Neonowa klatka

Neony mogą być na pozór tylko jarzącym się, skręconym wedle naszego życzenia szkłem; posiada ono jednak swój niezaprzeczalny urok, hipnotyzuje kolorami, przykuwa wzrok. To właśnie robi ‘Nerve’ – absorbuje naszą uwagę piękną grą świateł, po czym owija wokół palca.

Pomysłów w stylu „stwórzmy fajny film młodzieżowy” było wiele, bardziej lub mniej udanych (przeważnie mniej). Ich szkopuł tkwił jednak w tym, że twórcy, zamiast skupiać się na całokształcie produkcji, poświęcali najwięcej uwagi aspektom, które miały przypaść do gustu młodszych widzów, zaniedbując resztę. Z ogromną przyjemnością przychodzi mi ogłosić, że ‘Nerve’ nie powiela tych błędów.

W warstwie fabularnej nie znajdziemy raczej niczego odkrywczego. Vee (Emma Roberts), ułożona dziewczyna, której brak pieniędzy na opłacenie wymarzonej szkoły, podejmuje decyzję o zostaniu graczem w ‘Nerve’. Gra oferuje określoną sumę pieniędzy za każde wykonane zadanie, wzrastającej sukcesywnie z każdym odhaczonym wyzwaniem. Napędzana przesyłanymi na jej konto kwotami, Vee brnie w ‘Nerve’ coraz dalej, poznaje szarmanckiego Iana (Dave Franco) i jego przerażający sekret, aż wreszcie podejmuje decyzję o kapitulacji, przez co zostaje więźniem gry.

Na ‘Nerve’ poszedłem jakoś bez przekonania, mając w myślach wizję kolejnego manierycznego filmu dla nastolatków. I – o ironio – na seansie bawiłem się świetnie, a film uwiódł mnie bez reszty.

Morza neonów, ujęte w dobrych kadrach, na ekranie przeplatają się z elementami architektury witryny internetowej. Zakładki, urywki czatów na żywo – może się to wydawać tandetne, ale
w ‘Nerve’ funkcjonuje naprawdę dobrze. Oba te elementy idealnie komponują się ze sobą, tworząc cieszące oko sekwencje i piękne ujęcia. Manhattan po zmroku wygląda zjawiskowo, nic dodać, nic ująć.

Henry Joost i Ariel Schulman, reżyserzy filmu, bardzo dobrze budują napięcie poprzez realistyczne CGI połączone z kuriozalnymi wyzwaniami narzucanymi przez grę, na przykład przechodzeniu między blokami po drabinie zawieszonej na siódmym piętrze. W takich momentach przyłapywałem się na tym, że kurczowo wbijam palce w oparcie fotela, a – sądząc po panującej na sali grobowej ciszy – reszta widzów podzielała moje zachowanie.

Na adnotację zasługuje także ścieżka dźwiękowa, w której wykorzystano między innymi utwory Melanie Martinez, Halsey czy MØ, którzy są popularni i lubiani wśród młodych ludzi. Była to niewątpliwie miła niespodzianka dla wszystkich, którzy są zaznajomieni z wyżej wymienionymi wokalistami, włączając w to mnie.

Wreszcie, ‘Nerve’ to po prostu bardzo solidnie zrealizowana produkcja. Wiarygodna gra aktorska, ciekawe rozwiązania stylistyczne i przede wszystkim półtorej godziny wyśmienitej rozrywki. Jeśli szukasz niezobowiązującego, dobrego seansu, to idź do kina na ‘Nerve’.

Przyjmujesz wyzwanie?

Recenzja powstała dzięki współpracy z kinem Helios w Bielsku-Białej.

Źródło zdjęć: www.filmweb.pl
Korekta: Klaudia Ceglarz