Lucas na wybiegu

Barbara Siemińska (Gazeta Czechowicka)

Dziewiętnastolatek przygotowujący się do matury, a zarazem zapracowany mężczyzna zajmujący się modelingiem. Na co dzień Łukasz jako model Lucas. – Staram się rozgraniczać życie prywatne od pracy. Zresztą mam do niej duży dystans – zauważa skromnie czechowiczanin o wzroście 190 centymetrów, niepokojącej urodzie i wysportowanej sylwetce.

„Praca w modelingu kojarzona jest z pracą pozbawioną jakiegokolwiek wysiłku, polegającą głównie na ładnym wyglądaniu podczas sesji… Nic bardziej mylnego. Mój osobisty rekord to jedenaście godzin takiego stania i przebierania się co dziesięć minut. Na początku jest miło, potem oczy ślepną od kilkugodzinnego pozowania przed fleszem, łzawią od makijażu, do którego nie są przyzwyczajone” – pisze w artykule „Świat modelingu” zamieszczonym na łamach czasopisma „redakcjaBB” Łukasz Partyka. – „To wbrew pozorom ciężka szkoła życia; różowo jest tylko na okładkach magazynów o modzie. To zajęcie kształtujące charakter, ale może też prowadzić do samouwielbienia albo – paradoksalnie – do pogłębienia kompleksów. Można jednak tego uniknąć. Zmiana podejścia, dystans, wyznaczenie sobie w życiu priorytetów, traktowanie „kariery” jako przygody… Chyba że jesteś Kate Moss”.

Czechowiczaninowi nie grozi zaszufladkowanie czy przysłowiowe „odbicie palmy”. Modeling jest dla niego raczej sposobem na zarabianie pieniędzy, zaś intelektualnie spełnia się jako dziennikarz. Trudno się dziwić, skoro wśród jego sławnych przodków było wielu literatów, m.in. Jan Lemański. – Praca w „redakcjaBB” to dla mnie taka odskocznia od modelingu – dodaje, co nie znaczy, że któregoś z tych zajęć nie traktuje profesjonalnie. Wręcz przeciwnie, jest osobą wymagającą. Tak od siebie, jak i od innych.

W „Viva! Moda” i „Pride”
Niejako zawodowym modelem został już w wieku 16 lat, w 2012 roku. – Nie ciągnęło mnie w tę stronę, ale znajomi zasugerowali, żeby spróbować. Koleżanka zorganizowała mi nawet sesję zdjęciową, za którą zapłaciłem… całe 10 zł – śmieje się nastolatek. – I tak się to powoli zaczęło rozwijać. Później zamieściłem bardziej profesjonalne zdjęcia na Facebooku i tam zauważył mnie szef warszawskiej agencji AS Management, z którą podpisałem umowę. Pisali też do mnie w tym samym czasie agenci z D’Vision Anji Rubik i Gagamodels. Dałem szansę Arturowi z jego nową agencją i nie żałuję – przyznaje.

Atutem tej pracy jest niewątpliwie możliwość podróżowania po świecie i tym samym szlifowania języków. – W 2013 roku podliczyłem, ile kilometrów przebyłem pociągami i samolotami. Wyszło mi 68 tysięcy kilometrów. Zjeździłem niemal całą Europę. Najdalej byłem w Chinach. Już na początku, w wieku 16 lat, poleciałem na trzy tygodnie do Paryża. Byłem pod wrażeniem samego siebie, że sobie dałem radę. Pierwsze trzy dni były najgorsze, a potem czułem się tak, jakbym się wychował w tym mieście – uśmiecha się, potwierdzając niechęć Francuzów do posługiwania się językiem angielskim. – Pewien paryżanin udawał, że mnie nie rozumie, ale jak zobaczył moje portfolio i dowiedział się, że jestem z paryskiej agencji mody, to okazało się, że angielski zna perfekcyjnie. Francuzi są przyjaźni i mili – zapewnia model, którego zdjęcia pojawiają się w magazynach „Viva! Moda”, „Pride”, „K Mag”. Sesje zdjęciowe wykonywał mu sam Piotr Porębski, fotograf pracujący ze śmietanką polskich gwiazd, robiący zdjęcia do „Pani” czy „Gali”. Ponadto współpracował z Robertem Kupiszem i Wojciechem Charatykiem, robił pokazy w Mediolanie dla Trussardi czy Philippa Pleina.

Do sesji zdjęciowej model musi być perfekcyjnie przygotowany. Inaczej jest z fotografiami, na podstawie których wybierani są kandydaci do danej kampanii reklamowej czy pokazu mody. – Wykonują wtedy polaroidy, na których jest się w koszulce i dżinsach lub w samych slipkach, bez make-upu, bez ułożonych włosów, czyli wychodzi się tak, jak się wygląda na co dzień. Takie zdjęcia wysyła się do klientów i w ten sposób zyskuje kontrakty. Wtedy nie ma zdziwienia, że ktoś zupełnie inaczej wygląda na zdjęciu niż w rzeczywistości – tłumaczy model. – Kiedyś ktoś zobaczył moje czarno-białe zdjęcia i potem był zdziwionym, że nie mam czarnych włosów…

Od Paryża po Szanghaj
Każdy model ma tzw. agencję matkę. Dla Łukasza Partyki jest nią AS Management, która zajmuje się pozyskaniem kontraktów w Polsce i prowadzi rozmowy z agencjami zagranicznymi w Paryżu, Mediolanie, Berlinie, Nowym Jorku. Te muszą jednak konsultować z agencją matką wszystkie drastyczne zmiany dotyczące wizerunku, np. obcięcie włosów, zrobienie tatuażu, zmianę sylwetki, ogolenie głowy czy nóg. – Jeśli ktoś jest wytatuowany po szyję, to nie zrobi pokazu dla Diora czy Prady, bo oni cenią klasyczny typ urody. Nie ukrywam, że jestem dla agencji produktem czy manekinem i tak to na co dzień działa – zauważa, bo nikt nie przejmuje się, że podczas pokazu cisną go za małe o dwa rozmiary buty. – Trzeba po prostu zacisnąć zęby. Czasem jest tak, że między jednym pokazem a drugim jest minuta na przebranie się w nowy zestaw ubrań. Nie korzystam z pomocy garderobianego, ale jest mi zawsze ktoś potrzebny do zawiązania butów – uśmiecha się, choć podczas pokazu nie jest już zabawnie, szczególnie gdy ktoś w zamieszaniu zabiera mu jego komplet ubrań. – Takie sytuacje zdarzają się w Chinach, bo tam nikt nie umie rozmawiać po angielsku i ciężko się dogadać. Nawet na migi. Liczby też inaczej pokazuje się na palcach niż u nas. Jadąc gdzieś taksówką, trzeba było mieć karteczkę z tymi ich „patyczkami”. Przez pierwsze dwa tygodnie myślałem, że jestem na innej planecie!

Poza ciężką pracą czasem po 20 godzin na dobę miał okazję przejechać się w Szanghaju szybką koleją, która jedzie z prędkością 300 kilometrów na godzinę. – To jest fajne doświadczenie. Z Czechowic-Dziedzic do Warszawy można byłoby takim pociągiem dojechać w godzinę… – rozmarza się, bo trasę do stolicy musi przemierzać czasem kilka razy w tygodniu i zdarzało mu się wprost z Barcelony pojechać na lekcje. – Nie mogę sobie odpuścić, bo inaczej nie nadrobiłbym braków – przekonuje ambitny uczeń IV LO im. KEN w Bielsku-Białej. Wcześniej uczęszczał do czechowickiego Gimnazjum Publicznego nr 2 i Szkoły Podstawowej nr 4. – Bardzo tęsknię za podstawówką. Serce mi się kroi, jak sobie pomyślę, że tam nigdy nie wrócę. Chodził też do niej mój tata, Ireneusz, więc razem ją mile wspominany – dodaje, bo z ojcem łączy go nie tylko nazwisko i wzrost. Po mamie, Gabrieli, niewątpliwie odziedziczył urodę.   

Czy słońce, czy deszcz
Jako młody chłopak zaczął uprawiać judo za namową starszego brata, Marcina, którego trenerem był Bogusław Tyl. – Jeszcze w szkole podstawowej jako biegacz nigdy nie wyszedłem poza podium. Judo trenowałem do końca gimnazjum, ale w pewnym momencie poczułem się już tym zmęczony – wspomina. Zresztą do dziś wyjeżdża na obozy judo do Korbielowa, gdyż kondycja fizyczna bardzo przydaje mu się w jego nowej odsłonie. Praca modela mimo jej zalet nie jest lekka i trzeba mieć niezłą odporność. – Panuje taka reguła, że kampanię na wiosnę i lato robi się w zimie, a jesienią i zimą – na lato. Miałem sytuację, że pod koniec listopada w Barcelonie musiałem stać w klapkach i letnim ubraniu w wodzie o temperaturze 10 stopni Celsjusza. Zdarzyło mi się też robić zdjęcia w ubraniach na zimę w połowie sierpnia, gdy panowały 40-stopniowe upały. Zawsze zastanawiałem się, co robią potem z tymi ciuchami… – śmieje się.

W przeciwieństwie do kobiet kariera modela trwa o wiele dłużej. – Mogą robić kampanie dla panów w kwiecie wieku, czyli od 40 do 50 lat. U kobiet nie ma takich sytuacji, chyba że w przypadku top modelki. Póki mam czas i siłę, będę nadal zajmował się modelingiem – dodaje. Nie dziwota, że już planuje podjąć studia w Warszawie, co ułatwi mu pracę w agencji. – Myślę o dziennikarstwie na Uniwersytecie Warszawskim. Chcę poświęcić się czemuś, co mnie interesuje – wyjaśnia, bo będzie mógł od razu, niejako z marszu, starać się o pracę w którejś z gazet traktujących o modzie. Już zawarł różne ułatwiające mu to kontakty. – Poznałem projektanta damskiego działu Versace i dzięki temu udało mi się spotkać głowę i twarz marki, Donatellę Versace. Było dla mnie szokiem, że ja – chłopak z Czechowic-Dziedzic – poznałem taką kultową postać. Podczas pokazu tej marki miałem sposobność obejrzeć serię ubrań na trasę koncertową Lady Gagi, która nie została jej jeszcze dostarczona. To było fajne – uzupełnia, bo nieraz ocierał się w przelocie o gwiazdy światowego formatu.

Łukasz Partyka Lucas

Waleczność po przodkach
Łukasz Partyka lubi stawiać sobie wysoko poprzeczkę. – Nigdy nie jestem do końca z siebie zadowolony i czasem mnie to gubi – przyznaje. Za to jego bliscy, czyli dziewczyna, rodzice i dziadkowie są względem niego wyrozumiali, tolerancyjni i ufni, za co im się z nawiązką odwdzięcza. Z dziadkami, Janiną i Grzegorzem Komornickimi, wyjeżdża zawsze na zjazdy ich szlacheckiego rodu, którego protoplasta, Tomek z Komornik, otrzymał w zastaw od Władysława Jagiełły wieś Wróblewo w zamian za wystawienie drużyny rycerskiej na bitwę pod Grunwaldem.

Dziadkowie bardzo ubolewają nad tym, że ich nazwisko zaginie, bo linia męska została przerwana – tłumaczy, bo dodając sobie do nazwiska to panieńskie swojej mamy, przedłużyłby linię rodową. – Zjazdy rodzinne są dobrym sposobem na to, żeby spotkać się z osobami w moim wieku, posiedzieć przy ognisku, odpocząć od zgiełku miasta. W zeszłym roku spotkaliśmy się w hotelu pod wielką górą, na którą się wspiąłem z jednym z kuzynów. Powrót nie był za ciekawy, bo było błotniście, a my jako szlachcice musieliśmy się na górze zabawić – żartuje ze swojego niezwykłego pochodzenia, którym nie zwykł się chwalić.

Zarówno ono, jak i sportowa przeszłość mają poniekąd wpływ na to, jak radzi sobie ze stresem, który towarzyszy jego pracy. – Czasem podczas sesji puszczają nerwy. Szczególnie że wielu stylistów jest zarozumiałych i niemiłych, do tego podchodzą co 30 sekund i pociągają za ubrania. Gdy tak robią przez kilka godzin, to ma się ich ochotę ustawić ręką albo sprowadzić do parteru – śmieje się były judoka, który nerwy stara się trzymać na wodzy. – Można wyjść z wprawy, ale chwytów się nie zapomina…

Wywiad opublikowany został w „Gazecie Czechowickiej” nr 6 (328) 13 marca 2015 r.
Więcej na: https://www.facebook.com/czechowicka

Korekta: Ewa Kuchta
Teksty