Pociąg

Tego świata już nie ma. I tych fryzur, i rozkloszowanych spódnic w drobną kratkę.

Proszę wsiadać! Drzwi zamykać! Odjazd!

Film Jerzego Kawalerowicza z roku 1959 zabiera nas nie tylko w podróż nocnym pociągiem nad morze, lecz niczym wehikuł czasu, przenosi nas w lata 50 ubiegłego wieku„Pociąg” jest to szalenie kameralny i muskający swą delikatnością obraz. Skupia się głównie na psychologii bohaterów i ich emocjach. Akcja filmu toczy się podczas podróży nocnym pociągiem na Hel. Początkowo cała uwaga koncentruje się na dwójce bohaterów granych przez Lucynę Winnicką i Leona Niemczyka. Ona – tajemnicza, zmysłowa blondynka i on – małomówny i charyzmatyczny lekarz. Zbieg okoliczności nazywany losem sprawia, że zostają umieszczeni w tym samym wagonie sypialnym. Nie chcieli spędzać podróży nękani obecnością innych osób. Chcą, by jedynie ich własne myśli towarzyszyły im wyprawie – w głąb własnej duszy. Są niechętni do rozmów, szczędzą słów i gestów. Domyślamy się, że cierpią. Oboje głęboko w sercu  noszą swoje tajemnice . Jakie?

Widz jest tu jednym z podróżujących i, niczym mucha na ścianie, obserwuje w ciszy rozwój wydarzeń. Potem, z dokładnością geometryczną, w opowieść wciągani są inni bezimienni pasażerowie. Oszczędne dialogi, subtelna, hipnotyzująca muzyka Andrzeja Trzaskowskiego i wokaliza Wandy Warskiej (nie uwolnisz się szybko), barwne postacie drugoplanowe, gdzie każdy ma swoje zadanie do spełnienia, zamykają pędzący pociąg. Nie ma tu niepotrzebnych dialogów, ani gestów. Gdy już się wydaje, że podróż zbliża się ku ostatniej stacji, a widz żywi cichą nadzieję, że bohaterowie nareszcie padną sobie w ramiona, a ich zmęczone tułaczką po zdradliwych torach miłości dusze odnajdą swoją drugą połówkę, na scenę wkracza milicja. W poszukiwania mordercy zostaną wplątani wszyscy.

W prostocie siła

Niemczyk i Winnicka grają w sposób naturalny i dojrzały, a także prezentują bardzo oszczędny, by nie powiedzieć, ascetyczny styl gry. Gęste rzęsy, powłóczyste spojrzenia, ukazujące cierpienie i tęsknotę, czy zmysłowe usta mówią bez słów. Lucyna Winnicka za swoją kreację otrzymała nagrodę aktorską na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.

Inni pasażerowie to typowi Polacy tamtych czasów. Mamy tu zakochanego bez pamięci Staszka w osobie samego Zbigniewa Cybulskiego, romantyczną panią konduktorkę, rozmodlonych uczestników pielgrzymki, księdza, kierownika pociągu, mężczyznę cierpiącego na uporczywą bezsenność oraz nieprzerwanie flirtującą młodą żonkę starszawego adwokata. Każdy tu czegoś szuka: jedni Boga, inni – ukradkowych spotkań czy miłych słów, a jeszcze inni szukają miłości.

Czego tu nie znajdziemy? Na pewno szybkiej akcji i podanej na tacy prostej, przewidywalnej puenty. To obraz dla widza wrażliwego i rozsmakowanego w legendarnym już kinie spod znaku polskiej szkoły filmowej. „Pociąg” to jednak krótka wyprawa na Hel, która szybko dojeżdża do stacji końcowej. Nie brak w tym filmie śmiesznych momentów, zabawnych dialogów i celnych uwag. Pozostaje wiele niedomówień. Widz zostaje wysadzony wprost na bałtyckiej plaży z pytaniem: I co dalej?

Zdjęcie: www.film.org
Korekta: Aleksandra Dębińska