspieram wszędzie, gdzie tylko mogę. Po prostu nie można milczeć.

M: Ja nigdy nie angażowałam się w politykę. Nigdy. Oczywiście chodziłam na wybory, bo odkąd tylko mogłam głosować, uważałam to za mój obowiązek obywatelski. Jednak 5 lat temu, stwierdziłam, że wcześniej owszem, polityka w jakimś stopniu mnie dotyczyła, ale nie wchodziła mi z butami w wiele prywatnych sfer. Teraz odważyła się na ingerencję w część mojego ciała. Straciłam przeświadczenie, że mam wybór i polityka mnie ignoruje, traktując niesprawiedliwie. Postanowiłam, że nie będę egoistką i nie zostawię takiego bajzlu dla mojego syna. W momencie, w którym masz poczucie, że coś Cię obchodzi, pojawia się taki wewnętrzny głos, którego nie zignorujesz.

Nie ma zgody na taką rzeczywistość, bo na to nie da się spokojnie patrzeć.

Akurat mam to szczęście, że chodzę do szkoły, w której dba się o równość i tolerancję. Jednak wiąże się to z niedostrzeganiem przez wielu moich rówieśników nierówności płci. Jak najbardziej opowiadają się za postulatami Strajku Kobiet, natomiast nie czują większej potrzeby na natychmiastowe reagowanie. Obecnie nasza aktywność ogranicza się głównie do szkoły, gdzie dziewczyny i chłopaki mają równe szanse. Jednak po ostatnich wydarzeniach, wnioskuję, że tak kolorowo przez całe życie nie będzie…

A: Kobiety w Polsce paradoksalnie są lepiej wykształcone – statystycznie więcej kobiet, niż mężczyzn kończy studia magisterskie. Natomiast, zobaczcie, co się dzieje już stopień wyżej. Ile kobiet robi habilitację w porównaniu do mężczyzn? Tu się zupełnie wywracają proporcje. Co się dzieje? Na przykład ja jestem filolożką. Studia filologiczne są „babskie”, nie czarujmy się. Na tych kierunkach jest kilku mężczyzn w grupie na kilkanaście, czy kilkadziesiąt kobiet. Do tej magisterki mniej więcej idziemy ramię w ramię, ale promotor i tak wybiera sobie jakiegoś zdolnego chłopca z grupy, żeby mu zaproponować studia doktoranckie. No bo wiecie, taki chłopiec z grupy to przecież jest warty zainwestowania, gdyż on nie zajdzie za chwilę w ciążę… Często mechanizm narzucania kobiecie określonej roli społecznej, okazuje się silniejszy od jej potencjału.

Od ponad 10 lat więcej kobiet (między 63% a 65%) niż mężczyzn kończy studia wyższe.

https://ciekaweliczby.pl/tag/kobiety-sa-lepiej-wyksztalcone/

M: Za niedługo będziecie wchodzić na rynek pracy i myślę, że to okaże się pierwszym zetknięciem waszego rocznika z heteronormą – nierównością w dostępie do rynku pracy, w dobieraniu form zatrudnienia dla kobiet i mężczyzn, a przede wszystkim z dysproporcją w wynagrodzeniach, dostępie do awansowania, rozwoju, szkoleń. Jakkolwiek mężczyźni by nie argumentowali, że te rzeczy są wyssane z palca – nie są. Jeśli bym przeanalizowała strukturę stawek, to do pewnego momentu, tak jak w przypadku profesury i edukacji, są one wyrównane, a później na wyższych szczeblach, kobiety zanikają. Kobiety są gorzej wynagradzane, żeby coś osiągnąć, muszą torować sobie drogę rękami i nogami. Ja usłyszałam od mojego przełożonego, że „kobiety nie powinny pełnić funkcji kierowniczych, bo powinny spełniać się w innych rolach”. Ostatecznie wywalczyłam sobie awans, ale właśnie… Musiałam go wywalczyć. Nikt inny nie starał się o niego, ja byłam jedyną osobą, która mogła się tym zajmować, i która i tak już to robiła. Byłam odpowiedzialna za sporą część pracy, tylko na niższym stanowisku i miałam odwagę przyznać, że nie byłam za to wynagradzana. Ja nie chciałam pieniędzy, nie chciałam dodatków, chciałam jedynie zmiany nazwy stanowiska, ze względu na późniejsze ewentualne wykorzystanie mojego doświadczenia zawodowego  na rynku pracy. I nawet tego mi odmówiono. Tylko dlatego, że jestem kobietą. Tu dochodzi do różnych absurdów.

K: Niestety Twoi koledzy mogą twierdzić, że ich to za bardzo nie dotyczy. Oni tego nie odczują, natomiast dziewczyny bardzo mocno zderzą się z rzeczywistością, czyli z nierównością w wynagrodzeniach i ścieżce kariery… 

W Polsce skorygowana luka płacowa, czyli różnica zarobków między kobietami i mężczyznami na tym samym stanowisku wynosi ok. 17%. 

https://www.instagram.com/p/CK1kugpFrp-/

M: Być może odczują, jeśli będą mieli kobietę, którą będą bardzo wysoko cenić i szanować, a okaże się, że pomimo tego, iż jest świetnie wykształcona, spełnia się jako fachowiec w danej dziedzinie, naprawdę ciężko pracuje, to jednak zarabia dużo mniej, niż powinna w jego ocenie. Będą to mogli ewaluować z perspektywy doświadczeń życiowych. 

A: Kobiety w wieku rozrodczym, które na rozmowie kwalifikacyjnej, pomimo że jest to wbrew prawu notorycznie słyszą, „Czy Pani już urodziła, a kiedy Pani planuje?” Jak nie wprost to na około.

M: Więc tutaj twoi koledzy nie będą musieli się tłumaczyć na rozmowach kwalifikacyjnych, czy zamierzają brać tacierzyńskie, czy nie. Przysługuje im urlop ojcowski, czyli dwa tygodnie rozłożone na dwa lata i tyle, a kobieta się wycina z rynku pracy, na bardzo długo i później musi na nowo nadrabiać. 

J: Jest to nam zarzucane, że nie awansujemy, ponieważ często mamy puste przebiegi, jeżeli chodzi o ciągłość pracy. 

K: A z drugiej strony mamy rodzić jak najwięcej dzieci, czyli ciągle pojawia się ta narracja wskazująca, gdzie jest nasze miejsce… 

M: Ja nie miałam pustego przebiegu, byłam tylko dwa tygodnie w domu po porodzie, z pracy karmiłam dziecko. Mój macierzyński wynosił 3 miesiące, bo takie były wtedy przepisy. I co z tego? I tak usłyszałam, mimo urodzenia dziecka, studiowania i ciężkiej pracy, że jednak kobieta nie nadaje się do sprawowania funkcji kierowniczych. Nie ma znaczenia, czy kobieta się naharuje, czy nie naharuje, czy się wytnie z rynku pracy, czy nie i tak będzie postrzegana przez pryzmat samej płci.
 
A: Tak, zobaczcie co się stało teraz po wyborze Kamali Harris na wiceprezydentkę! W sieci pojawił się mem z nią stojącą wokół odłamków szkła, z napisem – Be careful there is glass everywhere! Uwaga, wszędzie jest szkło, bo Kamali udało się własną głową rozbić szklany sufit! Wiecie, ten szklany sufit wciąż jest nad nami i to nie jest sufit, tylko kopuła, która nas ogranicza z każdej strony.

Skąd to się w ogóle bierze, że społeczeństwo lepiej postrzega mężczyznę na stanowisku lidera, niż kobietę? Zaufanie społeczne się na to składa, czy jakieś szczególne wytyczne? 

Wszystkie chórem: TYSIĄCE LAT HISTORII! 

W takim razie, dlaczego wciąż chcemy widzieć mężczyznę w roli lidera? Bardzo dużo osób trzyma się kurczowo „wartości naturalnych”. Wiadomo, że różnimy się pod kątem predyspozycji fizycznych. To nie podlega dyskusji, ale czy nadal musimy się na tym skupiać?

J: Obecnie żyjemy już w zupełnie innym świecie, który niestety nie wszędzie, ale w większości nie jest oparty na wojnach. Na szczęście zauważyliśmy, że wojna nas jako zasób światowy osłabia. Nic to nam nie daje. Lepiej jest iść drogą porozumienia. Owszem często jest bardzo trudno dogadać się drogą dyplomacji, ale da się wyjść z najróżniejszych sytuacji. Trzeba uczyć się elastyczności, zrozumienia dla drugiej osoby, dostrzegania czegoś więcej, niż własny interes. Naprawdę jest to możliwe.

K: Ja mam taką nieustającą refleksję – przed wiekami silniejsi mężczyźni, grali w społeczeństwie pierwsze skrzypce, gdyż siła w tamtym czasie była bardzo potrzebna, ale oni już wtedy poczuli, jak to jest wygodnie mieć usługujące kobiety. Popatrzcie mamy tak krótko prawa wyborcze, co to jest 100 lat? Nasze przodkinie mówiły – praw się nie dostaje, prawa się ZDOBYWA i można je stracić. I powiedzcie, czy nie jesteśmy właśnie w takim momencie? Nie możemy milczeć! Parę lat temu, nawet nie myśleliśmy, że dzisiaj będziemy w takiej sytuacji, a za parę lat może się okazać, że pójdą dalej i zabiorą nam prawa do głosowania. I co wtedy?

Bardzo nie chciałabym, żeby ta rozmowa przybrała postawę obróconej całkowicie przeciwko mężczyznom, bo oni przecież też borykają się z całą masą stereotypów i również przegrywają w starciu z nimi. 

K: Feminizm to absolutnie nie jest nienawiść do mężczyzn. To jest przekonanie o równości społecznej, politycznej i ekonomicznej. I to jest bardzo krzywdzące podejście. Pięknie profesorka Magdalena Środa powiedziała, że feminizm to jest wkluczanie wykluczonych. Moim zdaniem najlepsza definicja. Serdecznie polecam poczytać jej książki i publikacje! To jest feministka z krwi i kości. 

J: My teraz walczymy o wolność wyboru, nikt nie nawołuje do nienawiści i nie zmusza nikogo do niczego. Osobiście, na obecną chwilę bym ciąży nie usunęła. Ale chcę mieć wybór.

M: Warto byłoby jeszcze zwrócić uwagę na kwestię, chociażby dostępu do edukacji seksualnej, która już i tak jest w Polsce na bardzo niskim poziomie i środków antykoncepcyjnych. Chłopaki już powinni protestować, bo nawet jeśli w tej chwili mają taką możliwość to nie wiadomo, czy będą mieli za rok, czy dwa… Nie zdajemy sobie jednak jak bardzo ten dostęp jest ograniczony. Gdyby się wypowiedziała młodzież w twoim wieku z jakiejś wsi na wschodzie kraju to myślę, że zobaczylibyśmy jak duże pojawiają się dysproporcje w dostępie do rzetelnej edukacji seksualnej, dobrej opieki medycznej, środków antykoncepcyjnych, a nawet w dostępie do Internetu. Patrzenie z perspektywy młodzieży też należałoby rozdzielić, zależy która młodzież patrzy.

Praw się nie dostaje, prawa się ZDOBYWA i można je stracić.

Czy bycie feministką jest sprzeczne z marzeniami o wielkiej romantycznej miłości? Pytam o to, dlatego, że od najmłodszych lat spoglądamy najpierw na eteryczne księżniczki, czekające na ocalenie przez swojego księcia, a później przerzucamy się na komedie romantyczne i nietuzinkowe, aczkolwiek wydumane historie miłosne. 

Wszystkie chórem: ABSOLUTNIE NIE!!! 

J: Nie da się stworzyć zdrowego związku partnerów bez równości, a związek oparty na równości będzie związkiem składającym się z pierwiastka feministycznego. Po prostu koniec.

A: Każda z nas tutaj obecnych jest mężatką, wszystkie mamy dzieci, co oznacza, że to nie jest tak, że uważamy, że mężczyźni są do niczego! W jakiś sposób weszłyśmy z nimi w konszachty, skoro z nimi te dzieci mamy. (głośny śmiech) 

J: I nie są to mężczyźni stereotypowo uznawanych za „pantoflarzy”!

A: Po którymś proteście do mojego męża podszedł jeden z chłopaków i mówi tak: „Ty jesteś partnerem jednej z nich? I co? Da się z nią jakoś żyć?” (jeszcze głośniejszy śmiech)

M: To jest bardzo szeroki temat, ale kobiety, które się wypowiadają i wyrażają swoje zdanie jasno, wyraźnie i głośno, nie będą kobietami przepraszającymi męża za każdym razem, jak będą coś chciały powiedzieć. Tylko powiedzą prosto z mostu. Takie związki wiadomo, że są dynamiczniejsze, ciekawsze, ale i trochę cięższe. Objawiają się asertywnością, szacunkiem jednej strony do drugiej, prawdziwością. Jesteś po prostu partnerem w związku.

Jaką radę dałybyście sobie samej już z perspektywy czasu, doświadczeń w okresie dorastania? Co byście chciały wtedy usłyszeć?

A: Ja bym chciała nie słyszeć w kółko: „Kochanie tobie nie wypada. Bądź miła. Uśmiechnij się ładnie. Jesteś kobietą, więc załóż spódniczkę i złącz nóżki”. Kurde, ja prowadzę auto ze złączonymi kolanami, co jest okropnie niewygodne, ale ja mam tyle lat ile mam i tak mi po prostu kładli do łba odkąd skończyłam trzy lata! Moja siostra, która już jest 5 lat młodsza, (ale naprawdę jest to przepaść), za każdym razem dziwi się: „czy ty oszalałaś, co ty robisz z tymi nogami?”. 

K: Ja bym chciała usłyszeć, że jestem w porządku taka, jaka jestem, bo tego nie słyszałam. Dokładnie zawsze mi wciskano, że jestem nie w porządku. Później sporo musiałam się napracować, żeby sprostać oczekiwaniom.

J: Jako młoda osoba, w podstawówce w liceum byłam osobowością wyróżniającą się, bo ja robiłam inaczej, po swojemu. I nie zmieniłabym niczego. Zawsze, ale to zawsze, chociaż koszty były i są ogromne, nigdy nie opuściłam siebie. Taki mam przepis – bądź blisko siebie i nie stawiaj się ciągle do pionu, tylko najpierw się o siebie zatroszcz. Bardzo ważne jest też to, żeby mieć wokół siebie ludzi, którzy widzą cię prawdziwą i cię wspierają. Jeśli jesteś w jakimś towarzystwie, gdzie tego nie dostajesz, to zmykaj stamtąd! Jeżeli ktoś nie widzi twojej wartości, to nie znaczy, że jej nie masz!

Ze względu na ewentualne konsekwencje, rozmówczynie zastrzegły sobie prawo do zachowania anonimowości.

Korekta: Kamila Katsu Chrobak
Grafika: Natalia Grabczak

Zdjęcia: Marzena Kocurek