XXVII Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej

W Bielsku-Białej odbył się XXVII Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej. Wspomnienia z imprezy okiem wolontariusza, czyli trochę od teatralnej „kuchni”. 

Leżeliśmy na „Pigalu” z Onufrym. Była słoneczna sobota. Niemiecka grupa przygotowywała się do występu. W mieście trwał Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej. Dzień później jury wyłoniło laureatów, a ja postanowiłam wytypować moich. Oto oni.

Maria S

To autorski monodram Eweliny Ciszewskiej z Teatru Sztuk z Wrocławia. Historia toksycznej relacji matki z córką zestawiona z historią szkockiej królowej Marii Stuart. Główną „rolę” (teatralna gra słówek) odgrywa tu ogromna, tajemnicza, biała suknia na stelażu, która jest nie tylko eksponatem muzealnym (którym opiekuje się bohaterka Marysia), ale też łóżkiem, szafą, wanną, a nawet gilotyną. Widzimy dwie płaszczyzny: tą przyziemną – XXI wiek, matkę dzwoniącą co pięć minut do córki: „zrobiłam pyszny obiad, pierogi”, „znowu chora jesteś?!”, ”kiedy ty sobie w końcu kogoś znajdziesz?”. I tą historyczną – XVI-wieczną Szkocję – religijne spory chrześcijańskie królowej z prawosławnym, fanatycznym pastorem. Obie historie kończą się fiaskiem: ścięciem królowej oraz wygraną „matczynej miłości”. Spektakl zwraca uwagę na ważny problem, jakim jest nadgorliwość rodziców. Dla Ciszewskiej okazuje się ona tak bolesna, jak prześladowania religijne, a nawet śmierć z rąk drugiego człowieka.

IMG_4865

Opowieść o Wani i tajemnicach rosyjskiej duszy

Monodram w wykonaniu Michała Szełomiencewa z teatru Karlsson Haus z Petersburga. Z jednej strony jest to bajka dla dzieci o smoku (po rosyjsku – dragon [z akcentem na „o”]), który pożarł wszystkich ludzi oprócz baby, dziada i ich synów. W końcu pożarł i synów, a że staruszkowie byli zbyt kościści i mógłby się udławić – zostawił ich w spokoju. Babcia i dziadek byli już za starzy, żeby mieć dzieci. Stał się cud – bocian przyniósł im niemowlę Wanię, który jak tylko dorósł, ruszył do walki ze smokiem. A co robili przyrodni bracia Wani, gdy znalazł ich w brzuchu smoka? Pili wódkę. Można powiedzieć, że to powiastka filozoficzna o egzystencji życia ujęta stereotypowo, ale i obalająca wyobrażenia, czy mity. Opowiastka o wzlotach, upadkach i o tym, że warto dążyć do celu.

W sobotę o godzinie 12:00 udało mi się zdążyć na ostatni (trzeci) dzwonek zapowiadajacy spektakl: „Dziady po Białoszewskim” Teatru Kubuś z Kielc. Przedstawienie nie miało nic wspólnego z wielkim dziełem Mickiewicza, którego maturzyści zdecydowanie mają dość. Scenariusz oparty był o „Chamowo” Mirona Białoszewskiego. Akcja rozgrywa się po śmierci artysty w jego warszawskim mieszkaniu w socjalistycznej dzielnicy, gdzie w betonowych blokach słychać każdy głos zza ściany, każde pukanie, stukanie, dudnienie. Gdzie wszystko kapie, przecieka, sypie się. Historia ostatnich lat życia poety – pisarza, opowiedziana typowymi dla niego równoważnikami zdań z „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego” oraz typowymi neologizmami z „Mironczarni”. Końcowa scena, w której lalka – Miron – odlatuje na parasolu na „tamtą stronę” przyprawia mnie o łzy wzruszenia.

O godzinie 17:30 tego samego dnia pobiegliśmy z Onufrym na monodram Ariela Dorona z Tel Awiw-Jafa pt. „Herosi z plastiku”. Być może dla większości Europejczyków wojna Izraela z Palestyną wydaje się być czymś strasznym i odległym. Tymczasem za pomocą plastikowych żołnierzyków, zabawkowych czołgów i helikopterów zostaje ukazana zupełnie inna rzeczywistość. Żołnierze jedzą prince polo i piją colę (na scenie zostało zjedzone i wypite!), oglądają pornografię podczas warty, a później dzwonią na skype do żony i mówią, że tęsknią. Niektórzy wcale nie chcieli zostać „soldier” i wyznają, że zawsze chcieli być „pop star”, przez co przełożony nazywa ich „pussy”. Pierwszy raz w teatrze spotkałam się z taką ilością groteski, dystansu do poważnych spraw i humoru, który tym razem również doprowadził mnie do łez.

I wiecie co myślę o festiwalu? Spędzając pięć dni w teatrze jest mi teraz pusto i czuję się taka jakby… bezrobotna. Czytam, co Onufry napisał mi na okładce mojego festiwalowego notesiku: „Pamiętaj! W brzuchu dragona pije się wódkę!” (cytat ze spektaklu) i śmieję się w głos. Szczerze przyznam, że przeżyłam to magiczne katharsis i już nie mogę się doczekać kolejnego festiwalu. Muszę czekać aż dwa lata!

Zdjęcia: Justyna Górka
Korekta: Aleksandra Dębińska