Wszystko ma swój smak

Są takie smaki, do których każdy lubi wracać. Które kojarzą się dobrze, często z dzieciństwem i rodzinnym ciepłem. Nawet jeśli wraca się do nich rzadko.

Lepiej niż w domu

Jajecznica dzielona na trzy wnuczki, Bieluch wymieszany z dżemem na talerzyku z arcorocu… Zresztą sam domowy dżem borówkowy i wszelkie jego konsekwencje w postaci niebieskich zębów, sinych ust i artystycznych akcentów na koszulce to moje smaki. Tak samo, jak naleśniki przewracane przez dziadka w powietrzu, które potem precyzyjnie lądowały na patelni (babcine nie wykazywały zamiłowania do lotu i zdarzało im się kończyć na szczycie kuchennej szafki) i jego doskonałe, pod każdym względem, jajka na miękko. Nawet dziadkowa zupa cebulowa (cebulowa głównie z nazwy), do której wrzuca czosnek i całą zawartość szuflady z przyprawami. Może z wyjątkiem wanilii, bo cynamon jest. Dla większości osób wystarczy, jeśli spróbują raz. Tak było.

Moi znajomi ze swojego dzieciństwa pamiętają herbatę u babci, która zawsze smakowała lepiej, niż w domu (większe łyżeczki do cukru?), kluski z mąki, mleka i jajka gotowane na wodzie i posypane kakao, chleb ze startym serem i papryką konserwową, bułkę z masłem i solą, młode ziemniaki ze skwarkami, grzyby pieczone na blasze starego paleniska, kaszankę na niedzielne śniadanie, mazurek na Wielkanoc. I to, że naleśniki u babci są lepsze, niż w domu. Zresztą u babci wszystko smakuje zdecydowanie lepiej.

Pokolenie rodziców pytane o smaki dzieciństwa wymienia kromkę świeżego chleba ze śmietaną i cukrem, drożdżowy placek z kakao, butelkowaną oranżadę, wiosenne kwaśne listki traw. I sernik. Sernik wszędzie, bo trzy krowy zobowiązywały.

„Na oko” i zawsze z sercem

Dla mojej mamy takim smakiem jest szarlotka – najczęściej pieczone przez jej mamę ciasto w tamtym czasie. Trzeba było ręcznie obrać jabłka i całą ich ogromną miskę zetrzeć na tarce. Nie tak, jak teraz, kiedy wystarczy wrzucić do maszynki i już. Ciasto przetrwało do dziś w niezmienionej formie i cieszy się wielkim powodzeniem u wnuków, ale przede wszystkim u dorosłych już dzieci. Cały sekret tkwi w tym, że jak to zwykle z rodzinnymi przepisami bywa, tylko babcia potrafi upiec ją w taki sposób, żeby była tą szarlotką, a nie jakąś inną. Ile mąki? Na oko sypnij. Albo pierogi ruskie. Prostokątne, z wdzięczną falbanką. Domowy chleb i makaron, z którego resztki kładło się na gorącej blaszce na kuchence.

Dziadkowie z kolei wspominają ciasto drożdżowe od święta, rosół z makaronem albo ziemniakami, czy też same ziemniaki z cebulką. Jak widać, pokoleniowo wcale się tak nie różnimy pod względem jedzenia.

Bo jedzenie jest ważne. Wszystkie dziwne smaki – kopytka z cebulą i skwarkami podane ze śmietaną, mielone z makaronem w sosie śmietanowym i gołąbki z kleksem śmietany na Ukrainie (zaryzykuję stwierdzenie, że o czym nie pomyślicie, tam dostaniecie to ze śmietaną). Wszystkie zaskakujące w danym czasie – masło w małych pudełeczkach na zielonej szkole i radość z odpakowywania go, czy niemiecka woda mineralna w srebrnych kartonach po pół litra. One wszystkie tkwią w pamięci i opowiadają jakąś historię. Dobrze się kojarzą i mają swój własny smak, odczuwalny nie tylko na języku.

Zdjęcie: Sebastian Wójcik
Korekta: Justyna Fołta

Teksty Ola Płonka
Ola Płonka