PODRÓŻ W CZASIE WOJNY I RAJ NA ZIEMI

55 Krakowski Festiwal Filmowy to z całą pewnością jedno z największych świąt filmowych w Polsce. Tutaj nie mówię nawet o ogromnej bazie filmów zebranych z każdego możliwego zakątka świata od stepów mroźnej Rosji po piaszczyste plaże Brazylii. Nie mówię również o wielkich nazwiskach, takich jak Priit Parn, który osobiście pojawił się na festiwalu, a nawet odpowiadał na pytania publiczności. Całą wielkość i rozmach festiwalu można ujrzeć w tym, że jest to prawdopodobnie jedyny polski festiwal filmowy, którego organizatorzy jeżdżą Lexusami.

Kino Kijów.Centrum

Zacznijmy jednak od początku, czyli od dnia trzeciego festiwalu – wtorku i Kina Kijów.Centrum. W tym też ośrodku przyjdzie nam rozpocząć przygodę z festiwalem otwierając ją Konkursem Polskim. Kompilacją czterech filmów tak dobrych, że grzechem byłoby nie poświęcić im osobnych paragrafów.

Niebieski Pokój

Rozpoczynamy od potężnego zanurzenia emocjonalną batysferą skonstruowaną przez Tomasza Siwińskiego. Przez kolejne czternaście minut czeka nas surrealistyczna podróż przez głębiny wyobraźni reżysera, w której to niepokojąco spokojne momenty wymieszane będą z abstrakcyjnymi zwrotami akcji. Niebieski odcień, który dosłownie zdominował całą paletę kolorów występującą w filmie, działa na widza podwójnie, ponieważ nie tylko hipnotyzuje, lecz wprowadza również ten element dziwnego niepokoju towarzyszącego nam już do końca filmu. Trudno inaczej opisać dzieło Siwińskiego nie zdradzając choćby rąbka tajemnicy tworzącej całą tę misterną zabawę. Po prostu, kiedy następnym razem zobaczycie w kinie „Niebieski Pokój” w reżyserii Tomasza Siwińskiego, nie wahajcie się nawet minuty, to jest zdecydowanie film, który warto zobaczyć.

 

Ameryka

Po hipnotyzującej podróży w głębiny zostajemy z powrotem wyłowieni i postawieni na ziemię przez Amerykę. Film opowiadający o dwóch nastolatkach pochodzących ze wsi, do której jedyne co dochodzi to prąd elektryczny. Jest on surowy w formie, ciężki w odbiorze, ale może właśnie przez to z pozoru prosta historia tak bardzo zapada w pamięć. Chociaż można by mu zarzucić wprowadzenie zbyt wielu wątków naraz, to sposób w jaki narracja podtrzymywana jest przez celne dialogi rekompensuje każde niedociągnięcie.

Dokument

Dokument – film o starzeniu się i samotności wywołanej przemijającymi latami. Bardziej niż na opowieści skupia się na emocjach wyrywkowo opisując przypadkowe dni z życia bezimiennego staruszka. Będziemy mogli przysłuchać się dość przygnębiającej rozmowie z jego córką. Najkrótszy z całej czwórki, specyficzny w formie, zdecydowanie nie przypadnie każdemu do gustu. Trudno jednak odmówić reżyserowi kunsztu i sprawnego oddziaływania na widownię.


Raj na Ziemi

„Raj na Ziemi” to paradoksalnie, patrząc na wcześniej wspomniany tytuł, jedyny prawdziwy dokument w tym zestawieniu oraz najdłuższy ze wszystkich prezentowanych filmów. Przedstawia historię miłosną pary żyjącej w swoim własnym świecie, w przerobionym na pełnoprawne domostwo kamperze. Wraz z kolejnymi scenami dowiadujemy się, że życie poza społeczeństwem to nie jedyna rzecz z jaką borykają się bohaterowie. Do problemów dnia codziennego dochodzi walka z alkoholizmem, która w pewnym momencie staje się kluczowym wątkiem filmu. Pomimo ciężkich tematów, cały film jest lekko i optymistycznie prowadzony, ogląda się go przyjemnie i, w przeciwieństwie do pozostałej trójki, nie pozostawia po sobie śladów kaca moralnego. Czy to źle, czy to dobrze… oceńcie już sami.

Zachęceni tymi świetnymi czterema tytułami postanowiliśmy kontynuować naszą przygodę z konkursem. Następnym punktem na naszej mapie stanęło kino Mikro. Jak się później miało okazać, był to wielki błąd. Zostaliśmy bowiem poczęstowani kompilacją czterech filmów tak złych, że grzechem jest marnować na nie papier (nawet ten elektroniczny).

Na szczęście filmy w Kinie Kijów.Centrum sprawiają, że incydent w Mikro zdaje się być wyłącznie mikroskopijną wpadką organizatorów. Każdy się przecież myli, prawda?

Szczególnie, że następny dzień zaczynamy od świetnego dokumentu pt. „Żar w Rio”, wyświetlanego w Kinie Agrafka. Prawie dwugodzinny film jest debiutem Juliena Temple w pełnym metrażu. W dodatku niezwykle udanym, ponieważ nie dość, że treściwy, to jeszcze posiada zdolność utrzymania skupienia widza na ekranie, której zdecydowanie zabrakło poprzedniego dnia.

Kolejną pozycję przyjdzie nam oglądać w miejscu dość dziwnym, bo na sali wykładowej AGH. „Uwaga, Drony!” to następna kompilacja tym razem zmanipulowanych faktów i teorii spiskowych. Doskonale rozumiem potrzebę nagłośnienia przypadków łamania praw człowieka przez amerykańskie samoloty bezzałogowe, jednak przydałoby się przy tym pamięć, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Małopolski Ogród Sztuki

Ostatnim seansem jakim dzisiaj ujrzymy jest konkurs krótkometrażowy w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Zbiór filmów gorszych i lepszych. Pozwólcie jednak, że skupię się tylko i wyłącznie na tych drugich.

Dysonans

Film zaskoczenie. Nikt się nie spodziewał, że na konkursie filmów krótkometrażowych o raczej ograniczonym budżecie, ktoś pokaże animację tak staranie zaprojektowaną. Kolejne sceny Dysonansu ogląda się niczym wysokobudżetowy film, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej podziwiając kunszt techniczny autorów.

Tik Tak

Druga animacja która zachwyca. Tym razem bardziej sprytnym pomysłem niż rozmachem. Pomysłowa historia i poklatkowy sposób kręcenia to dobry przepis, aby wkręcić widza na dziewięć minut w trybiki zegarka.

Fragmenty May

Raczej by się w tym zestawieniu nie pojawiły, gdyby nie piękna końcówka dająca ukłon filmom Cronenberga. Historia młodej architekt przeżywającej powypadkową traumę raczej mnie nie przekonała… ale jako wielki fan reżysera nie byłbym w stanie popatrzeć w lustro, jeżeli nie wyszczególniłbym tego filmu. Jeszcze raz wielkie brawa za końcówkę.

Pomimo sporej różnicy w jakości, pozostałe filmy zaprezentowane w trakcie tej części konkursu nie należały do najsłabszych. Większość z nich była niedługimi eksperymentami, których forma niespecjalnie mnie porwała, stąd ich brak w zestawieniu. Konkurs krótkometrażowy można jednak z czystym sercem uznać za, już któryś z kolei, mocny punkt festiwalu, szkoda tylko, że ostatni na dzień dzisiejszy, a przedostatni dla nas w ogóle. Kolejnym seansem będzie „Retrospektywa Priita Parna”, czyli filmy studentów mających szczęście szkolić swój warsztat pod jego nadzorem. Trudno byłoby mi napisać o każdym z nich z osobna, a ogromną niesprawiedliwością byłoby pominięcie jakiegoś w zestawieniu. Każdy pokazuje to, co było zawsze najważniejsza dla Priita Parna. Abstrakcyjne myślenie pomieszane z bardzo przyziemnymi motywami, zabawę konwencją oraz samą animacją w sposób niespodziewany. Czy mówimy tutaj o długiej podróży w poszukiwaniu odpowiedniego słupa do lizania, czy o samoprzylepnych uśmiechach zmieniających osobowość człowieka, każdy z filmów zaskakuje, szczególnie jeśli pod uwagę weźmiemy krótki staż studentów. Bardzo miłym akcentem był fakt, że Priit Parn osobiście pojawił się na przeglądzie filmów swoich uczniów. To się nazywa prawdziwy mentor!

Niestety panoramą animacji kończymy przygodę z Krakowskim Festiwalem Filmowym. Myślę, że oprócz małej wpadki w Mikro trudno uznać wydarzenie za nieudane. Przez ostatnie trzy dni mieliśmy okazję ujrzeć naprawdę wiele cudownych filmów, spotkać się i porozmawiać z ich twórcami, a przede wszystkim doświadczyć klimatu, jaki roztaczał aureolę nad całym festiwalem. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze tutaj wrócimy. Do tego czasu zachowamy w głowach obraz Niebieskiego Pokoju czy panoramy Priita Parna. Nägemiseni!

Zdjęcia: www.krakowfilmfestival.pl
Korekta: Judyta Niedośpiał