„Lutnikiem był Stradivarius, ja mogę powiedzieć, że buduję gitary”

Tylko instrument świadczy o klasie twórcy. Nie pomogą ani agresywny marketing, ani duża rozpoznawalność marki. O historii i sztuce tworzenia instrumentów strunowych, również w Bielsku-Białej.


Chociaż historia instrumentów strunowych ma ponad cztery tysiące lat, a wynalazek progów bardzo podobnych do tych montowanych w dzisiejszych gitarach elektrycznych wywodzi się z Babilonu, to zawód lutnika taki, jaki znamy dziś pojawił się w okolicach XVI wieku. Wtedy opuszczono utarte ramy lutni i, wychodząc naprzeciw rosnącym potrzebom muzyków, zaczęto tworzyć nowe instrumenty takie, jak skrzypce czy sześciostrunowa gitara. Przez wieki zawód lutnika prężnie się rozwijał w całej Europie. Powstało wiele lutniczych ośrodków. Do XVIII wieku również polska szkoła lutnicza stała na światowym poziomie. Dopiero później straciła na znaczeniu.

Bielska historia produkcji gitar sięga lat 50. XX w., kiedy to Alfred Kopoczek otworzył pierwszy taki warsztat, następnie jego uczeń Aleksander Benedykt kontynuował dzieło mistrza. W latach 80. pojawił się Javelin, który szybko stał się kultowym produktem i do dziś można go spotkać na rynku, choć już bardziej w charakterze ciekawostki niż instrumentu studyjnego.

Podstawową wadą tego zawodu jest to, że nie każdy może go wykonywać.

Dziś tradycję kultywuje Michał Targosz, założyciel Majesty Customs, który od dziesięciu lat zajmuje się tworzeniem gitar elektrycznych, a jego ostatnie dzieło nosi już pięćdziesiąty drugi numer.
Gitara od zawsze towarzyszyła Targoszowi. Już jako dziecko miał styczność z muzykami, a w wieku dziesięciu lat zmodyfikował swojego Javelina. Gdy w dwutysięcznym roku kupił swoją drugą profesjonalną gitarę, stała się ona podstawą do wszelkich możliwych lutniczych edycji, począwszy od lekkich przeróbek osprzętu, na wymianie gryfu kończąc. Jego praca w sklepie muzycznym dobitnie utwierdziła go w przekonaniu, co tak naprawdę chce robić w życiu. Pracownię Targosza odwiedzają znani muzycy, jak na przykład członkowie zespołu Akurat, basista Robert Szewczuga, Albert Kokoszewski z Riffertone czy też endorser marki Ibanez – Tomasz Andrzejewski. Sam twierdzi jednak: „Niezależnie dla kogo wykonuję instrument, staram się robić to zawsze tak samo dobrze” i dodaje: „Jeśli mnie coś satysfakcjonuje, to klienta na pewno to satysfakcjonuje”. Majesty Customs na brak zamówień nie narzeka. Próby przeprowadzenia wywiadu były doskonałym dowodem na prawdziwość tych słów. Gdy przychodziłem spontanicznie o nieumówionych porach, musiałem przekładać rozmowę na inny dzień – Michał zawsze miał coś do zrobienia w warsztacie.

Usługi lutnicze, mimo iż krąg zainteresowanych jest dość hermetyczny, działają podobnie jak mechanika samochodowa. Gitary, tak samo jak samochód, zużywają się i od czasu do czasu wymagają przynajmniej przeglądu.

Dziś Bielsko-Biała, jutro cały świat

Michał Targosz mówi: „Jeżeli robisz coś bez przekonania, to nigdy dużo nie osiągniesz”. Podczas naszych rozmów poruszyliśmy też kwestie rzemieślnictwa i artyzmu, dyskutując, co jest inspiracją, co kopią, a co produktem tworzonym tylko w celach zarobkowych. Wniosek nasunął się sam – każda rzecz musi być natchniona i mieć cel. Bez tych dwóch elementów nie da się stworzyć dobrego instrumentu.  Kilka wizyt, które złożyłem w pracowni Michała Targosza, niezależnie, czy oddawałem swojego akustyka do regulacji, czy wpadałem po prostu porozmawiać, utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to człowiek, który naprawdę dobrze wykonuje swoją pracę. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się na swojej ścianie gitary sygnowanej logiem Majesty Customs.

Artykuł ukazał się w #3 magazynie redakcjaBB.

Korekta: Ewa Kuchta
Zdjęcie: Klaudia Olszewska

 

Teksty
Paweł Sodzawiczny