Studiów zagranicznych rachunek sumienia

Jest tu takie miejsce, które w swoich budynkach gromadzi życie większości mieszkańców Coventry. Obok największej i najpopularniejszej świątyni (czyt. PRIMARK) jest katedra (zbombardowana w czasach II Wojny Światowej, ale dobrze się trzyma). Obok niej znajduje się mały kościółek z małymi drzwiczkami.

Marlena Rożek

Pewnego wietrznego i deszczowego dnia poczułam potrzebę odwiedzenia tego kościółka… Kiedy późnym popołudniem zbliżałam się do ogródka przed rzeczonym kościółkiem, małe drzwiczki zostały uchylone i wyłonił się z nich przygarbiony, z racji małych wymiarów drzwiczek, postawny facet. Uśmiechnęłam się, on odwzajemnił uśmiech i nadal uśmiechnięty oświadczył, że kościółek zamknięty.

Czynny do godziny 16 sorry. Z uśmiechem oddalił się w stronę najpopularniejszej świątyni, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że ja – mała osóbka, na małym ogródku, przed małym kościółkiem z małymi drzwiczkami, poczułam narastający we mnie olbrzymi zawód.

W momencie, w którym usłyszałam to przeklęte sorry, tak jak Staff „wyolbrzymiałam w bezmiar” z bezradności. I tu nie chodzi o to, że to kościółek, czy że mały. Tu chodzi o to, że w Anglii, że na terenie Zjednoczonego Królestwa, że w obrębie granic Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej ten mały kościółek śmiał być zamknięty wtedy, kiedy być zamknięty nie powinien.

Postanowiłam zatem zrobić rachunek sumienia – i nie jestem pewna czy tutejszych ludzi, czy tego tutaj angielskiego miasta, czy Anglii samej w sobie. Dokonuję niniejszym, dopuszczam się (!) angielskiego samosądu, bo odnoszę wrażenie, że Anglia nie była u spowiedzi od czasów Henryka VIII. Chociaż zarzeka się, że co złego to nie ona. Otóż nie!

Ludzie tutaj Boga w sercu nie mają! Przesadzam, ale abstrahując od transcendentalnych sił i wyższych instancji, naród brytyjski reprezentowany przez rdzenną młodzież, wydaje się być niezaznajomiony z moralnością, albo taktem, albo w ogóle szeroko pojętą cnotą. O prywatności mówi się tu wszem i wobec, o sprawach intymnych trąbi się nieprzyzwoicie.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja nie jestem zwolenniczką tabu. Uważam, że o rzeczach, które dotyczą każdego z nas, należy mówić otwarcie i po imieniu – ale z klasą i precyzją. Tutaj natomiast ordynarność triumfuje swoją formą nad estetyką wypowiedzi.

A estetyka jest ważna. Degeneraci francuscy byli ucieleśnieniem demoralizacji, ale pięknie o tym mówili. O głupocie młodzieńczej Baudelaire pisał:

Burzliwej mej młodości groźne, chmurne siły,
Mrocząc przebłyski słońca, smagając nawałą,
Spustoszenia dokoła takie poczyniły,
Że w sadzie mym owoców rumianych nie stało.

Jest to nieporównywalne z wulgarnym bełkotem mojego znajomego, który mówi o dramatach klubowych zeszłej nocy. Odnoszę wrażenie, że ludzie tracą wrażliwość na słowo. Brak wrażliwości na moc słowa odzwierciedla brak głębi człowieka.

Ludzie niewrażliwi na słowo, których tutaj spotkałam, to kontury osób, które nie są wypełnione żadną barwą. Nie poruszam w tym momencie kwestii głupoty czy inteligencji, ale pełni osobowości. Przeciętny młody Brytyjczyk nieczuły na słowo, może wypowiadać się na tematy błahe oraz istotne, a będzie to brzmiało tak samo miałko.

Jestem tutaj dopiero rok. Wszystko może się zmienić, albo bardziej precyzyjnie ujmując: wszystko może zostać takie samo, a zmienić może się mój stosunek do wszystkiego.

Więcej grzechów nie pamiętam.


PRIMARK.

Korekta: Justyna Fołta
Zdjęcie: Maciek Gałuszka

Teksty