Zero

13 czerwca ubiegłego roku była sobota – nie standardowa-wieś-sobota, lecz niezwykła, rzadko następująca, wsiadam-dziś-do-pksu-sobota. Minuty przed godziną trzynastą zjawiłem się w Bielsku-Białej i udałem do aesthetycznego pokoju w obskurnym budynku przy ul. Krasińskiego. Przywitały mnie tam cztery osoby – jedna z niebieskimi włosami, druga była małym potworem, a trzecia i czwarta już dawno ukończyły studia i teraz tu pracowały, czego dowiedziałem się dopiero po zadaniu pytania „Gdzie chodzicie do szkoły”. Nic dziwnego, w tym miejscu każda osoba to w duchu gimnazjalista (ale taki szymon-gimnazjalista) i choć przybywa dziadków, ejdżyzm nie zachodzi, i choć ludzie odchodzą, nie ma żałoby, bo oczywistym jest, że wrócą. Nawet, gdy to miejsce zmieniło miejsce wciąż zostało takie samo, mimo kolejnych zmian.

Wpierw musiałem zapoznać się ze złożonymi strukturami wewnętrznymi. Na szczycie piramidy znajduje się #Kapitan. Ów piramida jest jednak figurą paradoksalną, niekompatybilną z geometrią euklidesową, ponieważ nie trzeba się po niej wspinać, by znaleźć się na górze, choć ta góruje, wygląda i pielęgnuje wszystko inne:

  • #TabaxFam – największe rozrabiaki na dzielni, montują lepiej od taśmy dwustronnej.
  • #PisarzeFiglarze to mędrcy wędrowni, do tawerny nie wstępują częściej niż to konieczne.
  • Co to, kto to, grupa #FoTo!

Powyższe gatunki mają tylko jeden znak wspólny – firmowy fartuch. Niektórzy używają go także jako naramienny kontener, choć nie do tego jest przeznaczony. Do merchu należą również wachlarze, które ukazały się już w czterech edycjach oraz piorunujące t-shirty.

Po krótkim czasie zrozumiałem również, jakich niepisanych zasad należy przestrzegać.

  • Lepiej nikomu nie podskakuj, bo jeszcze napiszą o Tobie artykuł.
  • Jeśli ktoś ceni swoje sztućce radzę nie przynosić – zastawa stołowa ginie w czeluściach Towarzystwa.
  • Bez MAGENTY ani rusz – pamiętaj, to nie róż.

Nowych kandydatów werbuje się na ulicach. Grupa wysłanników krąży po okolicznych terenach i stara się dopaść potencjalnych rozmówców. Nakazują podpisanie cyrografu i oddanie swojej twarzy – właśnie przez tę część procesu zmartwieni o swe dzieci rodzice zakazują im wychodzenia na dwór podczas burzy.

My jesteśmy tą burzą. Robimy piorunujące wrażenie. Wysokimi hopami zmierzamy w przyszłość.

Minęło już 365 dni, a ja wciąż nie ogarniam. Nie ogarniam czasu, miejsca, ani akcji, ale tak właśnie powinno być od samego początku.

zero-dwa

Rysunek: Szymon Sporysz
Zdjęcie: archiwum rodzinne, Szymon Sporysz podczas urodzin

Teksty Szymon Sporysz
Szymon Sporysz
  • Kinga Budzyn

    Niebieskie włosy, no cóż… :D Ale mały potwór?

  • „Lepiej nikomu nie podskakuj, bo jeszcze napiszą o Tobie artykuł.” – wygrałeś.