Tam, gdzie Camorra mówi dobranoc

Zobaczyć Neapol i przeżyć. Nie utonąć pod wałami śmieci i nie wpaść do krateru Wezuwiusza – takie były moje marzenia. Okazało się, że rzekome tony odpadów walających się na ulicach, są najzwyczajniejszym oszczerstwem pod adresem tegoż uroczego miasta. Trąbiący kierowcy, suszące się wszędzie gacie, to najszczersza prawda. Neapol jest wspaniały!

Docieramy do Neapolu z Berlina bez większych trudności. Jest to dzień po terrorystycznym ataku w Sousse w Tunezji, mamy trochę obaw, ale dochodzimy do wniosku, że w krainie gdzie rządzi Camorra, nic się złego nam się nie przydarzy. Na lotnisku odbiera nas sympatyczny Neapolitańczyk. Na pytanie ile potrwa droga do Sorrento odpowiada, że może z godzinę, może z dwie…

Sorrento jest urocze. Po sukcesie filmu „Wesele w Sorrento” z Pierce Brosnanem, miasto zrobiło się niezwykle modne. Na każdym kroku widać młode pary fotografujące się w malowniczych zaułkach. 

Pompeje

Dla każdego miłośnika historii to punkt obowiązkowy. Wsiadamy na dworcu kolejowym i po 40 minutach szalonej jazdy docieramy na miejsce. Podróż pociągiem nigdy nie jest nudna. Połowę drogi towarzyszy nam zespół muzyczny: akordeon, saksofon i tamburyn. Wytrzeszczamy oczy ze zdumienia. Potem są tańce i śpiewy. Neapolitańskie „Funiculi, Funiculà”  „Santa Lucia” „O sole mio” i  „Torna a Surriento” są powszechnie znane, dlatego po chwili śpiewają już wszyscy. Turyści i miejscowi.  

Pompeje to najlepiej zachowane rzymskie miasto. Zostało zniszczone przez wybuch Wezuwiusza 24 sierpnia 79 roku. Popiół wulkaniczny utrwalił budowle, przedmioty oraz niektóre ciała ludzi i zwierząt. Dajemy się porwać szalonemu przewodnikowi – Pepino. Nasza grupka to my, miła Kanadyjka – Indianka Anne – oraz rodzinka z Bilbao – mama Maite, tata Diego, córka Pippa i syn Jose. Nasz zwariowany Pepino prowadzi niekończący się wywód po hiszpańsku i angielsku z takim humorem i swadą, że pokładamy się wszyscy ze śmiechu, poważniejąc jedynie w miejscach, gdy pokazuje nam gipsowe odlewy ludzi. Pompeje to miasto, które ma wszystko oprócz mieszkańców. Podczas prac wykopaliskowych odsłonięto także liczne sklepy, warsztaty, teatr, forum z bazyliką, kurią i świątyniami, trzy palestry i termy, amfiteatr z koszarami gladiatorów.  Najlepiej przeznaczyć na zwiedzanie kilka godzin.

Zosia-Pietrzykowska-Neapol-3

Wezuwiusz

Być tak blisko i nie zajrzeć do krateru byłoby grzechem. Jeep zabiera nas w podróż przez kwieciste i słodko pachnące zbocza wulkanu. Ostatni kilometr trzeba jednak pokonać na piechotę. Nie obywa się bez przygód. W połowie dość stromego podejścia pod krater robi mi się niedobrze. Ale tak dosłownie. Okazuje się, że nie mamy już wody. W temperaturze 40 stopni w plusie chwieję się w pełnym słońcu i modlę, by nie umrzeć przed zobaczeniem Neapolu. Na wąskiej ścieżce odrobinę tarasuję przejście. Trudno. Taki los. Mama przeprasza mijających nas ludzi za tak nieprzystojne widoki. Robię się zielona, bo faza bladości już mi przeszła. Zatrzymuje się chłopak, z plecaka wyjmuje butelkę wody i mi ją podaje. I tak oto David z Arizony uratował mi życie.

Neapol

Nosi nas okrutnie i jakby tego całego skwaru było nam mało – jedziemy do Neapolu. Znów ten sam pociąg, inna grupa muzyczna, lecz repertuar ten sam. Ryk klaksonów jest pierwszą rzeczą, która uderza nas w Neapolu. Klakson w Neapolu ma wiele zastosowań. Trąbieniem możesz wyrazić:
radość,
smutek,
nudę,
żal,
zwątpienie w ludzkość, ale również i zachwyt.

Służy on także do takich celów praktycznych jak poganianie turystów, którzy niczym święte, indyjskie krowy, pojawiają się dosłownie znikąd z obłędem (zachwytem) w oczach.

Tyle naczytałam się o suszącym się praniu, iż poprzysięgłam sobie, że jeśli nie zobaczę wiszących gaci/skarpet/kalesonów (niepotrzebne skreślić) to uznam pobyt za NIE-U-DA-NY.

Wystarczy oddalić się nieco od głównej ulicy, by dokładnie zobaczyć, co neapolitańskie mamy tego dnia akurat uprały (dla zainteresowanych, posiadam około stu zdjęć dotyczących włoskich wariacji na temat bielizny).

Jako że Włosi, a co dopiero Neapolitańczycy, są bardzo religijni (a w Kampanii czci się Ojca Pio bardziej niż Matkę Boską), to na każdym kroku można spotkać urocze, przydomowe kapliczki. Gdy tak bardzo naiwnie i nieświadomie zapuściliśmy się w głębsze rewiry miasta, to potem okazało się, że to była jedna z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Neapolu.  A my tam chodziliśmy i zachwyceni pstrykaliśmy sobie spokojnie zdjęcia, po drodze spotykając przemiłych tubylców, ale jakoś nie turystów. Już wiemy czemu. Uświadomił nas sprzedawca muli i ośmiornic, doradzając nam przy użyciu pantomimy (oni na migi są w stanie wytłumaczyć ciąg Fibonacciego, teorię względności Newtona lub w ostateczności podać przepis na lazanię) abyśmy czym prędzej schowali aparaty fotograficzne i komórki. I tak oto handlarz żywym towarem (muli i ledwo żywych, ale jednak ciągle żywych ośmiorniczek) uratował nasze aparaty przed zmianą właściciela.

Zosia-Pietrzykowska-Neapol

Zalecam jednak zaopatrzyć się w dobre przewodniki oraz mapę, bowiem Neapolitańczycy mimo swych najszczerszych chęci, ni w ząb nie znają angielskiego. Jednak to fantastyczni i przyjacielscy ludzie, którzy starają się po prostu pomóc z tak wielką serdecznością, której nie sposób zapomnieć.  Taksówkarz złamie wszystkie możliwe przepisy, zatrzyma nawet ruch, aby cię zawieźć na miejsce. Aż chwyta to za serce. Zupełnie obcy człowiek zatrzymał dla nas ruch na dwupasmowej ruchliwej drodze, byśmy mogli spokojnie i bezpiecznie przejść na drugą stronę. Nie masz drobnych na metro, a maszyna nie działa? Jedziesz na gapę i po problemie.

Będąc w Neapolu trzeba koniecznie wybrać się do dwóch muzeów: archeologicznego oraz Capodimonte. Tylko ostrzegam – nigdy w środę! Ale o tym możesz przekonać się dopiero po pokonaniu połowy miasta. Nidzie nie ma na ten temat ani słowa. Ale jak tu się na nich gniewać! 

Powrót do domu pociągiem jest znowu wielką przygodą. Ścisk, gorąc, czujesz się jak w saunie. Stoisz na jednej nodze, bo na drugą już nie ma miejsca. Kiedy myślisz, że już nikt się do wagonu nie zmieści, to wchodzi zespół muzyczny z kontrabasem. Koncert podmiejski czas zacząć. I tu nie obywa się bez przygód. Mój tato pada ofiarą złodzieja, który przemyślnie realizuje swój niecny plan. Jednak jego występek zostaje powstrzymany przez odważnego turystę. I tak oto Ludwig z Bawarii, nauczyciel fizyki, uratował tatę przed utratą dokumentów i gotówki.  

Neapol jest cudowny. Neapolitańczycy wspaniali.  To gwarna stolica chaosu i pizzy. Wrócę tam na pewno.

Zosia-Pietrzykowska-Neapol-2

Korekta: Judyta Niedośpiał
Zdjęcia: Zosia Pietrzykowska