Postprawda

Zaprzeczające sobie media spychają nas ku sytuacji, w której musimy wybierać własną wizję świata. Władzę przejmują populiści próbujący nie tylko podburzać emocje, co skutecznie im się udaje, ale również odbierać ludziom dostęp do coraz trudniej weryfikowalnej prawdy.

Mimo że redakcja Oxford Dictionares okrzyknęła postprawdę (ang. „post-truth”) słowem roku 2017, zwrot ten nie jest ani nowy, ani lokalny: nie dotyczy jednego współczesnego zakątka na świecie, a pojawiał się już wcześniej na kartach historii. Dochodzący do władzy w demokratycznych wyborach dyktatorzy żerujący na silnych emocjach tłumu oraz balzakowi dziennikarze to jedynie wybrane przykłady potwierdzające ponadczasowość sytuacji, w której obiektywizm traci znaczenie, kształtowanie opinii publicznej odbywa się za sprawą odwoływania do osobistych przekonań, a hasła wykrzykiwane przez stojących naprzeciw siebie polityków, wraz ze wspierającymi ich mediami, różnych stron politycznych zaprzeczają sobie, utwierdzając nas w przekonaniu, że istnieje więcej niż jedna prawda, po którą człowiek może z czystym sumieniem sięgnąć.

Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i postprawda

Sparafrazowany przeze mnie aforyzm Józefa Tischnera pozwala się domyślić, ile merytorycznie warte jest powtarzanie haseł wpisujących się w nastroje aktualnie panujące w społeczeństwie. Dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu, rozbudowanym portalom społecznościowym, rozwijającym się serwisom oferującym łatwe stworzenie własnej strony czy założenie bloga oraz przez liczne magazyny, czasopisma i programy wątpliwej jakości merytorycznej, okazuje się, że wypowiadać publicznie może się właściwie każdy, a jego opinia pierwszy raz w historii dotrze do tak zaskakująco potencjalnie dużej grupy odbiorców.

Zalew informacji, wśród których kryją się „fake news” godne armii Batuty, i tendencja mediów do kreowania szokujących wieści dostarczają tak skrajnie różnych opinii, że przeciętny człowiek, nieinteresujący się polityką i niepoświęcający na śledzenie wydarzeń na świecie znacznej części swojego wolnego czasu, nie jest w stanie zweryfikować wiadomości, jaką dostaje.

Wymagałoby to nie tylko przeczytania kilku artykułów, ale również sięgnięcia po literaturę, zrobienia researchu, podczas gdy tendencją staje się czerpanie wiedzy politycznej z memów i satyrycznych obrazków, czytanie jedynie krótkich artykułów w Internecie lub przeglądów prasowych. Wiele osób nie odróżnia faktów od opinii dziennikarzy i polityków, a media zastawiają pułapkę na łatwowiernych, wkładając domysły i spekulacje pomiędzy udokumentowane wydarzenia, a przez trud, jakiego wymaga odnalezienie prawdziwej wizji świata, znaczna część społeczeństwa postanowiła iść łatwiejszą drogą, wybierając prawdę, która jest wygodna.

Ta wersja wydaje mi się najciekawsza!

Po wystąpieniu premier Beaty Szydło część mediów chwaliła przemowę, inne ją krytykowały i uznawały za tragiczną. Jako cel kładącego się na drodze Bartosza Diduszka jedne portale stawiają propagandowe działanie przeciwko aparatowi państwa i udawanie, że został pobity, drugie powtarzają wersję koszykarza, jakoby kładł się na drodze jedynie w geście buntu i stworzenia barykady, a wypadki samochodów rządowych dzielą Polaków i pomagają rozwijać się narodowej nienawiści.

Konkretne przykłady pozwalają dostrzec, że media każdą informację przedstawiają na sto różnych sposobów, a ludzie sięgają po własną wizję świata. Jedne publikatory wybrane zostaną przez zwolenników teorii spiskowych, drugie przez osoby o skrajnie konserwatywnych poglądach, inne przez liberałów.

Sięganie po środki przekazu zapewniające nam to, co chcemy otrzymać, sprowadza się jedynie do potwierdzania poglądów, a nie konfrontowania ich z opiniami osób myślących inaczej. Dobieranie wiadomości pod siebie i ciągłe utwierdzanie się w nieomylności własnych przekonań doprowadza do stanowczości i skrajnej pewności siebie, jaką zaobserwować możemy wśród wszystkich warstw społecznych.

Wymiana poglądów zabroniona

Ludzie odrzucają zawahanie, które wciąż traktowane jest jako słabość, a dziennikarze nie promują władzy przyznającej się do błędu. Politycy wyciągający refleksje i umiejący przeprosić stają się ofiarami fali krytyki i nienawiści słownej, natomiast populiści, którzy nie boją się iść w zaparte i kłamać w żywe oczy, zdobywają poparcie mediów. Prezentowana w środkach masowego przekazu jałowa dyskusja zasiadających przed sobą dwóch polityków, którzy nie są w stanie dojść do konsensusu, ponieważ reprezentują całkowicie przeciwne poglądy, sprowadza się do erestyki i prozelityzmu, próby przekonania za wszelką cenę do swojej racji, i niepodejmowania dialogu, co przekłada się na obywateli czerpiących wzór z antyprzykładu konstruktywnej polemiki.

Chociaż dyskusje o polityce zawsze były nerwowe i budzące dużo silnych emocji, to za sprawą zwiększającego się dysonansu postrzegania świata, a także braku krytyki poglądów poprzez szukanie innych mediów oraz z winy polityków i dziennikarzy utwierdzających nas w jedynej słusznej racji, pojawia się problem powstawania fundamentalizmu, przez który polityka stała się tematem tabu. Z jednej strony mamy niemożność porozmawiania ze znajomymi o poglądach, zwłaszcza w zakresach w Polsce tak kontrowersyjnych, jak np. aborcja czy prawa Kościoła Katolickiego. Z drugiej strony rosnące niepokoje i wewnętrzna niechęć sprowadzają się do walki politycznej w komentarzach na Facebooku częściej niż w dyskusję przeobrażającej się w formę wyzywania, obrażania i trollowania.

Zamiast konstruktywnego zestawiania poglądów z osobami inaczej postrzegającymi świat i korzystającymi z innych środków przekazu, ludzie gromadzą się w grupy wzajemnej adoracji. Na forach i portalach społecznościowych tworzą tzw. „safe space”, czyli miejsce, w którym odgradzają się od obcych mogących powiedzieć coś zagrażającego wspólnej wizji świata. W otoczeniu osób myślących tak samo wzajemnie się napędzają, bezrefleksyjnie powtarzając argumenty i upewniając się, że nie są osamotnieni w swoich poglądach, a odmieńcy o zdaniu niepasującym do grupy zostają wydaleni z bezpiecznej strefy.

Postprawda vs rzeczywistość

Nastrojom na pewno nie pomaga ani doszukiwanie się agentury działającej na rzecz emancypacji postprawdy, ani zupełnie niezwiązane z tematem wypowiedzi powtarzane bezmyślnie przez polityków, którzy przed udzielaniem wywiadów obowiązkowo powinni przechodzić test Turinga.

W dziennikarstwo wkradła się ekonomia. Jeżeli jest popyt na dane newsy, pojawia się podaż. Cena nie gra roli, a produkowane informacje nie potrzebują poparcia w faktach, żeby dobrze się sprzedawać. Niestety media publiczne wcale nie są od tego wolne, a wręcz wydają się promować ten nurt.

Z postprawdą walczyć próbuje wielu. Między mediami a odbiorcami zaczęły pojawiać się weryfikujące fakty strony, które przejmują dotychczas należące do dziennikarzy zadanie — sprawdzanie przedstawianych informacji. Dociekanie prawdy przejmują de facto konkurenci kontrolowanych mediów, co samo w sobie nie jest niczym złym — pozwala nawiązać dialog i dyskusję pomiędzy środkami przekazu. Pozostaje jednak problem jakości wykonania weryfikacji i sprawdzania sprawdzających, przez co postprawda triumfuje nad klarownymi faktami.

Łatwe do zakwestionowania media i nadmiar sprzecznych informacji powodują, że mimo niezwykle szybko rozwijającej się technologii i postępującej globalizacji świata, wciąż nie jesteśmy w stanie dociec rzeczywistości. Wszystko jest względne, a postprawda pozwala nam wybierać nasz świat, zgodny z naszymi przeczuciami i emocjami, i zamknąć się we własnej strefie, w której będziemy czuć się bezpiecznie, bez osób gotowych kwestionować nasze poglądy.

Korekta: Justyna Fołta
Źródło grafiki: Wikimedia Commons