Pod fartuszkiem „Kaś” i „Maryś” 

Historia Joanny Kuciel-Frydryszak w reżyserii Agaty Puszcz i według scenariusza Zuzanny Bojdy po raz pierwszy wkroczyła z pełną siłą na scenę Teatru Polskiego w Bielsku-Białej 26 września 2025 roku i do dziś zaskakuje nowych widzów.

Awangardowa i personalna opowieść „Służących do wszystkiego”. Bez cenzury, szokująco i artystycznie odsłania kulisy eleganckich międzywojennych willi i kamienic skrywających wyzysk, przemoc i upokorzenie. Oddaje głos paniom pracującym, które już dawno zostały zapomniane przez historię oraz tym, oraz tym, które nigdy w niej nie zaistniały.

“Kasiu.. posprzątaj. Marysiu, pomóż z obiadem.”

Spektakl w poruszający sposób opowiada, kim były marginalizowane „Kasie” i „Marysie”. Domowe służące międzywojennej Polski, które stanowiły niewidzialny fundament funkcjonowania klasy średniej. Dla zapracowanych rodzin –  mężów wychodzących codziennie do pracy i żon zajętych doglądaniem dzieci i rachunków –  były niezbędne. Wykonywały pracę fizyczną, aby panie domu mogły cieszyć się życiem salonowym, wychodząc na herbatki, dancingi, do kin i teatrów. A pan domu mógł zasiadać na fotelu, spokojnie popijać popołudniową kawę lub herbatę i czytać „Kurier Warszawski” lub słuchać Polskiego Radia. Beztroskie życie pracodawców przypłacały nierzadko zdrowiem fizycznym, psychicznym, a nawet własną indywidualnością. Pracując od czternastu do nawet osiemnastu godzin dziennie, nie było mowy o jakimkolwiek czasie wolnym.

Zarabiając nie więcej niż 30 złotych miesięcznie, po odjęciu podstawowych kosztów skromnego życia, były pozbawione możliwości oszczędzania na starość. Dlatego większość z nich była zmuszona pracować aż do śmierci. Brakowało im pieniędzy nawet na drobne przyjemności i podobnie jak Emilka, jedna z „Kaś” ze „Służących do wszystkiego”, wiele z nich również marzyło choćby o kupieniu bombonierki z czekoladkami. Niestety, przy tak drobnych zarobkach na marzeniach często się kończyło.

Uciekając do miast przed biedą i przemocą w nadziei na lepszy los, wiele z nich nieświadomie trafiało tylko z deszczu pod rynnę.

Taki właśnie był los Emilii, młodej dziewczyny, która przyjechała do miasta, uciekając przed okrucieństwem w rodzinnym domu. Nie oczekiwała wiele, wystarczyłaby jej mała, spokojna izba i niewielki dorobek, najważniejsze, aby był własny. Rodzina, która ją zatrudniła, nie zapewniła jej nawet tego. Przez to zmuszona była spać, a raczej ukrywać się, w małym kredensie, a przy każdym kaprysie właścicieli domu mogła zostać surowo ukarana. Nadzieja pojawia się dopiero wtedy, gdy Emilka odkrywa zaginięcie poprzedniej służącej, które nawiedza ją najpierw tylko w myślach, a potem dosłownie, gdy w nocy objawia się jej duch zmarłej Kasi mówiący zagadkami.

Postać ducha gra Oriana Soika, pojawiając się zarówno fizycznie, jak i jako hologram wyświetlany z projektora. Zbudowało to niesamowity klimat i jako odbiorczyni poczułam się włączona w wewnętrzny świat bohaterki, a momentami miałam wrażenie, jakbym również była prześladowana przez widmo dawnej Kasi. Podobne reakcje zauważyłam u innych widzów, również wmurowanych w siedzenia. Było tak, ponieważ każda scena miała znaczenie, wszystko dzięki mistrzowskiemu balansowi między realizmem a symboliką.

Tylko historia czy może przestroga?

Osobiście uważam, że kluczowym elementem było to, że zamiast zatrzymać się jedynie na historii czasów minionych, co i samo w sobie dałoby ciekawą opowieść, spektakl został poprowadzony tak, by wybrzmiał personalnie dla współczesnego widza. A więc pokazał to, o czym powiedział Ryszard Kulesza: „Historia się powtarza. Zmieniają się aktorzy, scenografia, ale nie zmieniają się motywy ludzkiego działania”.

Twórcy pokazali, że wyzysk i marginalizacja kobiet nie są wyłącznie przeszłością. Pomimo, że współczesna służąca nie została przedstawiona wprost, a temat nie został rozwinięty, dzięki sprytnym posunięciom, jak danie Kasiom nowoczesnych odkurzaczy, widz może sam zauważyć w losie międzywojennych kobiet coś współczesnego. Takie rozwiązanie otwiera dyskusję o współczesnej niewidzialnej pracy kobiet, presji społecznej i klasowych nierównościach. 

Pozostawia pytanie: Ile z tego, co dziś uważamy za podstawowe, powstaje kosztem innych?

_____
Zdjęcie: Joanna Gałuszka

Recenzje
Maria Banyś