PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERCEM

Choć tylko połowa sali została zapełniona, radość widzów wystarczyła za dwóch. Tego wieczoru śmiech publiczności wypełnił wnętrze bielskiego teatru, a wszystko to za sprawą najnowszej premiery – komedii “Pół żartem, pół sercem” w reżyserii Witolda Mazurkiewicza, która zagościła na deskach Teatru Polskiego.

4 marca miejsce miało się śniadanie prasowe dla spektaklu Pół żartem, pół sercem. Mieliśmy przyjemność obejrzeć zakulisowe przygotowania do zaplanowanej na sobotę i niedzielę premiery sztuki oraz porozmawiać zarówno z aktorami, jak i Dyrektorem Teatru Polskiego, który jednocześnie reżyserował sztukę. Jak przyznał Witold Mazurkiewicz bilety sprzedają się błyskawicznie, a widownia spragniona jest obcowania z kulturą. Dlatego zespół bielskiego Teatru nie miał innego wyjścia – musiał dać ludziom to czego chcą. Lud przemówił: Chleba i … teatru! 

6 i 7 marca odbyła się natomiast oficjalna premiera spektaklu Pół żartem, pół sercem w reżyserii Witolda Mazurkiewicza. Wyjątkowo podzielona na dwa dni nie straciła na wartości. Bielska publiczność stanęła na wysokości zadania zapełniając wszystkie wolne miejsca na teatralnej sali. Co dwie premiery, to nie jedna! 

Komedia ta jest inspirowana filmowym przebojem lat 50., “Pół żartem, pół serio” Billy’ego Willdera, w gwiazdorskiej obsadzie na czele z Marilyn Monroe, Jackiem Lemmonem i Tonym Curtisem. Jak powiedział Witold Mazurkiewicz podczas śniadania prasowego o sztuce Pół żartem, pół sercem: – Jest to bardzo dobrze napisany tekst, bardzo luźno inspirowany filmem “Pół żartem, pół serio”. Nie jest to jeden do jeden przeniesienie historii a jedynie luźna inspiracja. I choć zdecydowanie w spektaklu znaleźć możemy naszą bielską Marilyn Monroe w postaci Audrey graną przez Wiktorię 

Węgrzyn, to nie trudno zgodzić się ze słowami reżysera. Filmowy evergreen lat 50. stanowi tylko punkt odniesienia dla fabuły, którą dostarczył nam Teatr Polski. 

Bohaterowie historii – Leo (Grzegorz Margas) i Jack (Michał Czaderna) są bezrobotnymi aktorami próbującymi zarobić na życie odgrywając sztuki szekspirowskie. Znużeni, bez grosza w kieszeni poszukują nowej drogi, która poprawiłaby ich obecną sytuację. Właśnie wtedy, kiedy nie mają już żadnych nadziei trafia się im okazja jedna na milion – starsza, schorowana milionerka poszukuje swoich zaginionych przed wielu laty siostrzenic, aby przekazać im swoja fortunę w spadku. Leo i 

Jack postanawiają wykorzystać swoje aktorskie umiejętności i zdobyć pieniądze potrzebne na rozkręcenie kariery. Plan wydaje się prosty, jednak jak to bywa w komedii – coś musi pójść nie tak, a komplikacje muszą się mnożyć.

Strukturę spektaklu nazwać można szkatułkową – bohaterowie komedii Pół żartem, pół sercem postanawiają odegrać własny spektakl. Decydują się na wystawienie jednej ze sztuk Szekspira – „Wieczoru Trzech Króli”. Dlaczego właśnie ta konkretna szekspirowska komedia? Jeden z powodów jest typowo przyziemny – jedna z bohaterek po prostu ją lubi. Jest jednak również drugie dno – „Wieczór Trzech Króli” jest komedią z brawurową przebieranką w tle. Bliźnięta Viola i Sebastian zostają rozdzieleni morską katastrofą i nie wiedzą co stało się im nawzajem. Viola by odnaleźć brata, postanawia w męskim przebraniu dostać się na dwór księcia Orsina. Oczywiście trafiając przy tym w wir miłosnych intryg, pomyłek i nieporozumień. Akcja Wieczoru Trzech Króli jest niezwykle podobna do Pół żartem, pół sercem – zamiana płci, przebieranki i oczywiście miłość w tle.

Oglądając spektakl nie można nie wspomnieć o fantastycznej scenografii i kostiumach. Damian Styrna oraz Barbara Guzik stworzyli wzorowe płótno dla gry aktorów, które stanowi wręcz idealne dopełnienie całego spektaklu. 

Scenografia zdecydowanie wyróżnia się od innych komediowych produkcji teatru. Jest dynamiczna, zmienna, a my – widzowie, jesteśmy za jej pomocą prowadzeni przez sztukę z niesamowitą precyzją. Razem z Leo i Jackiem podróżujemy po Pensylwanii, by następnie przenieść się do domu cioci Florence, który staje się głównym miejscem akcji. Uwagę przykuwa także wyraźne nawiązanie do banknotów dolarowych, które konsekwentnie przetacza się przez cały spektakl. Czemu banknoty? Nie trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie – początkowo to pieniądze stanowią główny motyw działania bohaterów. Warto jednak docenić przemyślenie takich drobnych szczegółów, które z przyjemnością odkrywałyśmy w trakcie spektaklu. 

Całość dopełniona jest niesamowicie kreatywnym ruchem scenicznym, za który odpowiedzialny jest Mateusz Wojtasiński. Prosty, często karykaturalny, ale jednocześnie niezwykle wymowny i symboliczny wydaje się być wisienką na torcie i ostatecznie utwierdzić widza w przekonaniu, że “Pół żartem, pół sercem” to komedia przez duże “K”.

Nie jest to kolejna sztampowa komedia na deskach Teatru Polskiego. Sztuka Mazurkiewicza zaskakuje, dostarcza wrażeń, wyzwala salwy śmiechu i pozwala zatracić się w magii teatru.

AKTOR – CZYLI KTO? 

Jack: Nie. Nie zrobię tego! Jestem facetem! 
Jack: Nie. Nie zrobię tego! Jestem facetem!
Leo: Jack! A kto grał role kobiet w czasach elżbietańskich,co?
Jack: Faceci?
Leo: Właśnie. A jak to robili?
Jack: Papierem toaletowym?
Leo: Z przekonaniem. Z brawurą. Byli Aktorami! (…)

Nie możemy zapominać, że Leo i Jack są kimś więcej, niż przyjaciółmi, którzy chcą wzbogacić się kosztem umierającej staruszki. Jak sami podkreślają, są aktorami. I tutaj dochodzimy prawdopodobnie do sedna całej sztuki, ponieważ “Pół żartem, pół sercem” to nie tylko humor. To nieustanne odkrywanie prawdziwego znaczenia słowa aktor. Sztuka bowiem nie kończy się tam, gdzie deski teatru. Dla Leo i Jacka sceną staje się życie i choć jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planem, końcowo pół żartem, pół serio, wszystko kończy się happy endem. 

Teatr Polski serwuje nam “Pół żartem, pół sercem” dokładnie tak, jak w wypowiedzi to Leo – z przekonaniem, z brawurą. Bielscy aktorzy stanęli na wysokości zadania i udowadniają po raz kolejny, że w komediach czują się jak ryby w wodzie. 

“Cholernie dobrze Was widzieć” – podsumowywał ze sceny premierowy spektakl Witold Mazurkiewicz – zarówno reżyser spektaklu, jak i dyrektor naczelny Teatru Polskiego. My, ze strony widowni z czystym sumieniem możemy zgodnie odpowiedzieć – “Vice versa!”. 

Dobrze było zobaczyć bielski teatr po pandemicznej przerwie w tak dobrej formie. Jak zdradził Mazurkiewicz – na horyzoncie dwie kolejne premiery – “Krum” w reżyserii Małgorzaty Warsickiej oraz “Big Bang, czyli Wielki Wybuch” w reżyserii Tomasza Dutkiewicza. Z nadzieją patrzymy więc w przyszłość na kolejne udane wizyty w Teatrze Polskim, któremu jednocześnie serdecznie dziękujemy za zaproszenie, a Was drodzy czytelnicy serdecznie zachęcamy do obejrzenia “Pół żartem, pół sercem”

Korekta: Kamila Katsu Chrobak
Zdjęcia: Joanna Gałuszka