Oglądamy powtórki

Nie potrzeba wielkich umiejętności dedukcji, aby zauważyć, że magia dzisiejszego kina swoje korzenie zapuszcza coraz głębiej w przeszłość.

Największa w swoim rodzaju instytucja na świecie. Główny brytyjski publiczny nadawca radiowo-telewizyjny. Korporacja medialna mająca swoich fanów nie tylko na wyspach, ale na całym świecie. Firma z misją, nie emitująca reklam i edukująca swoich widzów w każdym produkowanym serialu.

Gigant o wielu twarzach

Brytyjska Korporacja Nadawcza, znana szerzej po prostu jako BBC, to legenda wśród telewizji światowych. To również absolutny guru w kwestii tematyki nowych filmów i seriali. Kiedy BBC wypuszcza nową wersję Sherlocka Holmesa, Rosjanie nie są daleko w tyle. Kiedy robi legendy arturiańskie według własnej wizji, Amerykanie biegną już do tej samej mety. I właśnie na tym polega jej fenomen. Dlaczego właściwie wszyscy ustawiają się w rzędzie, aby zrobić własną wersję czegoś, co i tak już było, nawet jeszcze zanim BBC wzięło to na swój stół monterski?

Sherlock

Kiedy 128 lat temu Arthur Conan Doyle wydał Studium w szkarłacie, jego bohater podbił serca czytelników i nie opuszcza ich aż do dziś. Pomimo mijania wieków i pojawiania się kolejnych ekranowych adaptacji – a trzeba zauważyć, że w tej kwestii do brytyjskiego detektywa należy rekord (ponad 200 filmów i seriali) – tajemnica jego nieśmiertelności pozostaje nierozwiązana. Sherlock zamiast się starzeć, staje się coraz młodszy i tylko zyskuje na popularności. Najpierw Basil Rathbone, potem Jeremy Brett, wreszcie Benedict Cumberbatch, Johnny Lee Miller i Robert Downey Jr. I choć zagadki pozostają te same, a ich rozwiązania znamy na pamięć, liczba widzów nieustannie rośnie.

Merlin

Wieki nie wywierają wrażenia na detektywach, tymczasem królów nie obalą nawet millenia. Choć minęło 1500 lat, legendy arturiańskie pozostają klasyką, zyskują fanów oraz objętość. To drugie wynika nie tylko z odkryć historyków i archeologów, ale przede wszystkim, wyobraźni scenarzystów. Do tego stopnia, że nawet BBC postanowiło zabawić się z legendą odbiegając daleko od oryginału, który dla ich kraju jest świętym Graalem literatury. I pomimo, że różnic jest wiele, to u podstaw wciąż pozostają baśnie o rycerskich wyczynach, pełne magii i przygód, opowiadające o lepszym, sprawiedliwym świecie. I niezmiennie poruszają one serca widzów tak jak kiedyś poruszały wędrowców wysłuchujących w karczmach pieśni bardów.

Legenda nie umiera

Co sprawia, że więcej jest chętnych do tego, by zobaczyć kolejną znaną, przewidywalną wersję tej samej historii, niż nowe, oryginalne dzieło? Być może rzecz w tym, że powtórki klasyków, choć do siebie podobne, wciąż potrafią zaskakiwać, lecz przy tym zapewniają wysoki poziom. Historie, które już słyszeliśmy, to historie, o których wiemy, że są dobre. Z tego samego powodu tysiące ludzi w różnym wieku nie tylko z zapartym tchem oczekują nowych filmów opartych na ich ulubionych opowieściach, ale sami próbują swoich sił za kamerą lub przed komputerem tworząc tysiące tzw. fanvideo – kompilacji i przeróbek scen z ulubionych seriali i filmów, które po zręcznej manipulacji tworzą osobną historię i zbierają tysiące widzów na YouTube.

W tym rzecz. Dla wymagającego widza zawsze jedna ciekawa i umiejętnie skonstruowana historia powtórzona nawet po raz dwusetny, w wersji kosmicznej czy morskiej, wciąż będzie lepsza niż trzysta przeciętnych produkcji. A kolejne pokolenia mają dzięki temu okazję poznać opowieści, które zapisały się już na kartach historii. Mają okazję poznać je w wersji dla nich przystępnej, osadzonej w ich realiach, co podkreśla ich uniwersalność.

Zdjęcia: http://bit.ly/1WtK4Ay
Korekta: Ollo Dębińska