Czy młodzi rzeczywiście są digital natives?

Młode pokolenie zmienia się w zawrotnym tempie. Ma nowe możliwości realizacji swoich pomysłów. Świat nie może zdecydować, czy jest z tego zadowolony.

Kim są „digital natives”? „Zamiast tekstu wolą grafikę, informacje pochłaniają błyskawicznie, przywykli do „przetwarzania wielowątkowego”. A według badań bez internetu czują się zagubieni. Cyfrowi tubylcy, czyli „digital natives” są wśród nas” – tak głosi nagłówek jednego z artykułów odnoszących się do zjawiska „digital natives”. Brzmi groźnie. Oczywiście, nietrudno się domyślić, że autor tekstu ma na myśli młodzież. Komputer i internet stworzyły nowych młodych ludzi, innych niż pięćdziesiąt lat temu. Ich potrzeby są odmienne. Podobnie jest w przypadku zainteresowań, funkcjonowania społecznego, a nawet wiedzy ogólnej. Ten nowy „gatunek” ludzi Marc Prensky nazwał właśnie „digital natives” .

Teraz vs kiedyś

Autor w swoich rozważaniach, zatytułowanych „digital natives, digital immigrants”, mówi o radykalnej zmianie młodych ludzi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Świat nie wie, jak ma odbierać te zmiany, ale zazwyczaj są one postrzegane negatywnie. Starsze pokolenie mówi, że młodzi nie czytają książek, nie interesują się niczym, nie żyją tak dobrze, jak żyło się kiedyś. Pytanie tylko, jak młodzież ma być przystosowana do czytania papierowych książek, jeżeli od najmłodszych lat widzą, że standardem są audiobooki, e-booki, a fabuła powieści jest świetnie umieszczona w grze komputerowej? Dlaczego młodzi nie mają korzystać z internetu, skoro w sieci znajdą to, czego potrzebują szybko i bez większych problemów? I w końcu, czy rozsądnie jest zakazać im korzystania z udogodnień, z których korzystają ich rodzice, a czasami nawet dziadkowie?

Często mówi się, że młodzi nie mogą oderwać się od komputera, podczas gdy starsi podobno używają go tylko w celach wyższych, takich jak praca. Warto jednak zauważyć, jaki młodzież ma stosunek do korzystania z sieci. Internet jest źródłem informacji, kontaktów społecznych, właściwie wszystkiego. Dlatego są od niego poniekąd uzależnieni, bo tego też uczyli się od dziecka. Inaczej, niż starsze pokolenie.

Nie przesadzajmy

Mimo wszystko, model dziecka, żyjącego tylko dla komputera, jest mocno przerysowany. Zdarzają się takie przypadki, lecz młodzi ludzie to wciąż młodzi ludzie. Poza nowoczesną technologią mają swoje życie. Korzystają z zajęć, spotykają się ze znajomymi oraz (co może dziwić) uczą się i czytają książki. Franek, uczeń liceum ogólnokształcącego, zauważa: – Zdecydowanie jestem uzależniony od nowoczesnej technologii, ale lubię czytać książki. Jeśli ktoś ma chęci, to technologia w niczym nie przeszkadza. Czy to, że zamiast wysyłać listy, młodzi ludzie komunikują się przez Facebooka coś zmienia? Ich „codzienność” jest nieco inna, ale nie aż tak negatywna jak postrzega to większość społeczeństwa.

W obronie przed zmianami

Uważam, że dzisiejsza młodzież nie powinna się bronić przed określeniem „digital natives”. – Po co mielibyśmy się bronić? W końcu po to jest technologia, żeby ułatwiać życie. Co innego, gdy ktoś przesadza – mówi Bartek, bielski licealista. Jesteśmy mocno związani z nowoczesną technologią. Nawet najbardziej uparty outsider nie wysyła znaków dymnych, nie kupuje gołębia pocztowego. Musimy wreszcie przyznać, że młodzi są inni, niż kilka dekad wstecz, co nie oznacza, że są gorsi. Dzisiaj codzienność toczy się niezwykle szybko. Jak chcielibyśmy wrócić do poprzedniego sposobu życia? Być może jest to wykonalne, ale po co się cofać?

Ludzie sami stworzyli taki świat i sami wychowali młode pokolenie tak, by korzystało z nowoczesnej technologii. Kiedyś, zamiast czerpać wiedzę z internetu, korzystało się z książek, jeszcze wcześniej z przekazu ustnego. I jak słusznie zauważył jeden z internautów: – Czy takich ludzi należało nazywać „book natives”, „speaking natives”? Świat się zmienia tak szybko, jak szybko funkcjonuje. We wszystkim trzeba znaleźć umiar i rozsądek, ale nie ma sensu bronić się przed rzeczywistością, którą sami tworzymy.

Grafika: Olga Then
Korekta: Aleksandra Dębińska