Gdańsk? Tu Bielsko-Biała, odbiór!

Choć Polska liczy niecałe 39 milionów mieszkańców, to nie jest tak jednolita jak mogłoby się wydawać. I choć o różnicach pomiędzy południowymi a północnymi Niemcami czy Los Angeles a Nowym Jorkiem mówi się otwarcie, to o różnicach na naszym własnym podwórku wcale. Jak to w końcu jest, czy Polacy mogą czuć się rodziną?

Polacy to narodowość względnie jednolita. W porównaniu do historycznych struktur naszego społeczeństwa, dziś można mówić o dużym poczuciu wspólnej tożsamości. Oczywiście jak w każdej zbiorowości zdarzają się wyjątki, a bielszczanie wiedzą o tym szczególnie dobrze, mając za sąsiadów z jednej strony Ślązaków, z drugiej Małopolan. Czy jednak zwracamy uwagę na to, że różnimy się mową, obyczajami, kulturą od pozostałych regionów Polski? Wyjazd na studia daleko od rodzinnej miejscowości to okazja, żeby zbadać tę sprawę!

Rogolka? Jo, pokaż mi wtedy

Już parę miesięcy pobytu bielszczanina w Gdańsku jest w stanie zdecydowanie nakreślić różnice dzielące Polaków z południa i północy. Po pierwsze są to odmienne słowa, frazy, powiedzenia. Co ciekawe, problem nie polega na tym, że obie strony posiadają własne regionalizmy. To właśnie południe w nie obfituje, wpędzając w konsternację rodaków z północy.

Nie próbujmy zatem wytłumaczyć Pomorzanom, że lepiej będzie zakłócić zupę rogolką, gdyż oni ani nie zakłócają, ani… chwila, czym? Daremne będą także wysiłki wyperswadowania, że u nich duje, a my krzyczymy i patrzymy po sobie, a w dodatku wieje nam po głowie. Ponadto próżno szukać na gdańskim Starym Mieście wózka z obwarzankami. – Czekaj, to te precle z Krakowa? – dopytuje Maja, rodowita gdańszczanka. Oczywiście, wszelkie zapożyczenia z gwary śląskiej lub krakowskiej raczej także nie ułatwią nam komunikacji na północy. W celu uniknięcia zgrzytów unikajmy zatem słów takich jak: hajcować, trepy, cumelek, szpeje, kielnia, hasiok, haja, bety, romplować się, ziąb, klamoty czy meszty. Zszokowanego czytelnika należy w tym momencie zapewnić, że te oczywiste dla nas słowa rzeczywiście tutaj stanowią nie lada zagadkę.

Ale żeby nie było, Pomorze także ma swoje słówka, które nie tyle kwalifikują się w naszej głowie jako niezrozumiałe, lecz zaskakujące. Proszę się zatem nie dziwić, kiedy tamtejszy użyje słowa jo, jako środka ekspresji aprobaty, zdziwienia, zaskoczenia, przypuszczenia. To po prostu słowo uniwersalne. Z kolei w roli przerywnika gdańszczanie permanentnie używają słówka wtedy. Dla przykładu: „Jak znajdę te materiały, to wtedy ci je prześlę. No, to wtedy do zobaczenia”. A co najważniejsze, tamtejsi wychodzą na dwór. Biada temu, kto poza Małopolską zechce wyjść na pole….

To ty jesteś z BielskO-Białej, tak?

Różnice między Polakami Polski północnej a południowej pozostają wesołe na poziomie słów. Istnieją też takie, które dotyczą kultury i obyczajowości, a to z kolei może być ciężkie do pogodzenia. Przykładowo, bądźmy przygotowani, wybierając się na wesele z poprawinami do znajomego znad morza. U nich w obowiązku pary młodej nie leży organizacja noclegu dla gości, nawet jeśli spodziewamy się śniadania i dalszej zabawy w następnym dniu. Zgodnie ze zwyczajem południowym, chęć urządzenia poprawin absolutnie obliguje organizatorów do opłacenia hotelu dla weselników.

Ludzie północy to osoby bardziej zamknięte, indywidualiści niewchodzący sobie w paradę. Dlatego pochodząc z południa, ciężko nawiązać z kimś bliższy kontakt, zjednać sobie zaufaną grupę. W takim wypadku należy schować swój południowy temperament do kieszeni i próbować się dopasować innego stylu życia. A nawet jeśli się z kimś rozmowa wyjątkowo klei, warto spytać ją o pochodzenie, wnet się okaże, że nie jest stamtąd. Choć z początku to kłuje, później już się nie zwraca uwagi na to, że pogawędka z obcą osobą w tramwaju graniczy z cudem, wymiana międzyludzkich uprzejmości jest znikoma, a „przepraszam” za podeptanie czy potrącenie ciche i machinalne.

Nie dziwmy się także, kiedy dumnie ogłaszając nasze bycie bielszczaninem, spotkamy się ze zdezorientowaniem słuchaczy. W większości przypadków zostaniemy zrównani z białostoczanami. Sukces rozpoznamy po tym, jeśli ktoś chociaż w niewielkim stopniu skojarzy Bielsko-Białą z górami – połowa objaśnień za nami. Wyuczyć obcych, że oba człony nazwy się odmieniają, to dopiero zabawa. Wszystkie te nieścisłości można wyjaśnić wyłącznie względami historycznymi. Jak wiemy, Gdańsk i Pomorze to regiony będące długo pod wpływem niemieckim, Bielsko-Biała i Podbeskidzie to z kolei miejsca leżące na styku Małopolski i Śląska.

Jeśli nie zdawałeś sobie sprawy, drogi czytelniku, z powyższych zależności, poczyń samodzielne obserwacje podczas pobytu w Gdańsku i okolicach. Tylko nie w sezonie wakacyjnym, bo wtedy większość spotkanych osób stanowią turyści.

Korekta: Kajetan Woźnikowski
Zdjęcie: Natalia Łączyńska