Dlaczego idealizujemy przeszłość?

 „Ku pokrzepieniu serc” pisał Sienkiewicz, by przypomnieć czasy świetności. Dziś nie odstajemy od noblisty. Uwielbiamy wspominać stare, dobre czasy, nierzadko przy tym bajerując.

Powróćmy jak za dawnych lat

Często zastanawiamy się, dlaczego mamy tyle dobrych wspomnień, a o tych złych zapominamy. Dlaczego koloryzujemy miniony czas? Kiedy słuchamy naszych babć, dziadków i rodziców, mamy wrażenie, że poprzedni system wcale nie był taki zły, bo i było z kim wypić i na wycieczkę gdzie pojechać. Kiedyś przede wszystkim był czas, którego nam dziś brakuje i którego łakniemy. Tęsknimy za młodością. Wszystkie niespełnione miłości i marzenia schodzą na dalszy plan przy tym, ile się zobaczyło, przeżyło, zwiedziło, posmakowało.

Szczęśliwe chwile mają zdecydowanie większy wpływ na człowieka niż te gorsze, gdyż każdy tęskni za latami świetności, pełnej sprawności, konstruktywnymi działaniami i kreatywnością z ubiegłych lat.

Zanim zostaliśmy przytłoczeni presją czasu, wieczną bieganiną i brakiem wolnych chwil, mogliśmy rano wyjść na boisko lub do kolegów i wrócić wieczorem. Pamiętamy ubrudzone w błocie ubrania, huśtawki z opon, zamki z piasku, podchody, grę w klasy, bazy w garażach i wiele innych cudownych zabaw, na których spędzaliśmy całe dnie. Pamiętamy wieczorne spotkania ze znajomymi, imprezy, odpisywanie zadań na przerwach, ściąganie pod ławką, pierwsze zauroczenia, odrzucenia, mnóstwo przyjaźni, kłótni… A na to wszystko patrzymy z przymrużeniem oka, z lekkim uśmiechem. Te wspomnienia wywołują lekką zadumę, chęć powrotu do beztroski.

Zrozummy przeszłość, aby lepiej zrozumieć siebie

Weźmy choćby Sienkiewicza lub Mickiewicza, którzy swoją twórczością „wychowali” całe pokolenia. Wcześniej mistrzowie i ojcowie polskiej literatury. Dziś dla większości… wykopalisko.

Dzięki krytykom literackim możemy dostrzec oprócz masy cech, którymi naród może się szczycić smutną prawdę o Polakach.

Uświęcanie, czyli idealizowanie przeszłości może przerodzić się w prostactwo. Sakralizacja stawianie się jako Chrystus niosący krzyż staje się niesmaczne w dzisiejszych czasach, jednak na tamte lata były to metafory godne przyjmowania postawy „na kolanach”. Każda przesada jest zła, jednak zależnie od sytuacji politycznej i epoki, w której się znajdowaliśmy, były inne perspektywy i ideały.

Ponieważ lepiej przesycić ją dobrobytem i kolorami, aniżeli opowiadać o tym, jak było naprawdę

Niektórym z wiekiem zaczynają wystarczać tylko namiastki ideałów, do których kiedyś dążyli. Choćby w „Kielcach” Witkacego jak na powielaczu zostaje udowodnione to zjawisko. Człowiek, im starszy, tym mniejszą wagę przykłada do miłości, uczciwości, fascynacji światem, zaczynają wystarczać mu tylko chwilowe doznania. Niektóre miejsca uchodzą za symbole promieniującej brzydoty, więc i przyjacielem łatwiej być w sprzyjających, cieplarnianych warunkach otwartości, bezproblemowości, a najtrudniej w atmosferze prostactwa i karierowiczostwa.

Sztuka traci na wartości, bo twórcy piszą dla samego pisania, a uczucia i emocje wypadają z obiegu.

Zaczynamy wysługiwać się innymi dla własnej korzyści. Bohaterstwo staje się bohaterszczyzną. Idealizowanie przeszłości, choć naiwne, w pewnym stopniu jest piękne, ponieważ wypieramy złe wspomnienia na rzecz tych dobrych, przez co tęsknimy do dawnych dni, do dzieciństwa i beztroski.

Bo idealizacja jest lepsza niż pamiętanie czegoś złego

„Uroda” przeszłości – choć nawet wielokrotnie więcej niż dwoista – jest na swój sposób piękna, a na pewno niepowtarzalna i oryginalna. Może i dobrze, że ludzka natura pozwala wypierać złe wspomnienia, bo dzięki temu mechanizmowi wspominamy z uśmiechem minione lata i możemy do nich wracać w opowieściach, a w przyszłości będziemy je przekazywać dzieciom i wnukom, które też będą przeżywać „piękne czasy młodości”.

Zdjęcie: Balbina Fabia
Edycja i korekta: Kasia Bób