Święta!

Dla jednych moment magiczny, czas religijnej refleksji, uśmiechu i rodzinnego ciepła, dla innych zaś wszechobecne korki, przed którymi nie można uciec, ceny wyższe o połowę i kiczowate swetry z jeszcze bardziej kiczowatymi obrazkami. Dlaczego jedni uwielbiają święta, podczas gdy drudzy ich nienawidzą?

Zakończenie roku to bardzo specyficzny okres. W szczególności odczuwają to uczniowie, których przerwa od nauki trwa prawie dwa tygodnie: zajęcia szkolne kończą się bowiem zwykle kilka dni przed Wigilią, a przerwa świąteczna trwa aż do pierwszego stycznia. I choć źródeł świąt Boże Narodzenia należy upatrywać w tradycji chrześcijańskiej, dzisiaj mało kto czeka na narodziny Jezusa.

Wspólne oglądanie Kevina na Polsacie staje się zajęciem chętniej praktykowanym niż udział w nabożeństwach, a więcej osób czeka na odwiedziny ciężarówki ze świątecznym motywem Coca-Coli niż rozpoczęcie się kościelnego adwentu.

Komercyjny wymiar świąt jednych zachwyca, innych bulwersuje. Dzisiaj tak naprawdę nieważne, czy obchodzisz Boże Narodzenie, czy Chanukę i od kogo dostajesz prezenty: od Świętego Mikołaja, Dziadka Mroza czy Pana Hankeya, i tak jesteś zmuszany do oglądania ozdób w sklepach i słuchania w radiu świątecznych piosenek i kolęd w wykonaniu Krawczyka.

Tradycja über alles

Wiele osób, głównie starszych, uważa, że Jingle bells czy Last Christmas zabijają ducha Świąt, choinkę powinno ubierać się w Wigilię, ewentualnie dzień przed nią, a czerwony wizerunek Świętego Mikołaja jest ujmą dla wiary. Konserwatystom świątecznych praktyk niemożliwym do zrozumienia wydaje się fakt, że młodym Boże Narodzenie nie zawsze kojarzy się z siankiem pod obrusem i łamaniem opłatkiem, a „pasterka” odbywa się nie tylko w kościołach.

Młodzież często krytykuje święta za tę całą otoczkę „dobrej rodziny przez tylko jeden dzień w roku”, zmuszania do modlitwy i chodzenia do kościoła, co roku ubierania choinki i wspólnego kolędowania po wigilijnej kolacji, udawania, że jest lepiej niż na co dzień.

Deifikacja tradycji skutkuje sztucznością i frustracją. Czujemy, że coś jest nie tak, zaczyna nas irytować podniosły nastrój, a patetyczną, rodzinną atmosferę pojednania trafia szlag, bo święta nie wyglądają tak, jakbyśmy tego chcieli: część rodziny śpiewa kolędy przy zapalonych świecach i oczekuje pasterki, reszta siedzi na kanapie i ogląda telewizję.

Dwa wymiary świąt

Być może ci, którzy mówią, że nie lubią świat, uważają tak, ponieważ denerwują się z powodu profanacji zwyczajów, a może wręcz przeciwnie – nie podoba im się nadmierna podniosłość i siedzenie przy stole z całą rodzinką. Tak naprawdę tylko od nas zależy, jak wyglądał będzie ten okres: czy będzie wesoło, czy karp będzie smaczny, a sylwester udany. Żeby nie lubić świąt, trzeba mieć jednak naprawdę mocne powody. Ludzie narzekają, bo narzekać po prostu lubią, ale gdyby mogli, to ze świąt wcale by nie zrezygnowali.

Wykorzystajmy więc te kilka dni wolnego tak, aby pierwszego stycznia powitać z uśmiechem na ustach, bez złego samopoczucia i poczucia świadomości, że zmarnowało się poprzedni rok.

Korekta: Wiktoria Kotlarska
Autorka zdjęcia: Aleksandra Boguslawska