Świat fleszy i czerwonych dywanów

Natalia Janoszek jest posiadaczką tytułów miss, aktorką Hollywood i Bollywood. Kiedy w Indiach wybiera się na zakupy, specjalnie dla niej zamykają sklep. Jeździ limuzyną, towarzyszą jej ochroniarze.

Zosia Pietrzykowska: Na wstępie chciałam powiedzieć, że jestem bardzo dumna z tego, że piękne dziewczyny z Bielska-Białej robią karierę w różnych częściach świata. Pani Natalio, jak to się zaczęło?

Natalia Janoszek: Zaczęło się od pierwszego występu na scenie w wieku 3 lat z jednym z bielskich zespołów pieśni i tańca. Wtedy zakochałam się w scenie, występach przed publicznością i ta miłość została mi do dziś. Chyba dlatego jestem, gdzie jestem i robię to, co robię.

Tak, to ważne, by robić to, co się kocha. Czy pamięta pani pierwszy dzień na planie filmowym?

Pierwszy dzień był dla mnie skokiem na głęboką wodę. Nie zdążyłam jeszcze otrząsnąć się po przylocie do Indii, nie oswoiłam się z nowym miejscem, a od razu pierwszego dnia reżyserka zaplanowała mi scenę, dość mocną. Nie mogłam dać plamy na sam początek, więc zebrałam się w sobie i do dziś wydaje mi się, że była to jedna z moich najlepszych scen.

Czy Polka w Indiach jest czymś tak egzotycznym jak Hindusi w Polsce?

Na pewno w jakiś sposób tak. Dla wielu Hindusów, którzy nie mają możliwości ani razu w życiu wyjechać poza granice kraju, jest to jedyna możliwość na zobaczenie kogoś spoza ich kultury i to samo w sobie jest już bardzo egzotyczne. Ja często jestem przerabiana na Hinduskę, ponieważ mam dość plastyczną i mało słowiańską urodę, ale i tak dla nich zawsze już zostanę „zagraniczną gwiazdą”.

Wkrótce pojawi się pani także na czerwonym dywanie w Cannes. Proszę przybliżyć nam swój najnowszy – czwarty już film „The Green Fairy”.

“The Green Fairy” to film wyprodukowany przez Upward Rising Development z Los Angeles. Film nakręciłam już rok temu, ale dopiero teraz będzie miał swoją europejską premierę. Jest to historia absyntu, trochę dokument, trochę fantasy. Gram w nim rolę Henriette Henriot, która uznawana jest za pomysłodawczynię receptury na absynt i pierwszą kobietę, która prowadziła bar. W tamtych czasach było to naprawdę czymś niesamowitym.

Kiedy wraca pani do Indii?

Wkrótce wracam na plan filmowy, w Bombaju powstaje „The Chicken Curry Law”. Teraz mam przerwę w zdjęciach.

Bollywood, Hollywood, a kiedy filmy w Polsce? Czy ma pani plany na role u nas?

Są takie plany. Może jeszcze w tym roku będzie okazja zobaczyć mnie na polskim wielkim ekranie, ale na razie nic więcej zdradzić nie mogę.

Trzymamy kciuki i życzymy dalszych sukcesów.

Zdjęcie: Archiwum prywatne Natalii Janoszek
Korekta: Aleksandra Dębińska