W czeluściach skalnego labiryntu – (o)błędne skały

To nie jest miejsce na jeden dzień i krótki wyjazd. Tu można wracać wielokrotnie i za każdym razem opuszcza się je zachwyconym. Przyroda potrafi zaskoczyć - to samo piękno natury. Góry Stołowe to miejsce magiczne, warte odwiedzenia o każdej porze roku.

Szosa Stu Zakrętów

Dojazd na miejsce również dostarcza wielu wrażeń – to coś jak połączenie karuzeli i ciuciubabki. Droga wije się jak wąż boa lub zgłodniały pyton. Kierowcy wyprzedzają tam, gdzie absolutnie nie można się tego spodziewać. Szosa z Karłowa prowadzi raz w prawo, potem w lewo i tak bez końca. Wrażliwy turysta pragnie znaleźć się na parkingu. I to już.

Lepiej niż Chodakowska

A na miejscu czeka niezła gimnastyka. Jak na komendę: padnij, powstań schyl się, czołgaj, kucnij. Błędne Skały wymagają przeciskania się przez szczeliny, dziury, łuki i szpary. To wędrówka kamiennymi labiryntami, wąwozami i stromymi schodami. Techniki przechodzenia są różne – mozolne poruszanie się na czworaka jak nasi kuzyni – inne naczelne lub szorowanie krągłym odwłokiem lub wystającymi brzuchami o skalne ściany, obijając przy tym obiektyw swojej lustrzanki o szorstkie skały. Poranny fitness mam zaliczony.

Rzeźbić każdy może

Strzeliniec, odległy od Błędnych Skał o kilka kilometrów, to kolejna atrakcja na dziś. Szczyt znajduje się na wysokości 919 m n.p.m. i prowadzi nas po 665 schodach. Pod pozorem zbierania jagód
i robienia zdjęć odpoczywam, widząc oczami wyobraźni moje łydki – piekące, spuchnięte, obolałe i złe za taki trening. Mam jednak tę optymistyczną wizję za nic i z zapartym tchem podziwiam fantazyjnie powycinane skały, wyglądające zupełnie tak jak ogromna, milcząca wystawa – porzucone dzieła genialnego rzeźbiarza. Pocięte jakby tępym nożem, postrzępione i nieregularne. Zawsze spłaszczone. Statyczne. Masywne.

Czeluści labiryntu

Owymi artystami są: wiatr, deszcz, słońce i mróz. Tak jak każdy rzeźbiarz i oni mają swój styl, dzięki któremu stają się charakterystyczni, w pełni uwypuklając indywidualność. To wybitne jednostki. Nie śpieszą się. Nad każdym choćby i najmniejszym detalem pracują przez setki lat. Wiecznie tworząc, stale coś poprawiając. Ich sztuka jest trudna i mozolna. Wymaga wysiłku, cierpliwości i odrobiny przebiegłości. Codziennie przez rozliczne dziury, szczeliny, przesmyki, szpary, szparki i wąskie przełęcze przesuwa się też i ząb czasu, spadając w dół zapadlisk, poprzez szczerby o chropowatych krawędziach i delikatne żłobienia. Codziennie szlifując płytkie wgłębienia, polerując skalne masywy.

Czasem z taką finezją, że zwykli śmiertelnicy z lekkim uśmiechem rozbawienia wymyślają im różne nazwy: Skalne Siodło, Kurza Stopka, Labirynt, Tunel, Wielka Sala. W pobliżu Błędnych Skał znajduje się Głaz Trzech Krzyży. Masyw Strzelińca to: Wielbłąd, Mamut, Słoń, Kwoka, Małpa, Pies, Żółw, Sowa, Fotel Pradziada. Głębokie wąwozy i korytarze (Piekiełko, Diabelska Kuchnia).

Gór takich jak te nie znajdziemy nigdzie indziej na świecie. To nieprawda, ale takiego wrażenia nie zrobią już na mnie żadne góry. Cudowne zręby – niby-dziecięce klocki poprzecinane głębokimi, pełnymi ekspresji poziomo-ukośnymi żłobieniami, które przy odpowiednim naświetleniu zdają się przypominać blizny dzielnego Pruskiego żołnierza, uciekającego przed równie walecznym żołnierzem poddanego cesarza Austrii (u podnóża sąsiedniego Szczelińca Małego od strony Pasterki, na przełomie 1790/1791 przed spodziewanym konfliktem pomiędzy Prusami a Austrią zbudowano Baterię nad Pasterką – drewniano-ziemny militarny fort).

Trochę historii

Po pokonaniu ponad 5-kilometrowej trasy– nareszcie nagroda, schronisko turystyczne „Szwajcarka” wybudowane w 1846 roku w stylu tyrolskim (wówczas jako Schweizerei). Od końca XVIII wieku Szczeliniec stawał się coraz bardziej znaną atrakcją turystyczną. Odwiedziło go wiele znanych osobistości, m.in. król pruski Fryderyk Wilhelm II, Johann Wolfgang von Goethe (może tak wycierpiał się przy owej wspinaczce, że cały swój ból przelał na swe słynne epokowe dzieło). Do znanych zdobywców szczytu należy zaliczyć późniejszego szóstego prezydenta USA – John’a Quincy Adams’a, którego ojciec – prezydent numer 2 – wysłał do Prus w randze ministra.

Szczeliniec, a dokładnie Piekiełko, jako miejsce niezwykle malownicze i tajemnicze zarazem, stało się scenerią filmu fantasy: „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian”.

Schodzę z wierzchołka bogatsza o nowe zdjęcia. Kilka ugryzień komara (dlaczego ja?), parę siniaków, kilka zadrapań i kolejne postanowienie: wrócę tam na pewno.

PS. Wędrówka była bardzo udana: nie złapałam kleszczy, to znaczy one mnie nie złapały :)

Zdjęcie: Wikimedia Commons
Korekta: Aleksandra Dębińska