„Piłka dała mi mnóstwo radości i frajdy. Kochałem to, co robiłem”

Mówi się, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. A jak wygląda życie piłkarza, który postanowił zakończyć swoją karierę? Odpowiedź na to pytanie (i wiele więcej!) przeczytacie w wywiadzie z Darkiem Kołodziejem. Rozmawiała Klaudia Kózka.

Od naszego ostatniego wywiadu minęły prawie trzy lata. Trochę się od tego czasu zmieniło, nie uważasz?

Darek Kołodziej: To prawda, zmieniło się bardzo dużo. Na przełomie tych trzech lat zdążyliśmy spaść z Podbeskidziem z Ekstraklasy, zagrać w pierwszej lidze niezbyt udaną rundę, a ja zdążyłem zakończyć karierę.

Właśnie o tę ostatnią rzecz chciałabym zapytać. Jakie były przyczyny twojego odejścia na piłkarską emeryturę?

DK: Złożyło się na to kilka czynników. Coraz mniej czasu spędzałem na boisku i nie ukrywam, że to było dla mnie dość spore obciążenie psychiczne. Stwierdziłem, że lepiej to zakończyć niż wegetować. Podjęcie takiej decyzji ułatwił mi fakt, że mam już mnóstwo pracy i obowiązków poza graniem w piłkę – głównie chodzi tutaj o pracę z dziećmi. Wiedziałem, że to będzie w miarę płynne przejście i spokojnie sobie poradzę.

Jaka jest twoja nowa rola w Podbeskidziu?

DK: Mam dużo nowych ról. (śmiech) Jestem odpowiedzialny za fajny projekt pod nazwą Przedszkolaki Podbeskidzia. Nie trenuję z tymi dzieciakami, ale zajmuję się nadzorowaniem pracy trenerów, pilnuję, żeby wszystko działało sprawnie, staram się o otwieranie nowych oddziałów.

Jest już ich kilka, prawda?

DK: Tak. Cały czas prowadzimy rozmowy z nowymi klubami, które wchodzą w partnerstwo z TS Podbeskidziem Bielsko-Biała. Chcemy, żeby przy współpracy z innymi klubami dzieci z mniejszych miejscowości też miały możliwość trenowania jako Przedszkolaki Podbeskidzia.

Jak rozwija się twoja własna szkółka, Football Project?

DK: Świetnie. Nie ukrywam, że jako szkółka mamy umowę partnerską z klubem, więc można powiedzieć, że idziemy w parze po to, żeby kiedyś Podbeskidzie miało z tego profit.

Żeby miało więcej wychowanków?

DK: Tak, naszym głównym celem jest to, żeby wychować chłopców, którzy kiedyś zasilą zespół Podbeskidzia. Czy to są Przedszkolaki, czy chłopcy z Football Project – to nie ma znaczenia. Pracują w samym systemie szkolenia, tylko z innymi ludźmi.

W jakich turniejach bierzecie udział?

DK: Jako Football Project w porozumieniu z trenerami czy koordynatorami z innych szkółek tworzymy własne zawody. Chcemy, żeby cały czas coś się działo, żeby dzieciaki grały i miały frajdę, a nie tylko trenowały. Tego grania jest mnóstwo. Śmiałem się z siebie, ponieważ gdy podjąłem decyzję o zakończeniu kariery, powiedziałem do żony: „Kochanie, teraz będziemy mieć więcej czasu w weekendy”. Nieprawda. (śmiech) Praktycznie co weekend jest mecz bądź turniej do rozegrania. Różni się to tylko tym, że nie wyjeżdżam na dwa dni na zgrupowanie przedmeczowe.

Jakie masz teraz plany i cele do osiągnięcia?

DK: Na pewno jest to rozwój szkółki – i jednej, i drugiej. Oprócz tego własny rozwój – chcę się szkolić pod kątem trenerskim.

Pozostaniesz przy trenowaniu młodzieży i dzieciaków czy chciałbyś kiedyś objąć którąś drużynę seniorów?

DK: Nie wykluczam, że tak będzie, jednak potrzebuję do tego odpowiednich papierów, a to wymaga czasu. Biorę taką ewentualność pod uwagę, natomiast to nie jest priorytet i nadrzędny cel, do którego dążę.

Jest jakaś rzecz, którą zrobiłbyś teraz inaczej w swojej karierze zawodnika?

DK: Chyba nie. Problemów ze zdrowiem i kontuzji nie da się uniknąć. Oczywiście, gdybym mógł, powykreślałbym je wszystkie. (śmiech) Wtedy mogłoby być trochę inaczej, ale nie rozpatruję tego w tych kategoriach. Piłka dała mi mnóstwo radości i frajdy. Kochałem to, co robiłem. Jestem jednak takim człowiekiem, który nie patrzy za siebie. Dziś występuję w innej roli, w której się realizuję, i myślę, że to kolejny etap mojego życia. Nasz fizjoterapeuta Dominik Chałupnik twierdzi, że co siedem lat powinno się zmienić pracę, a co dwadzieścia jeden branżę (śmiech).

Jak zareagowali kibice na twoją decyzję o zakończeniu piłkarskiej kariery?

DK: Dostałem mnóstwo serdecznych życzeń i podziękowań za ten czas, który byłem w klubie. To bardzo miłe i myślę, że świadczy o tym, że dałem kibicom trochę radości, kiedy tu grałem, co tym bardziej mnie cieszy.

Jesteś z Krakowa, ale od długiego czasu mieszkasz w Bielsku-Białej. Nie myślałeś o powrocie?

DK: Od trzech lat mamy tu swój dom, w którym mieszkamy. Nie tylko ja, ale również Dominika, moja żona, realizuje się tutaj zawodowo. Wszystkich najbliższych przyjaciół mamy stąd. Wracać do Krakowa i zaczynać życie od nowa? Bez sensu. Poza tym mieszka się tutaj super!

Wróćmy do drużyny Podbeskidzia. Jak widzisz jej przyszłość? Dostrzegasz teraz coś, co mógłbyś zmienić, doradzić komuś?

DK: Nie ukrywam, że ciągnie mnie do szatni. Po meczu idę tam, żeby posiedzieć z chłopakami, porozmawiać. Jak się ogląda mecz na trybunie, to widać dużo więcej, łatwiej ocenić i skomentować daną sytuację. Jeżeli tylko będą chcieli rozmawiać ze mną na takie tematy, to zawsze służę im pomocą. Odbiegając od kwestii samego boiska, myślę, że dzisiaj jestem dla klubu takim fajnym łącznikiem – osobą, która jeszcze chwilę temu była w szatni i zna doskonale tych ludzi. Mogę pomóc czy w kontakcie zawodników z klubem, czy w kontakcie ludzi pracujących tutaj z zespołem.

Nie uważasz, że odejście twoje i Marka Sokołowskiego, czyli ludzi, którzy byli w zespole od dawna, odbije się na drużynie? 

DK: Szatnia to jest specyficzne miejsce i zawsze muszą w niej być osoby, które – jak to się brzydko mówi – trzymają ją za mordę. Jeżeli szatnia jest niepoukładana, to później są duże problemy – nie tylko boiskowe, ale też w kontaktach między zawodnikami. Akurat tak się złożyło, że ja odszedłem i za chwilę Marek złapał kontuzję. Są jednak w zespole zawodnicy, którzy długo grają dla Podbeskidzia, jak Damian Chmiel, i mają charakter lidera, przywódcy. Muszą nas w tej roli zastąpić i myślę, że z powodzeniem dadzą sobie z tym radę. Mimo że Marka czy mnie nie ma na co dzień w szatni, to i tak żyjemy z tymi chłopakami cały czas. Jeżeli będzie trzeba im pomóc, nikt się od nich nie odwróci. Chcemy być zespołem.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Korekta: Kajetan Woźnikowski
Zdjęcie: Jakub Ziemianin