Tajemnica drewnianej szkatuły

Podczas konserwacji kaplicy Świętego Krzyża w przyklasztornym kościele św. Wojciecha w Broumovie (północne Czechy), wikary zauważył tajemniczy schowek i  napis. Brzmiał on: Sancta Sindom.  Wikary doskonale wiedział, co on oznacza. Co wówczas pomyślał? Czy uwierzył? Na pewno, przecież wiara w cuda jest jego chlebem powszednim.  Jednak nie spodziewał się tego, co kryła szkatuła... Był rok 1999.

Kroniki miasta

Dziś Broumov to senne miasteczko. Jego historia sięga połowy XII wieku, kiedy to Broumov był ośrodkiem handlu, zarządzanym przez opactwo benedyktynów. W 1348 roku Karol IV nadał opactwu takie same prawa jak miastom królewskim: Hradec Králové i Kłodzku.  Największy rozkwit jednak nastąpił w epoce baroku. Wtedy rozbudowano klasztor, kościoły i rezydencje. Benedyktyński  kompleks w Broumovie przebudowany ostatecznie w  XVIII wieku jest prawdziwym dziełem architektury — bogato zdobione sale, znakomite malowidła i przepiękna biblioteka. Resztki barokowej zabudowy miasta zachowały się w Broumovie do dzisiaj.

Tajemnicza skrzynia

W skrytce znajdował się gruby zwój białego płótna. Miał 4,36 m długości oraz 1,10 m szerokości i widać na nim było kształt ciała.

Czytelny napis Extractum ab originali -„wierna kopia oryginału” mówił sam za siebie.

Była to… kopia Całunu Turyńskiego. Czy duchowny wówczas zemdlał?

Przewodnik, który opowiedział nam tę historię, nic na ten temat nie wspomniał.

Do niewiarygodnego znaleziska został również dołączony list. Wynikało z niego jasno, że Julius Caesar Bergiria, z łaski bożej arcybiskup turyński, potwierdza prawdziwość kopii Całunu Turyńskiego. Był 4 kwietnia 1651 roku, a kilka tygodni później płótno trafiło do Czech. I tam pozostawało do 1999 roku.

Całun

Znalezisko zostało poddane wnikliwym badaniom. Ustalono, że broumovska kopia została wykonana czterema rodzajami farb. Ciało Chrystusa odciśnięte jest z przodu i z tyłu. Są też wyraźne ślady po ranach na dłoniach i stopach. Odtworzono nawet uszkodzenia, jakim całun uległ podczas pożaru w Turynie. Płótno najlepiej ogląda się w milczeniu. Kawałek po kawałku. Rozpięty i odpowiednio podświetlony wisi w refektarzu klasztoru. Jego widok robi niesamowite wrażenie.

Powojenne  losy

Kiedy i dlaczego kopia Całunu Turyńskiego została tak przemyślnie ukryta? Prawdopodobnie około 1945 r. – wówczas komuniści wygnali z klasztoru braci zakonnych i w znacznym stopniu zniszczyli bezcenną bibliotekę. Nowa władza urządziła wielkie widowisko. Otwarto okna biblioteki i wyrzucano bezcenne zbiory wprost na dziedziniec. Ręcznie pisane manuskrypty (które miały  ponad 500 lat!), posłużyły jako prymitywna podpałka.
W taki sposób spłonęło niemal 50 tysięcy bezcennych ksiąg.

Jakimś cudem zachował się wyjątkowy globus. Jego niezwykłość polegała na tym, że brakuje na nim jednego kontynentu –  wówczas jeszcze nieodkrytej Australii.

Klasztor przez wiele powojennych lat służył jako więzienie dla sióstr i  braci zakonnych, zmuszanych do niewolniczej pracy w fabrykach i pegeerach. Po 1968 roku w zabytkowych murach zostały tylko dominikanki, produkujące hostię dla wszystkich zakonów w Czechach i na Morawach.

Dziś, pomimo że klasztor jest benedyktyński, nie ma tu benedyktynów. W całych Czechach, jeśli wierzyć w słowa naszego przewodnika, jest ich jedynie 30.

Według apokryfów Nowego Testamentu całun ukryli Józef z Arymatei i Nikodem i to właśnie ich rzeźby stoją po obu stronach relikwiarza. Przez wieki Całun był wielokrotnie kopiowany na potrzeby klasztorów i osób prywatnych. Spośród 42 takich płócien, w Europie Środkowo-Wschodniej znajduje się tylko jedno i to właśnie w Broumovie.

Zdjęcia: Zosia Pietrzykowska
Korekta: Justyna Fołta