Dramat polityczny

O nieobojętnych, lecz bezdomnych politycznie. Młode pokolenie dało się porwać ogólnemu wkurzeniu na naszą zasiedziałą rzeczywistość, leśne dziadki i tajemniczy klej szybkoschnący uporczywie obecny na krzesłach niektórych urzędów. I dobrze!

JAK JEST

A dramat to, moi drodzy, dwojaki i zagwozdka niemała w jednym na dodatek! W chwili obecnej aktorowi grającemu dotychczas główną rolę kończy się kontrakt. Na deski teatru (cyrku?) wraca odwieczny, głodny sukcesów rywal i ani myśli zwalniać tempa.

Jeszcze niedawno poważnie zagrażający rzeczonym artystom nowy w środowisku performer bez porównywalnego doświadczenia, porwawszy tłumy widzów, zdawał się rozdawać karty, ale pomysł wymiany całej kadry pracowników teatru nieco się już przejadł. Pozostali maluczcy i liczący na załatwienie sobie roli w spektaklu ładnym uśmiechem wałęsają się smętnie pod drzwiami, raz po raz krzycząc, aby przypomnieć o swojej obecności.

Lada chwila zmieni się właściciel teatru. Jest nim jedynie z nazwy, ponieważ nie ma praktycznie żadnego wpływu na wystawiany repertuar. Pozostaje mieć nadzieję, że dobierze obsadę i scenografię według własnego uznania i nie będzie posiłkował się opinią Wielkiego Reżysera.

Dopasowanie opisów partii do ich odpowiedników wydaje się być formalnością. Głosuje około połowa Polaków. Sondaże karzącą ręką wskazują odpowiednie miejsca w wyborczym szeregu. Obecnie w Sejmie mielibyśmy tylko trzy partie.

Młode pokolenie dało się porwać ogólnemu wkurzeniu na rzeczywistość naszą zasiedziałą, leśne dziadki i tajemniczy klej szybkoschnący uporczywie obecny na krzesłach niektórych urzędów. I dobrze!


ALE

Około 40% tej grupy oddało głos na Pawła Kukiza, który jako Trybun Ludowego Wkurzenia chce zmieniać wszystko i wszystkich. Problem leży jednak u podstaw – ruch cierpi na brak programu (wyborców niezadowolonych z mojej opinii zapraszam do dyskusji). Jedynym punktem tegoż są JOW-y, moim zdaniem prowadzące do trwałego zabetonowania sceny politycznej – skutku odwrotnego niż zamierzony. Doliczmy głosy zdobyte przez Janusza Korwin-Mikkego i oto kandydaci „antysystemowi” (pomijamy partie rządzące, przekonujące nieprzekonująco, że nie tylko są, ale zawsze były przeciw systemowi) wychodzą na prowadzenie, dzierżąc pięćdziesiąt kilka procent poparcia.

Mamy zatem całkiem niemały potencjał zmian u młodzieży.


PROBLEM

Korciło mnie potężnie, żeby utrzeć nosa tym, którzy nie liczą się z moim zdaniem i sprzeniewierzają istocie pełnionych przez siebie funkcji poprzez ciągłą koncentrację na zażartej walce między sobą.

Zdziwiłem się bardzo i aż zamrugałem oczami (które otwarła mi wyjątkowo szeroko kampania prezydencka), bo oto okazało się, że nie mam jak utrzeć tych nosów długich od niespełnionych obietnic, dumnie i butnie wystających w moim kierunku, kłując po oczach w swoim szyderstwie i pogardzie dla mojego zdania.


SEDNO

Liczyłem, że owo wkurzenie obierze inny, mniej skrajny kierunek. Przecież przyciągnęło osoby o różnych poglądach. Zawiodłem się. Na ten moment nie istnieje partia, na którą chciałbym oddać głos. Zdaję sobie także sprawę, że ugrupowania nie rzucą się teraz do wyścigu, aby walczyć o mój malutki i żałosny, nic nieznaczący głosik. Tak sobie czasem marzę, żeby spełnić swój obywatelski obowiązek bez wyrzutów sumienia i nie głosować „z konieczności”, tylko po to, by nie wygrał ten inny – a przecież obaj mi do końca nie pasują.

Ilu jest podobnych do nas, porzuconych w otchłani beznadziei poglądowej, chcących mieć wpływ na kraj, ale przytłoczonych własną sytuacją i wybierających mniejsze zło? Takich, którzy mają dość medialnych walk kogutów, groźnego stroszenia piór i braku dialogu? Cała masa, a już szczególnie wśród… młodych wyborców. Znajdziemy takich z lewa i prawa, zawieszonych pośrodku, słowem – wszędzie. Takie zagubienie wcale nie oznacza, że nic nam nie pasuje.


MARZENIE EGOISTYCZNE

A mnie się marzy, żeby w Polsce powstała jakaś pożądna partia centrowa co się zowie! W zmęczonych skrajnościami jest naprawdę siła. Dziś nie mamy praktycznie żadnego wyboru, wszystko zdaje się być czarno-białe. Jakby tak wrzucić wszystkie poglądy do kotła, dobrze zamieszać, potem durszlakiem odcedzić, to istnieje szansa, że powstałoby coś, co przyciągnęłoby nawet tych partyjnie zdeklarowanych – bo czy ich też czasem nie męczy ta sytuacja, czy oni też nie mają wątpliwości?

Taki zestaw zapewniłaby tylko partia nastawiona na dialog, nie na kłótnie, jałowe spory, chcąca słuchać i zmieniać się. Ciężko prowadzić dialog wśród skrajności. Czysta utopia.

Karty rozdaje prawica. Brak innych silnych ugrupowań i lewicy (rozczarowanie po kampanii SLD) nie daje szans na zmiany. Bycie lewicowcem jest w ogóle passe, ale to temat na osobny tekst. Taki układ sił zabija jakiś sensowny consensus – bo któż gotów jest zejść z wywalczonych w krwawym boju pozycji? Czy dla kogoś faktycznie liczy się jeszcze zdanie wyborcy?

Osobiście jestem w sytuacji pomieszania totalnego – w niektórych kwestiach lewicowy, w innych prawicowy, a jednak wcale nie niezdecydowany! Nie pójdę głosować w wyborach parlamentarnych, nad czym bardzo boleję, bo pierwszy raz od kilku lat jest okazja, żeby zdziałać coś pozytywnego.

I tak trwamy ze znajomymi, zawieszeni i trochę bez pomysłu, czekając na jakieś przejaśnienie lub tchnienie rozsądku.

 
Zdjęcia: Paweł Leszczyński (więcej zdjęć tego autora)
Korekta: Ewa Kuchta