(NIE) PIĘKNY ŚWIAT

Panie i panowie, poznajcie świat, w którym nieważne jest, jakim jesteś człowiekiem, jakie zdobyłeś wykształcenie, jakie masz zdolności i wnętrze – liczy się tylko to, jak wyglądasz. To właśnie świat modelingu, gdzie zamiast liczyć twoje IQ, liczy się, ile masz centymetrów w pasie.

Tak rodzą się kompleksy…

Na początek wyobraźmy sobie taką sytuację – wracamy do domu po ciężkim dniu pracy, siadamy przed telewizorem i trafiamy akurat na wybory miss. Widzimy, jak po wybiegu spacerują piękne, zgrabne dziewczyny o idealnej cerze, idealnych włosach, idealnej figurze. I jedyne co myślimy to: „Jak ja bym chciała tak wyglądać”. Nie dotyczy to oczywiście tylko kobiet, również mężczyzn, którzy – na przykład na okładkach gazet – widzą „ideał faceta dwudziestego pierwszego wieku”. Dobrze zbudowany, umięśniony, bez żadnej skazy. Mimowolnie zaczynamy takim ludziom zazdrościć. Zapominamy o tym, że te zdjęcia w magazynach są przerabiane w photoshopie, setki razy korygowane.

Zapominamy, że tak naprawdę te „idealne dziewczyny” ćwiczą całymi dniami, drastycznie odchudzają się, nieustannie dbają o dietę. Zapominamy, że za ich wyglądem stoi cały sztab stylistów, wizażystów i projektantów. W końcu zapominamy o tym, że sami mamy wiele zalet, że każdy z nas jest oryginalny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Ale co z tego, że potrafię rysować tak pięknie jak nikt, skoro ważę o trzy kilo za dużo?

Walka od najmłodszych lat…

Stereotypy są jednak wpajane od najmłodszych lat, wiem to z autopsji. Dobrze pamiętam jedną sytuację z mojego dzieciństwa, gdy pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że w naszej podstawówce odbędzie się konkurs piękności. Zwyciężyć w nim miała dwójka najpiękniejszych uczniów, a nagrodą był tytuł Miss i Mistera szkoły. Nęcąca propozycja, prawda? Nikt nie pomyślał jednak o tym, jaki wpływ miała na małe dzieci rywalizacja o to, które z nich wygląda najlepiej… Decydowali za nich inni ludzie. Przecież każda dziewczynka pragnęła być tą najpiękniejszą, a każdy chłopiec marzył, by po ogłoszeniu wyników stanąć na środku sali przed tłumem swoich kolegów, zbierając oklaski. Oklaski wymuszone, przykre, oklaski pełne zazdrości i żalu. Tak w najmłodszych rodziła się zazdrość, chęć rywalizacji, tak właśnie rozpadały się przyjaźnie, bo: „Tak, Ala jest moją najlepszą koleżanką, ale ona została miss, a ja nawet nie przeszłam do drugiego etapu… Nie wiem, czy chcę z nią nadal siedzieć – wszyscy się śmieją, że taki brzydal siedzi obok piękności.” Najgorsze w tym wszystkim było to, że o wygranej nie przesądzała tak naprawdę uroda, a wyłącznie to, czy ktoś był lubiany w klasie i jaką zajmował pozycję. Bo przecież nikt nie zagłosowałby na tę cichą, szarą myszkę, mimo iż może jest najpiękniejsza – trzeba przecież oddać głos na kogoś, kto jest popularny, ma fajne ciuchy, najnowszy telefon. Wydaje mi się, że grono pedagogiczne do końca nie zdawało sobie sprawy z konsekwencji, tworząc pomysł konkursu piękności, z którego nikt nie mógł się wycofać, a co gorsza, objęci nim byli wszyscy uczniowie szkoły, chociażby nie chcieli.

Może należało się wcześniej zastanowić, ile z tych – w większości nawet jeszcze nie nastolatków – popadnie w anoreksję, depresję, bulimię, zacznie mieć kompleksy, wiedząc, że nikt nie oddał na nich głosu? Ile przyjaźni się rozpadnie? Jak wiele osób zacznie zazdrościć i nienawidzić zwycięskiej dwójki?

Ciemna strona

Pewnie wielu z was przyznało mi rację, czytając poprzedni akapit, z drugiej strony myśląc: „Dzieci, owszem, to co innego, ale za to świat profesjonalnych modelek jest wspaniały!”. Oczywiście, że jest wspaniały, dopóki zna się go tylko z ekranu telewizora. Tak naprawdę jest to ciemna, brudna rzeczywistość, w której ciągle trzeba walczyć o przetrwanie.

W świecie modelingu nie istnieje coś takiego, jak przyjaźń i chociaż na okładce gazety widzimy dwie modelki przytulające się do siebie jak najlepsze koleżanki, musimy mieć świadomość, że tak naprawdę jedna drugiej bez skrupułów „wbiłaby nóż w plecy”, jeśli od tego zależałaby jej kariera. Zrozumiałam to, mając do czynienia z jedną z bielskich agencji modelek. Pociągał mnie ten świat wybiegów, sesji, konkursów, dopóki, siedząc na jednym z castingów, nie pomyślałam: „Co ja właściwie tutaj robię? Czy takiego życia pragnę? Czy chcę, by ludzie oceniali mnie pod względem tego jak wyglądam, a nie jaką osobą jestem?”

Przepytywana przez komisję zrozumiałam wówczas, że nawet nie chodzi o urodę – chodzi o to, by zawsze się uśmiechać, nawet gdy jest ci źle (w końcu kogo obchodzą twoje uczucia?), by być dyspozycyjną i potrafić się rozbierać na oczach milionów osób (przestań płakać, bo zaraz tusz ci się rozpłynie), by umieć chodzić na szpilkach (chociaż masz trzynaście lat – bo tyle wystarczy, żeby móc zgłosić się na casting). Świat sztucznych lalek pozbawionych osobowości i indywidualności.

Nie muszę już chyba wspominać o koszmarze życia modelek, które liczą każdy centymetr, które nie zjedzą raz na miesiąc zwykłego posiłku, bo od tego przytyją, które popadają w anoreksję, które rozpaczają, gdy trochę trudniej dopiąć im spodnie, w które jeszcze wczoraj wchodziły bez problemu. Powoli popadają w obłęd, liczą każdą kalorię, a jeśli zjadły za dużo, ćwiczą aż brakuje im sił. Zmusza je do tego wieczna presja bycia piękną i idealną. Z czasem nie mogą znieść swojego odbicia w lustrze, gdy są bez makijażu, nie potrafią ułożyć swoich włosów bez sztabu fryzjerów i tony lakieru. Tracą przez to cały sens życia, zapominając o tym, co najważniejsze – miłości, rodzinie i człowieczeństwie.

Czy ktoś z was naprawdę pragnąłby takiego życia? A przecież są inne pasje, które można rozwijać, nie rezygnując z siebie, a wręcz siebie ubogacając…

Zdjęcie: Bogna Tupiec
Korekta: Aleksandra Dębińska