Obłęd tuż za rogiem

Patryk, lat 15. Normalny, uśmiechnięty chłopak. Kto by pomyślał, że depresja zżera go od środka? Myśli samobójcze, stany lękowe i poduszki mokre od łez są dla niego na porządku dziennym.

To byłem ja. Nikt nie był w stanie mi pomóc, ale też – dziś to widzę – nikogo o pomoc nie poprosiłem. Nie robiłem tego z różnych względów. Ze strachu przed wyalienowaniem, czy też z pewności, że i tak nikt nie udzieli mi wsparcia. Powodem depresji była śmierć bliskiej mi osoby. Moja dziewczyna, kilka lat ode mnie starsza, została potrącona przez ciężarówkę. Trafiła do szpitala, lecz nie udało się jej uratować. Zmarła tej samej nocy. O jej wypadku dowiedziałem się dopiero następnego dnia, nie mogłem więc usiąść przy jej łóżku i dotknąć jej dłoni po raz ostatni, by się pożegnać.

Pewnie nieraz widzieliście filmy, w których zrozpaczony bohater wydzwania ciągle do bliskiej osoby, by jeszcze raz usłyszeć jej głos, nagrany na poczcie głosowej. Tak było i w moim przypadku. Kilkadziesiąt razy dziennie wysłuchiwałem tego samego zdania, pieściłem ucho, słysząc jej roześmiany głos.

W tym wszystkim byłem sam. Prawie nikt nie wiedział o moim problemie. Dla nich wciąż byłem tym uśmiechniętym, dawnym Patrykiem. Z jednej strony było mi to na rękę – nie czekałem na udawane współczucie, rozdrapywanie ran przez ich pytania. Jednak z drugiej, coraz bardziej odcinałem się od ludzi, a samotność tylko przyśpieszała rozwój choroby.

Byłem strasznie zagubiony. Nie widziałem sensu w niczym. Byłem pewien, że tylko śmierć może uratować mnie od bólu, przenieść w stan nieświadomości. Jak udało mi się pokonać to wszystko? Od dziecka pasjonowałem się sztuką pisania, zawsze sprawiało mi to radość. Postanowiłem do tego wrócić. Uderzyłem w chorobę mocno, celując w to, co ją wywołało – śmierć Antosi. W efekcie powstał tekst, który pozwolił mi choć trochę pogodzić się z jej odejściem.

Skutki nie były jednak trwałe. Po niedługim czasie depresja wróciła ze zdwojoną siłą. Jak tonący, chwytający się brzytwy, postanowiłem opowiedzieć komuś o tym, co mi się przytrafiło i podzieliłem się swoim opowiadaniem. Wtedy stała się rzecz niemożliwa. Mówiąc, że jest to fikcja literacka z fragmentem rzeczywistości, udało mi się wywołać skrajne emocje bez, według mnie, zbędnego współczucia. Aż ciężko opisać jak bardzo zmieniło to moje podejście. W końcu znalazłem sens, motywację do dalszego życia. Zrozumiałem, że właśnie to jest mój sposób na poradzenie sobie z depresją.

Patryk, lat 20. Radosne iskierki kryją się w jego spojrzeniu, pewność siebie wręcz emanuje z jego postawy. Pomaga znajomym, którzy są w podobnym stanie, do tego, w jakim on był kilka lat temu. Wspiera ich, walczy wraz z nimi aby przezwyciężyli depresję.

Po kilku latach udało mi się na tyle opanować potwora siedzącego w mojej głowie (uważam, że depresja jest chorobą podobną do alkoholizmu, już na zawsze siedzi w człowieku), że zacząłem rozmawiać o moim problemie. Tak naprawdę niczym nie różnię się od osób z depresją. Nadal często nie potrafię pokonać kolejnego kroku, nadal płaczę do poduszki na myśl o Antosi. Ale nauczyłem się radzić sobie z własną chorobą. Już nie jest straszna, stała się fragmentem mojej osobowości, którego nie powinienem ukrywać. Po latach walki ta bestia zamieniła się jedynie w pluszową zabawkę.

Zdjęcie: Marcin Niedziałek
Korekta: Kamila Białożyt