Wspomnienia z wakacji, czyli kilka dni z pamiętnika harcerki

Obóz harcerski to jednak nie wakacje all inclusive. To czysty survival. Walka z pogodą, komarami i… ze sobą.

Staś i Nel mieli same luksusy i może tylko trochę niedogodności w postaci lwa, który akurat napatoczył się Stanisławowi pod strzelbę. Spotkali też paru Arabów i kilku dzikich ciemnoskórych, ale przecież miłych, i słonia, który miał trąbę idealną. Byli może trochę głodni, ale świetnie sobie radzili, bo mieli psa na usługach. Jadali egzotyczne owoce i dzikie ptactwo, a my tylko rozgotowany makaron i ser. Bohaterowie „W pustyni i w puszczy” mieszkali w Krakowie – rozłożystym i przestronnym baobabie, lokum o niebo lepszym od naszego, czyli ziemi gołej i twardej. Przeciekający namiot ma wiele minusów. Po pierwsze: cieknie. Po drugie: cieknie. Ich co prawda gryzły gzy i muchy tse-tse, ale nas komary i kleszcze, co do których udowodniono, że są równie paskudne. Nel była troszkę chora, a u nas był prawdziwy pogrom: jedno złamanie, kilkaset siniaków, jeden gwóźdź wbity w stopę, kilkadziesiąt połamanych paznokci, jedno omdlenie i około hmm… kilkuset biegunek po wizycie w sklepie. Po tygodniu w lesie, w miejscu odległym od cywilizacji, mały sklepik wydał się nam wszystkim istnym rajem. Łakomstwo okazało się silniejsze niż zdrowy rozsądek, który mówi, by bitej śmietany nie łączyć z pasztetem i żelkami. Staś i Nel walczyli o życie, my również. Naszą mantrą była codzienna walka o chleb i dżem truskawkowy – strategia i zimna krew to podstawa, by przeżyć.

Zosia Pietrzykowska 2

Staś miał ciężko, to każdy wie, ale ja się zmagałam z czymś milion razy gorszym:

  • Jedna harcerka zjadła mi pół słoika Nutelli. Zrobiła to w nocy, bez ostrzeżenia. Wsadziła swoje łakome paluchy i wyżarła pół kilo czekoladowego kremu! Mamy więc niekontrolowane obżarstwo i zuchwałą kradzież, w dodatku pod osłoną nocy. Rano miała na palcach zaschniętą czekoladę – widocznie źle oblizywała palce. Nutellowym skrytożercom mówimy stanowcze nie!
  • Inna harcerka wsadziła sobie mój ołówek do szkicowania między palce stóp. Nie muszę mówić, w jakim stanie były owe kończyny. Ołówek ma mi odkupić. Nie pytajcie, dlaczego wsadziła go między palce stóp, bo nie wiem. I nie chcę wiedzieć…
  • Mój harcerski kapelusz kompletnie spłowiał i wyglądał żałośnie.
  • Pewna druhna uznała, że świetnym pomysłem będzie… usiąść na moim nakryciu głowy… Jak pomyślała, tak zrobiła. Kapelusz wyglądał jak naleśnik. Spłowiały i bezkształtny. Budził tylko litość.Zosia Pietrzykowska 1

Harcerka ciągle o czymś marzy. Na jawie i we śnie. Pewnej nocy śniła mi się hiszpańska szynka – taka wielka noga ;), później, nad ranem sernik z brzoskwiniami z polewą kajmakową, a na chwilę przed pobudką i tym ohydnym okrzykiem „pobudka wstaaaaaawać” pomidorówka z ryżem. Jak będzie tak dalej, to napiszę książkę kucharską, pt. „Marzenia głodnej harcerki” albo „Harcerskie gary”. W ostateczności poradnik, jak przeżyć wśród komarów i kleszczy. Wcale nie jestem pogryziona – wmawiam sobie codziennie. Nie doszacowując nieco, mam jakieś dwa tysiące ukąszeń. Kleszcze to małe, chytre bestie. Takie malutkie, takie niepozorne, a tak mogą narozrabiać.

Trzy tygodnie przeleciały, niestety, bardzo szybko. Było fantastycznie! Polecam każdemu!

Zosia-P-3


Zdjęcia: Zosia Pietrzykowska
Korekta: Ewa Kuchta