Powroty Bonda. Jamesa Bonda

„SPECTRE” powraca do dobrych lat 60., eksplodujących gadżetów, namiętnych nocy i klasycznych czarnych charakterów. A Bond, James Bond, powraca do własnej przeszłości…

Długo wyczekiwany, 24. film z kultowej serii o agencie 007, po nie do końca udanych „Casino Royale” i „Quantum of Solace”, nie zawiódł wiernych fanów.

Reżyser postawił na klasykę, ale zrobił to w nowatorski sposób. Przywrócił Bondowi jego kobiety, ale nadał jego romansom sentymentalny charakter. Zabawił się z tymi, które Bond kochał w kanonie, ale też zbudował własne, wyjątkowe postaci. Przywrócił Q-branch do dawnej chwały, aktualizując ich system na bardziej nowoczesny. Obsadzenie Bena Wishawa w roli Q, ze swoimi minimalistycznymi, eleganckimi gadżetami, było chyba najbardziej wstrząsającą, a zarazem ryzykowną zmianą, która jednak okazała się strzałem w dziesiątkę. Nowy Q zyskał tysiące fanów. Wreszcie Mendes postanowił postawić na większy obraz, połączyć filmy. Zrobił to na swój sposób, pisząc własną historię dla Bonda, ale jest to zrozumiałe – próba logicznego połączenia wszystkich filmów od lat 60. byłaby skazana na porażkę.

W „Skyfall” Bond wrócił do gry. W „SPECTRE” pokazał, że mimo wieku nadal jest w niej mistrzem.

Muzyka od zawsze towarzyszyła filmom o Jamesie Bondzie jako ich integralna część, nadająca im wyjątkowego charakteru. Tym razem na wykonawcę motywu przewodniego został wybrany młody Brytyjczyk, który podbił świat swoją piosenką o miłości. Mowa oczywiście o Samie Smithie. Jego „The Writing’s on The Wall” nie brak wad. Utwór nie jest chwytliwy, refren zbyt mało wyraźny. Nie jest to piosenka, która wwierca się w umysł i którą nuci się potem, idąc ulicą. Ale to nieistotne detale. Mimo wszystko Samowi należy się szacunek. „The Writing’s on the Wall” nie jest komercyjnym i płytkim 5-minutowym hitem, tylko prawdziwym dziełem sztuki. Być może ze swoją niekonwencjonalną, poetycką linią melodyczną nie osiągnie takiego sukcesu jak „Skyfall” Adele, ale idealnie pasuje do filmu i dla wielu stanie się jednym z ulubionych utworów.

A kiedy padł już otwierający strzał, kiedy muzyka cichnie, rozpoczyna się prawdziwa uczta dla oczu. „SPECTRE” prezentuje światowy poziom – dosłownie.

Każdy, kto zna i lubi przygody najsłynniejszego brytyjskiego agenta z licencją na zabijanie był podekscytowany już wtedy, kiedy tytuł filmu wypłynął na fale Internetu. „SPECTRE” to po angielsku WIDMO”, nazwa organizacji terrorystycznej rządzonej przez bezwzględnego Ernsta Stavro Blofelda, z którą Bond Connery’ego mierzył się wielokrotnie w latach 60. i która w 1969 roku kosztowała go miłość jego życia. Oczywiście w 1981 roku James zemścił się ostatecznie na Blofeldzie, więc jego powrót to niemożliwe zmartwychwstanie. Jednak „SPECTRE” to powrót do lat 60., a nie kontynuacja. Od czasu „Skyfall” filmy o 007 to raczej próba opowiedzenia historii agenta od nowa. Zabawa z klasyką, ale też spojrzenie w przyszłość.

Będzie Moneypenny, w swojej nowej, odważniejszej wersji, której miejsce jest nie tylko za biurkiem, ale też w terenie. Będzie M, w nienagannie wyprasowanym garniturze, reprezentant brytyjskiego wywiadu, i bez marynarki, zaprawiony w boju podpułkownik, który zbyt dobrze zna życie, by zawsze stosować się do procedur. Będzie Q ze swoim nieodłącznym laptopem, ale pojawią się także ogniste gadżety. Będą piękne nowe i stare samochody. Będą pościgi, sceny walki, rozgrywki psychologiczne. Ale będzie też bardzo zabawnie. Będzie kot, i to nie jeden. Będą shaki proteinowe. I będzie Q.

Świat w 2015 jest inny, niż był w 1962 roku. Inny jest też Bond. Nowy Bond jest Bondem naszych czasów i tak jest dobrze.

Właśnie takie było najtrudniejsze zadanie agenta 007 – od zawsze miał być odzwierciedleniem naszych czasów. A w XXI wieku filmy to już nie tylko rozrywka. Może nie wszyscy będą zadowoleni ze zmian. Być może niektórzy zatęsknią za starym 007 – tak jak wielu tęskni za światem sprzed pół wieku. Ale dla tysięcy fanów na całym świecie Bond, który rośnie wraz ze swoją własną popkulturą i fankulturą, jest nadal prawdziwym bohaterem. Stary pies, nowe sztuczki. „SPECTRE” jest filmem godnym polecenia każdemu.

Zdjęcia: Oficjalny fanpage „SPECTRE” na Facebooku
Korekta: Ewa Kuchta