Uranowe serce Karkonoszy Początki tajemnicy

Polskie górnictwo kojarzy się nam raczej z problematycznym ostatnimi czasy czarnym złotem lub rudami metali, jak miedź czy srebro. Z tego też powodu wiele osób jest zdziwionych, kiedy słyszą o polskiej kopalni uranu gdzieś na Dolnym Śląsku. Tak, to tam, a konkretnie w miejscowości Kowary, wydobywano uran na użytek ZSRR w latach pięćdziesiątych.

Sama informacja dotycząca tego, co się w Kowarach wydobywa, była w czasach komunizmu ściśle tajna, więc nic dziwnego, że do dziś mało kto o polskim uranie słyszał. Osobiście postanowiłem odwiedzić sztolnie kopalni, aby sprawdzić unikatową historię tego miejsca.

Od XII w. wydobywano tam rudę żelaza, a to z kolei zaowocowało rozwojem hutnictwa w regionie i rozbudową miast ościennych. Jednak charakter górnictwa w Kowarach zmienił się wraz z rokiem 1927, kiedy to przypadkowo odkryto obecność złóż uranu podczas wydobywania rudy żelaza. Miasto prężnie rozwijało się dzięki nowemu surowcowi, lecz niestety II Wojna Światowa brutalnie zahamowała postęp. Historia zaczyna robić się ciekawa dopiero po wcieleniu Kowar do Polski po roku 1945. Ludność niemiecka została wysiedlona, a władze zadbały o przeniesienie Polaków z Kresów Wschodnich na teren Dolnego Śląska, by mogli zasilić lokalne kopalnie. Nowe władze wznowiły wydobycie radioaktywnego surowca z zamiarem eksportu do ZSRR. Sowieci starali się ukryć miasto, a dokładniej jego kopalnie uranu, przed resztą społeczeństwa. W latach 40. i 50. nikt nie wiedział, co w tej miejscowości się wydobywa. Informacja ta była tak tajna, że górnicy musieli podpisywać umowy lojalnościowe, które zakazywały im wyjawienia prawdy o kowarskich kopalniach nawet ich rodzinom. Zresztą ciężko się dziwić, że władze chciały utrzymać kowarski uran w sekrecie, bowiem zasilał on program atomowy ZSRR, a to oznaczało, że była to sprawa wagi państwowej.

Przejście przez aortę

Tyle słowem historii. Dziś w kopalni można na własne oczy oglądać stary górniczy sprzęt, szkło uranowe oraz oczywiście drobinki uranu. Jednak moją uwagę przykuła obudowa bomby atomowej RDS-1 radzieckiej produkcji. Na końcu sztolni znajduje się replika bomby zdetonowanej w Semipałatyńsku w Kazachstanie, której eksplozja odbyła się w ramach pierwszego testu broni jądrowej w ZSRR. Przed bombą można dostrzec pięćset metrowy, zalany szyb, którego najniższy punkt do dziś pozostaje tajemnicą. Ostatnią częścią Zakładów Przemysłowych R-1 jest kilka wyraźnie zrujnowanych obiektów na pobliskich wzgórzach. Kiedyś były to zakłady przeróbki uranu, lecz po zamknięciu kopalni w 1958 roku straciły one swą dawną funkcję. Podobno poziom promieniowania w tamtym miejscu jest zbyt wysoki, dlatego majaczący na wzgórzach kompleks pozostaje niedostępny dla zwiedzających. Jedyną osobą, która przebywa w tamtym miejscu, jest siedzący na wieży ochroniarz, ale ten nie przepada za ciekawskimi turystami, którzy chcą odkryć tajemnice zakładów.

Zresztą ciężko się dziwić, że władze chciały utrzymać kowarski uran w sekrecie, bowiem zasilał on program atomowy ZSRR, a to oznaczało, że była to sprawa wagi państwowej.

Życie krwinki

Jak w takim razie wyglądało życie górnika kopalni uranu? Wysoka względem reszty kraju pensja oraz godnie zaopatrzone mieszkanie na osiedlu robotniczym zdawały się być kuszącą ofertą pracy. Jednak wszystko ma swoją cenę, a górnik płacił ją ryzykiem kalectwa bądź śmierci. Oczywistym jest, że praca górnika jest niebezpieczna, ale w Kowarach przestarzały sprzęt jeszcze bardziej komplikował sprawę. Przykładowo, ucieczkowy aparat tlenowy uzyskiwał tlen w temperaturach od 400 C do 500 C parząc drogi oddechowe uciekającego górnika. Masa tlenotwórcza składająca się z nadtlenku potasu wchodziła w silnie egzotermiczną reakcję, tworząc w ten sposób gorący tlen, ale sowiecki zarząd kopalni był raczej obojętny na takie zagrożenie. Górnicza choroba zawodowa, czyli pylica, była oczywiście obecna i tutaj. Aparaty mające za zadanie filtrować pył trzeba było czyścić co 15 minut sprawiając, że przeciętny górnik rezygnował z ich użytku. Brak specjalistycznej wiedzy pracowników często doprowadzał do narażania się na promieniowanie uranu. Urobek zbierano gołymi rękami, a drobinki uranu utrzymujące się na ubraniach roboczych dostawały się do dróg oddechowych rodziny górnika. Zresztą sam mogłem zaobserwować uranowy pyłek osadzający się na stropie sztolni. Trzeba przyznać, że radioaktywne świecidełka ciekawie urozmaicały szary kamień.

Pierwsza pomoc również pozostawiała wiele do życzenia. Jeśli górnikowi udało się przeżyć podróż wagonem sanitarnym, to najgorsze miał już za sobą. Trzęsąca się na każdej nierówności puszka na kółkach musiała pomieścić poszkodowanego oraz ratownika. A co gdyby nieszczęsnemu górnikowi zdarzyłoby się zgubić w kopalni? Sowieci w swojej wspaniałomyślności sporządzili mapy części kompleksu, więc mogłoby się wydawać, że zaopatrzony w ową mapę górnik ma szansę na wyjście. Problem w tym, że mapy posiadał zarząd i nawet jakby górnik jakimś cudem tę mapę otrzymał, to nie mógłby z nią za wiele zrobić, a to dlatego, że mapy zawierały szereg błędnie nakreślonych korytarzy, które mogły w ogóle nie istnieć. Było to działanie celowe mające w zamyśle podwyższenie stopnia tajności całej kopalni w obawie przed wrogim wywiadem. Prawdziwy plan znał jedynie sowiecki zarząd i tak miało zostać.

Pierwsza pomoc również pozostawiała wiele do życzenia. Jeśli górnikowi udało się przeżyć podróż wagonem sanitarnym, to najgorsze miał już za sobą.

Cena pulsu

W latach eksploatacji kopalni, czyli 1950-1958, wydobyto 196 ton rudy uranu, które następnie trafiały do ZSRR. Mimo że surowiec wydobywano tam przez zaledwie kilka lat, to mieszkańcy Kowar przez dekady ponosili konsekwencje sowieckiego projektu. Ilu górników zmarło na nowotwory wskutek radiacji? Ilu mieszkańców piło napromieniowaną wodę? Ile radioaktywnego pyłu wynosili ze sobą górnicy z kopalni? Odpowiedzi na te i inne nurtujące pytania mogą jeszcze długo pozostać tajemnicą, tak jak to miało miejsce w przypadku samej kopalni. Zachęcam do osobistego zapoznania się z uranowym sercem Karkonoszy, które prawdopodobnie nadal bije gdzieś w mroku nieodkrytych jeszcze szybów kopalni uranu w Kowarach.

Artykuł ukazał się w 12. numerze magazynu redakcjaBB.

Grafika: Martyna Drobczyk