Służące do wszystkiego… i do niczego

W dwudziestoleciu międzywojennym wiele kobiet z niższych sfer pragnęło w jakiś sposób odmienić swoje dotychczasowe życie, wspomóc finansowo rodzinę lub po prostu uciec. Miasto wydawało się być do tego idealnym miejscem.


Nowoczesność, a także szansa na zatrudnienie brzmiały kusząco. W zamian za pracę i dach nad głową, służące miały  bez sprzeciwu robić wszystko –  tylko co jeśli dla pracodawcy i prawa nic nie znaczyły?

Na początku spektaklu Teatru Polskiego w Bielsku-Białej w reżyserii Agaty Puszcz widzimy, jak elegancko ubrane panie bądź panowie wybierają sobie idealną kobietę do pracy w swojej rezydencji. Mogą swobodnie podchodzić do ustawionych w rzędzie sześciu dziewczyn i oglądać je, wypytywać o umiejętności, czy nawet bawić się nimi, na przykład popychając na ziemię. Każda ze służących ma trafić potem do nowego domu, gdzie czekają je nowe reguły, obowiązki oraz różne sytuacje, do których musi się dostosować.

Po tym jak młoda dziewczyna, Emilia (Ewa Dobrucka) dostaje pierwszą pracę, wręcz nie posiada się ze szczęścia. Bohaterka spędza noc w skromnym pokoju, nie mając prawie nic – a mimo to jest zachwycona urokami miasta oraz bogactwem rezydencji, w której się znajduje. Zaczyna radośnie wygłaszać do siebie monolog, nie słysząc jeszcze słów drugiej, nieco przerażonej służącej Kasi (Oriana Soika), która pojawia się na scenie. Ich słowa mieszają się, tworząc chaos, ale jednocześnie nie zaburzając obu wypowiedzi. Scena jest niezwykle symboliczna i można ją rozumieć na dwa sposoby – Emilia może prowadzić dwa monologi jednocześnie, jeden na głos, a drugi w swojej głowie. Służąca z ekranu może symbolizować jej drugą, dojrzalszą osobowość, którą dziewczyna próbuje zagłuszyć, żeby nie zderzyć się z brutalną rzeczywistością. 

Jednak równie dobrze Emilka może wcale nie słyszeć jej głosu, a sama Kasia obrazować kobietę, która kiedyś pracowała w tym samym miejscu. W końcu obie dziewczyny się spotykają i nawiązuje się między nimi więź – dla Emilii nowa towarzyszka staje się wręcz duchową przewodniczką, która pomaga jej przetrwać wszystkie ciężkie chwile spędzone pośród arystokracji. Podczas rozmowy zadaje Emilce również ważne pytanie, które nie daje jej spokoju i jeszcze kilka razy pojawia się w sztuce – ,,Czy wszystkie Kasie jeszcze żyją?”.

Drugą młodą, lecz bardziej doświadczoną służącą, jest Petronela (Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt), która kocha tańce i muzykę. Kiedy trafia do nowego domu, okazuje się niestety mieć nieco mniej szczęścia niż Emilka. Według prawa, pomoc domową można zwolnić wręcz za wszystko – wystarczy złe lub zbyt ładne spojrzenie, zbyt wielka uroda bądź jej brak, za długie i za krótkie milczenie, a nawet za samo bycie kobietą. Jednakże obowiązuje jeszcze jeden, niepiśmienny nakaz oraz powód do wyrzucenia – służącej nie wolno odrzucać miłosnych zalotów swojego pana, o czym boleśnie przekonuje się Petronela. Gdy o sytuacji dowiaduje się stróż prawa (Rafał Sawicki), mówi tylko do jej pracodawcy (Tomasz Lorek): ,,Możesz nakazać jej miłość, albo zwolnić. Ona się zwolnić nie może”.

Scenografia jest skromna, ale zupełnie wystarcza, żeby przenieść się w bogate rezydencje lub skromny świat służących. Róż na ścianach kontrastuje z ich czarnymi ubiorami i jest także symbolem dziewczęcości. W drugim akcie staje się także tłem dla kobiet, które w końcu postanawiają się sprzeciwić opresyjnemu systemowi oraz zawalczyć o swoje prawa. Wreszcie znikają robocze ubrania, a zamiast nich widzimy bardziej nowoczesne, rockowe stroje – wszystkie służące zakładają zespół Girl’s Band, gdzie między granymi piosenkami  każda może wreszcie coś o sobie powiedzieć. Co ciekawe, do grupy dołącza także jedna z arystokratek, Regina (Marta Gzowska-Sawicka). Z jej historii dowiadujemy się, że była szwaczką i razem z innymi kobietami ,,stawiała to miasto” – zatem również pani z wyższych sfer była niedoceniana, a jej ciężka praca została zapomniana. 

Niemal na sam koniec swoją historię opowiada także Aleksy (Sławomir Miska). Dzięki niemu dowiadujemy się, że nie każdy mężczyzna z arystokracji źle traktował służące i był dla nich oprawcą. Co więcej, nawet darzył je sympatią oraz szanował, ale w świecie przedstawionym ktoś taki też nie mógł mieć łatwo.

Koncert co jakiś czas zostaje przerwany – przez panią, która postanawia zwolnić Helenę (Jagoda Krzywicka), przez stróża prawa, próbującego przerwać występ, a nawet przez pracodawcę Petroneli, który mimo zaistniałej wcześniej sytuacji prosi ją, by wróciła. Nim jednak dziewczyna podejmie decyzję, jedna ze służących mówi do niej: ,,My wszystkie mówimy ,,nie”. Dlaczego ty nie możesz?”. 

Jednak czy kobieca solidarność  wystarczy, aby pokonać wewnętrzną uległość i wpojone posłuszeństwo? Jakie tajemnice skrywa Kasia na temat innych służących i tego, jak skończyły? Czy jest pojedynczą osobą, a może metaforycznie symbolizuje wszystkie ,,Kasie”, którymi brzydzi się prawo? I co najważniejsze – czy one w ogóle jeszcze żyją?

Spektakl wspaniale porusza trudną tematykę i oddaje hołd zapomnianym, niedocenianym kobietom, które, pragnąc lepszego życia, musiały zderzyć się z realiami pracy w mieście. Podkreśla także, że panujące prawo nie zawsze musi być dobre i niestety niejednokrotnie musi dojść do tragedii, żeby odważono się na przełamanie starych, szkodliwych schematów. 

_____
Zdjęcie: Joanna Gałuszka