Plan B

Utrzymywać się z piłki nożnej. To było moje marzenie. Nie myślałem o wielkiej karierze, po prostu chciałem żyć z tej profesji. Sześć lat poświęciłem na zajęcia w szkole sportowej w przekonaniu, że to jest to. Czy żałuję tych wszystkich lat? Absolutnie nie.

W październiku zacząłem studiować politologię. Jak to ma się do tego, co robiłem przez większość swego życia, czyli grania w piłkę? – Oczywiście nijak. W pewnym momencie swego życia uświadomiłem sobie, że piłka nożna oprócz przyjemności, nic więcej mi nie da. Osobiście wychodzę z założenia, że Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem (Rz 14, 23). Dlatego poszedłem w inną uliczkę, całkiem nową i zupełnie mi nieznaną. Wysłałem swoje ówczesne teksty do zespołu redakcjaBB i nie wiem jakim cudem się do niej dostałem.

Postawiłem wszystko na jedną kartę. Zamiast angażować się całym sercem w piłkę, zacząłem pisać, interesować się życiem, a nawet czytać książki – co jakiś czas temu było czymś nie do pomyślenia.

Kiedyś zobaczyłem przypadkową osobę na mieście z magazynem redakcjaBB w ręku, w którym znalazł się mój tekst. To była chwila, która zadecydowała o tym, że dalej chcę pisać. Ten moment sprawił mi dużo więcej satysfakcji, niż medale i puchary, które zdobyłem, grając w piłkę.

Obierając inną drogę, nie tylko zmieniłem „zawód”, ale też samego siebie. Piłkarze bywają egocentryczni  – mnie udało się tego pozbyć. Byłem też uzależniony od rywalizacji, ale to we mnie w jakimś stopniu pozostało. Mimo to wiem, że stałem się innym człowiekiem –  lepszym. Nauczyłem się życzliwości i pokory. Dziś widzę, jak wszystko do mnie wraca.

Czasami główny plan ma prawo nie wypalić. To jest przykry moment, ale trzeba być na niego przygotowanym. ZAWSZE.
Należy mieć ten „Plan B”. To właśnie on może okazać się swego rodzaju „asem w rękawie”. 

Pisanie uratowało mi życie. Gdy byłem na skraju załamania, bo uświadomiłem sobie, że piłka to jednak nie jest to. W takich chwilach człowiek zostaje sam, bo nawet jeśli znajdzie się osoba skora do pomocy, to przecież  nic za nas nie zrobi. Najlepszym remedium na niespełnione marzenia, czy ambicje jest posiadanie „Planu B”. Dlatego warto się rozwijać w wielu kierunkach.


Korekta: Justyna Fołta
Zdjęcie: Sandra Szuta