Sztuka jaka jest, każdy widzi

Pierwszy raz w historii ludzkości mamy tak szeroki wybór muzyki. Każdego gatunku możemy słuchać za darmo, nie wychodząc nawet z domu. Ludzie sięgają więc po utwory, które lubią, wykorzystując nie tylko ograniczone playlisty w radiu i pobliskich klubach muzycznych.

W odpowiedzi na tekst Skąd ta komercjalizacja? Krzysztofa Lacha.

Gdybym miał wskazać, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, byłaby to niewątpliwie sztuka, choć jej definicja jest niezwykle trudna do określenia. Każdy ma prawo definiować ją po swojemu, zważając również na to, że pełni ona wiele istotnych funkcji, np. estetyczną, metafizyczną, propagandową czy rozrywkową, choć byli i tacy, którzy twierdzili, że sztuka musi istnieć sama dla siebie, inaczej stanowi Biblię Pauperum.

Umówmy się zatem, że każdy ma prawo sam określić, co dla niego jest sztuką, z czego wynika, że potencjalnie może nią być wszystko. Skupmy się jednak na muzyce, czyli artystycznej kombinacji dźwięków wpływających na odbiorcę związanej od zawsze z zabawą, odpoczynkiem, obrzędami religijnymi, a towarzyszyły jej śpiewy i tańce.

Większy dostęp, większe możliwości, większe podziały

Dzisiaj mamy lepszy dostęp do muzyki niż kiedykolwiek wcześniej. Nie musimy kupować płyt ani chodzić na koncerty, żeby posłuchać każdego gatunku muzyki, na jaki mamy ochotę. Często nie musimy mieć nawet pieniędzy – w Internecie znajdziemy wszystko. YouTube tworzy propozycje według naszych preferencji, a internetowe radia zachęcają kanałami grającymi konkretny gatunek muzyki. Nigdy wcześniej nie było również możliwe wyszukiwanie informacji o zespołach na Wikipedii, oficjalnych stronach czy fanpage’ach, a dzisiaj może od razu zamówić bilet na koncert przez Internet. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu (pomijając fakt, że muzyka była wtedy cenzurowana) o małych koncertach w miejscowościach nieopodal nikt nie wiedział, bo informacje roznosiły się jedynie pocztą pantoflową. Nie było aplikacji w stylu Coigdzie czy bielskiego CurLife – choć widzę, że wciąż nie wszyscy o nich słyszeli, skoro twierdzą, że Internet nie podsunie ciekawych wydarzeń muzycznych w okolicy.

Nowojorczycy w latach 40. mieli możliwość słuchania radia (czy nadawało ono tyle samo albo więcej i tak różnorodnych kanałów co dzisiejsze rozgłośnie także internetowe?) i wyjścia do klubów  (na pewno w jednych były wieczorki jazzowe, w drugich rockowe, w trzecich muzyki klasycznej, a w pozostałych codziennie grali co innego). Dzisiaj pubów i klubów też jest pełno, a w Bielsku-Białej organizowanych jest naprawdę wiele koncertów. Szkoły muzyczne nie są już elitarne, ale dostępne dla każdego, a nawet w podstawowym toku nauczania znajdują się lekcje muzyki. Istnieją programy do tworzenia muzyki, programy naukowe i filmy fabularne opowiadające o życiu muzyków. A mimo że ktoś może pokusić się o zarzut, że nie wykorzystujemy danych nam możliwości, to i tak słuchamy więcej wykonawców niż przeciętny słuchacz w latach 40. w Nowym Yorku.

Jest tego tyle, że nie możemy poznać wszystkiego!

Nowe gatunki, które rozwinęły się tak naprawdę dopiero w drugiej połowie XX wieku, otwierają przed nami tak szeroki wachlarz wykonawców, że nie da się przesłuchać wszystkiego.

Zwłaszcza że oprócz muzyki mamy inne dzieła kultury: film, literaturę, poezję, teatr… Reperkusje takiego zjawiska są proste: nie jesteśmy w stanie wszystkiego poznać, toteż często ustalamy swoje muzyczne pole widzenia poniżej naszych możliwości. Czy nieświadomie? Zupełnie świadomie!

Wybierać musimy, bo nie da się zapamiętać nazwisk wszystkich wybitnych pisarzy, poetów, malarzy, rzeźbiarzy, architektów, muzyków, reżyserów, aktorów, fotografów, tancerzy… Wcześniej było to niemożliwe – ze względów finansowych, dostępności, cenzury, ograniczeń technologicznych. Sięgamy więc po to, co nas interesuje, a w pozostałych dziedzinach pozostajemy ignorantami. Zawężenie specjalizacji jest reperkusją rozwoju, z którą nic nie zrobimy. Kiedyś można było być specjalistą z fizyki, chemii, historii, astronomii, matematyki, od dawna musimy się jednak decydować wyłącznie na jedną dziedzinę, żeby być w niej wystarczająco dobrym, jak na standard czasów. Dzisiaj nie sposób być specjalistą nawet ze wszystkich obszarów sztuki, a amatorowi może być ciężko choćby z jednym: sam o niektórych gatunkach muzyki potrafię opowiadać godzinami, o innych nie mam pojęcia, mimo że raz za czas ich posłucham.

Wrażliwość? Nie teraz.

Kiedy wracam do domu zmęczony po całym dniu, nie szukam nowych kawałków. Przyczyną nie jest tutaj obawa przed tym, że ktoś później uzna je za niewarte wobec nagrodzonych w konkursie dzieł sztuki i porówna je do opowiadań z XXI-wiecznych gazet dla robotników, ale dlatego, że po prostu wolę przejrzeć Fejsa, w tle puszczając MOJĄ muzykę, której słucham codziennie. Wtedy odpoczywam i relaksuję się, bo akurat na to mam ochotę.

W piątek wieczorem nie słucham XI symfonii Beethovena, ale muzyki w pubie czy klubie. Nie wyobrażam sobie również muzyki klasycznej w galeriach handlowych. Sztuka to nie tylko wyniosłe, dumne i piękne utwory, ale także zapychacze, które po prostu wpadają w ucho.

W tym miejscu również warto zaznaczyć, że piękno jest wartością relatywną, a każdy ma prawo słuchać tego, na co ma ochotę, nie zważając na głosy krytyków i znawców. Ludzie wybierają to, co im się podoba, co dla mnie jest w pełni zrozumiałe.

Popowe oczywiście złe, bo jakie inne?

Komercha oczywiście jest zła. Wiedzą o tym w hip-hopie, wiedzą o tym w punku (czy Sex Pistols są muzyką popularną czy nie? Kiedyś lecieli na Vivie, ale dzisiaj totalnie nie pasują do tego kanału…). Pozostaje jednak pytanie, czy te gatunki są wystarczająco piękne i niszowe czy jednak powinniśmy słuchać jeszcze czego innego, jeśli nie chcemy oddać się komercjalizacji i wiecznie siedzieć w strefie komfortu.

A co jeśli ktoś niczym Gałkiewicz nie potrafi się wzruszyć, kiedy wzruszyć się powinien, i zamiast Chopina albo innego Moniuszki woli posłuchać Taco Hemingwaya? O ile nad warsztatem artystów mamy prawo dyskutować, to odbiór sztuki jest pojęciem indywidualnym, a każdemu może podobać się co innego. I nie ma w tym nic złego, inaczej świat byłby nudny – wszyscy słuchalibyśmy tego samego, podobnie jak mieszkańcy antyutopii, w której każdy słuchacz włączałby jedynie to, co proponuje mu Internet, jest najpopularniejsze i leci w radiu (sic!).

I rozumiem, że fana jazzu może irytować, że disco-polo sprzedaje się tak dobrze, ale przecież w każdym gatunku można zarobić. Jeśli chcemy wspierać konkretnych wykonawców, to po prostu to róbmy: organizujmy projekty społeczne, kupujmy płyty i gadżety zespołów, darujmy ulubionym wykonawcom datki na Patronite, udostępniajmy ich teledyski i piosenki. I nie oceniajmy gustów muzycznych innych, a po prostu cieszmy się, jeśli słuchają tego, co my, albo czegoś innego… Przecież oni też mogą co jakiś czas zaskoczyć nas kawałkiem, którego sami byśmy nie znaleźli, a który wyjątkowo przypadnie nam do gustu. Muzyka ma w końcu łączyć, a nie dzielić.

Zdjęcia: Sandra Szuta
Korekta: Kasia Bób